Silvara - 2013-01-19 15:44:04

Stolik w kącie to miejsce spotkań i pogaduch, tematów życiowych i nieżyciowych, poważnych i błahych, monologów i dialogów, rad i wyżaleń. Kufel piwa, korzenne ziemniaczki i niech biesiada trwa!

Powiedzcie, drodzy Towarzysze, co w waszych światach słychać? Może towarzyszka Silvara, i nie tylko!, pomoże z jakimś problemem, od zawodu sercowego po zadanie z matmy?

janjuz - 2013-01-19 16:06:06

Dosiądę się i ja, ażem niemłody (nie mylić ze starością!) to na początek rzeknę, że słowa różnych nabierają znaczeń wraz z ubiegajacymi latami. Oto użyła Silvara słowa Towarzysz (i to z dużej litery). Za moich młodych lat oznaczało to koniecznie CZŁONKA PARTII !!! a teraz raczej towarzysza podróży czy innych zajęć. Rosjanie lepiej takie sprawy rozróżniają, towarzysz w rozumieniu Silvary to u nich "poputczik" czyli podążający tą samą drogą (putjom). I droga ta nie musi być rozumiana jako ulica, czasem jest to droga życiowa, a czasem sposób myślenia czy postępowania.
W tym znaczeniu jesteśmy poputczikami! Tu przyznać muszę, że stosowanie języka rosyjskiego (wstyd to może przyznać) przychodzi mi nieco trudniej niż angielskiego. Za lat szkolnych nie był to dla nas język obcy lecz "ten cholerny ruski". Dzisiaj, siadając w fotelu i czytając w oryginale Bułhakowa, nie mogę pojąć o co nam chodziło. Co nam język, zresztą wspaniały, wadził?!
Wchodząc w ten sposób w świat literatury nieangielskiej fantasy chciałbym wszystkich zachęcić do czytania (na szczęście przetłumaczono!) wspaniałych książek niemieckiego autora Waltera Moersa. Jego "Miasto Śniących Książek" powaliło mnie na kolana i kazało inaczej popatrzeć na wszystko, co do tej pory przeczytałem. A przeczytałem niemało.
   Ze spraw bardziej osobistych. Na forum jestem po kilka razy dziennie. Do stolika Silvary zajrzę zawsze, kiedy tylko Gospodę odwiedzę. Jeśli w czymś pomocny być mogę, walcie śmiało. Niech nikt się nie lęka, że mi czas zabiera. Mam go aż nadto!

Silvara - 2013-01-19 16:09:29

janjuz napisał:

Ze spraw bardziej osobistych. Na forum jestem po kilka razy dziennie. Do stolika Silvary zajrzę zawsze, kiedy tylko Gospodę odwiedzę. Jeśli w czymś pomocny być mogę, walcie śmiało. Niech nikt się nie lęka, że mi czas zabiera. Mam go aż nadto!

O! Pod tym i ja złożę swój podpis.

Nie ma to jak popełnić faux pas na początek. Zapowiada się wyśmienicie!

janjuz - 2013-01-19 16:16:43

Jakie faux pas? Wszak sam cię na wizytę w Gospodzie namawiałem i wskazywałem, że to chyba najlepsze miejsce na pogaduchy. A ja też to lubię!!!

Silvara - 2013-01-19 18:31:11

Faux pas z towarzyszami :P Oczywiście, że chodziło mi o tych do rozmowy i tańca!

A Gospodę obiecuję odwiedzać regularnie :)

Silvara - 2013-01-20 17:23:36

Pozwolę sobie na post pod postem, mam nadzieję, że mnie nie zabijecie :shy:

Chcę wam opowiedzieć o dzisiejszym dniu.
Wstałam rano, o 8. To już coś, nie? Zwłaszcza, że jest weekend. Ubrałam się w pierdyliard warstw i byłam gotowa do podróży na małą Syberię. Plecak na plecy, aparat do torby i czekać na szofera. Szofer przybył punktualnie, ceni się, w dodatku w aucie cicho jak fajerwerki w Sylwestra rozbrzmiewało SOAD. Jak myślicie, szofer zasługuje już na podwyżkę? Zajeżdżamy na miejsce, ciemno, zimno, piździ jak w kieleckim, ludzi nie ma, koni nie ma - okradli nas? Wszystko co żywe pochowało się gdzieś w sianie i czeka do wiosny. Wygrzebujemy cztery nieparzystokopytne spomiędzy śniegu i siana, zaciągamy do stajni i szykujemy na jazdę. Cztery wariatki pakują się na cztery bestie i jadą prosto w śnieżne piekło, na pola. Pomysł szalony? To teraz wyobraźcie sobie cztery wariatki, na czterech bestiach galopujące w szaleńczym tempie obok siebie, strzemię w strzemię, szyja przy szyi, noga przy nodze. Ładne? Ładne. Ciepło? Ciepło. Można? No... Można!
A teraz inna sytuacja: cztery wariatki na czterech parskających, nabuzowanych bestiach wracają do domu. Nagle jedna z bestii zaczyna rżeć, kwiczeć, robić breakdance'a w miejscu. Co się dzieje, co? A, to tylko pewien Pan wyszedł na spacer ze swoim kopytnym. Bez żadnych sznurków, na których mógłby go trzymać. Bo Pan ma psa! I ten pies szczeka na kopytnego, gdy on zostaje w tyle i kopytny wraca galopem do Pana. Widok niesamowity! Czarna bestia brnie przez śnieg! Oczywiście największa idiotka z tych czterech wariatek, niejaka Silvara, aparat zostawiła w aucie. Nic, tylko pogratulować.

Takie przygody mnie dzisiaj spotkały! A Was?

janjuz - 2013-01-20 19:05:57

Przygody to mnie ostatnio omijają szerokim łukiem. Jedynie może ciekawego, co zdarzyło się w dniu dzisiejszym, to iście po krasnoludzku zaanonsowana wizyta syna, synowej i dwójki wnuków. Stanęli w drzwiach, popatrzyli i powiedzieli - A bo w domu było nudno a tutaj zawsze coś się dzieje. Muszę nadmienić, że była godzina dość wczesna choć już po śniadaniu ale za to przed obiadem. A domu trochę jarzyn, jakaś surówka, parę zamrożonych filetów rybnych i ziemniaki. Jako naczelny kucharz zostałem natychmiast odesłany do kuchni, by jakieś cuda z tego wyczarować bo wnuki głodnieją w bardzo szybkim tempie. Młodzi tak mają i już, zwłaszcza w wieku 6 i 4 lata. Przygotować rybę to żaden problem ale co do tego? Zwykłe kartofle? Ja wam pokażę! Zrobiłem Otikowe, tylko ze względu na dzieci niczemu nie winne, dałem mniej pieprzu za to dowaliłem kurkumy, imbiru, gałki muszkatołowej oraz mielonego ziela angielskiego. Wyszło doskonale. Dzieciaki rąbały jak maszyny, synowa takoż, tylko syn-winowajca smutny był jakiś. Otóż żona, ja i synowa popijaliśmy to wszystko irlandzkim stoutem a on, kierowca, wodą mineralną! Niech wie, że wizyty się zapowiada, inaczej pijesz wodę bo ja nie mam spiżarni Bilba Bagginsa.

Silvara - 2013-01-20 19:22:35

Kierowca to zawsze ma najgorzej. Otikowych ziemniaczków zazdroszczę okrutnie. Dzieciaki 4 i 6 lat wrąbały rybę? Ja się do 13-14 roku życia migałam od tego, w ogóle od wszelkiego jedzenia. A mięsa to już w ogóle. Do dziś np. szynki nie ruszę. Jedyne co, to kurczak, mintaj, karp i makrela :D
Właśnie w jakichś Wiadomościach chyba mówią o 16-latkach wydających własne książki. Nie ma dla mnie ratunku już, za stara jestem.

janjuz - 2013-01-20 19:35:03

Widzisz, ryba to fosfor, witamina pamięci i sprawności mózgu. Teraz już wiesz, dlaczego nie wydałaś książki:). Mówiąc poważnie (ale tylko trochę poważniej) ryby forsuję ja i mój syn. Żremy je na okrągło i wnukom wbijamy, że to takie męskie. Mali się na to jeszcze nabierają, patrzą jak ja zmiatam rybę, patrzą na tatę a ten się już oblizuje po rybie i... wiosłują swoje porcje.
Co do 16-latek wydających książki. Napisać, to tylko trochę wysiłku. Wydać, to tylko trochę kasy. Znaleźć czytelników! I tu problem malutki taki - musisz znaleźć coś, co im chcesz powiedzieć takiego, że gęby z podziwu otworzą. Zaręczam Ci - takich jak ja nie tak łatwo zaskoczyć. W całej mojej historii czytelniczej udało się to, a i to tylko częściowo, jednemu nastolatkowi czyli Paoliniemu i tylko w pierwszym tomie Eragona, bo reszta jest tylko wtórna. Nawet on stanął przed jednym problemem, nurtującym każdego, co chce książki pisać. Nie jest ważne, że ci pióro samo na papier pada, nie jest ważne, że spać po nocach nie możesz od gorączki twórczej. Ważne jest, byś miał bratku coś istotnego do powiedzenia. Inaczej Twórczość tfurczością się staje.

Silvara - 2013-01-20 19:54:26

Bardzo dobrze powiedziane! Jeśli o Eragona chodzi, to powiem szczerze, że zaczęłam i nie skończyłam. A co do kreatywności, to troszkę słabo z tym u mnie, chociaż bywają takie dni natchnienia, aż się tworzyć chce! Zwykle wtedy rysuję, polski języka trudna języka, więc nawet nie próbuję pisać.

janjuz - 2013-01-20 20:24:23

Dlaczego nie próbujesz? Dopóki nie spróbujesz to niczego nie osiągniesz.
Ktoś, nie pamiętam kto, powiedział coś takiego:

NAWET NAJDŁUŻSZA DROGA ZACZYNA SIĘ OD JEDNEGO KROKU

Mój Ojciec kiedyś to ujął trochę ostrzej:
  Synu, są trzy etapy osiągania sukcesu, każdego sukcesu: od poderwania dziewczyny do zdobycia Mt. Everestu:
   Po pierwsze - musisz wiedzieć, czego chcesz
   Po drugie - musisz wiedzieć, jak to zrobić
   Po trzecie - nie masz na co czekać, leniu, tylko to zrób. Samo się nie zrobi.

Kiedyś byłem inżynierem w przemyśle, podobno niezłym. Teraz UCZĘ SIĘ języka polskiego, żeby tłumaczenia były lepsze. A potem, kto wie... Mam zamiar skrobnąć zbeletryzowaną sagę norweską (oryginał z XI w) o pierwszym chrześcijańskim królu wikingu, Olafie Trygvassonie. Kto wie... może?

Silvara - 2013-01-21 16:00:35

Nie próbuję, bo wiem, że nie potrafię. I mam słomiany zapał, parę razy już się brałam za pisanie "czegoś" i zazwyczaj umierało po stronie, czasem dwóch. Może też trochę leniwa jestem. A może umysł raczej ścisłowca trochę się buntuje. Wolę pisać równania matematyczne, w których nie potrzeba żadnej twórczej inwencji.

janjuz - 2013-01-21 16:31:50

?????nie potrzeba inwencji?????
   Prof. Banach - przedwojenna, polska szkoła matematyki we Lwowie, tak mówił o pewnym znanym skamandryckim poecie a jednocześnie niedoszłym matematyku (znaczy studia skończone, ale niczego nie dokonał):

  - poszedł w poezję, bo jak na matematyka, wyobraźni i twórczej inwencji niedostatki wielkie

Zaden literat nie ma takiej wyobraźni jak np. Stephen Hawking!

Silvara - 2013-01-21 16:41:08

Niestety, w szkolnej matematyce wyobraźnia średnio się przydaje. Chociaż nie zaprzeczę, że w zeszłym roku uratowała mi tyłek na konkursie. Ponoć jako jedyna wpadłam na pewne rozwiązanie, ale mniejsza z tym. A teraz przepraszam, muszę opuścić Gospodę i udać się na taflę lodową.

Arvina - 2013-01-21 18:50:39

Piszemy o wszystkim... Ok :D

No to najpierw się pochwalę - 4 z zaliczenia ćwiczeń z historii nowożytnej Polski (ach, ta historia :P). Ale dzięki bogu tego wykładowcy już nie zobaczę i nie będę za nim płakać. Dziwny był :P

Poza tym wróciłam do domu głodna jak przysłowiowy wilk, bo mnie koledzy z kanapek objedli, a ja musiałam zadowolić się truskawkowym lizakiem ^^

Jutro kolejny dzień zaliczeń - trzymajcie kciuki :)

Silvara - 2013-01-21 19:16:33

Kciuki będą! I za mnie też proszę, sprawdzian z historii wisi nade mną jak ten miecz...

Wzięłam się za pisanie opowiadania, tylko jeszcze nikt na moje wyzwanie nie odpowiedział  :lol:

Arvina - 2013-01-21 19:40:08

Hmmm... Ja bym przyjęła Twoje wyzwanie, gdyby nie sesja :/ Może innym razem :)

Jako pilna studentka historii potrzymam za Ciebie kciuki i telepatycznie prześlę wiedzę :D

janjuz - 2013-01-21 21:40:20

Za obie Panie trzymam kciuki mocno zaciśnięte! Tylko jak ja będę pisał?

Arvina - 2013-01-21 21:51:46

Przez jeden dzień możesz się powstrzymać od pisania :D zaliczone sprawdziany/egzaminy są ważniejsze

Silvara - 2013-01-21 22:16:17

Panie... To brzmi tak poważnie, a poważna Silvara to przykład pięknego oksymoronu.

Arvino, termin zaproponowałam na miesiąc i nie ma dla mnie problemu, żeby go wydłużyć, gdyż za tydzień zaczynam ferie, a ferie = po 10 godzin w stajni, 10 godzin spania i 4 godziny na wylegiwanie się i jedzenie :D
A historia wyleciała oknem. Brrr.

Arvina - 2013-01-22 19:34:09

Ale dobrze trzymaliście te kciuki :D Wszystko zaliczyłam!!! Jestem taka dumna z siebie... :P

Silvaro, mogłabym się podjąć Twego wyzwania po sesji, czyli po 4 lutym :P Byłby to także mój debiut, więc... może być zabawnie :)

Silvara - 2013-01-22 20:10:43

Arvino, w takim razie będę czekać niecierpliwie :)
Gratuluję! Ja historii nie pisałam, bo straciłam 2 godziny w przychodni, w samym gabinecie byłam góra 5 minut...

Arvina - 2013-01-22 20:19:31

Czyżby się komuś zachorowało? To przykre

Silvara - 2013-01-23 16:41:39

Zachorowało się już dawno, w życiu szkolnym nieszczególnie mi to przeszkadza, ale wyleczyć się byłoby miło... Co z tego, skoro lekarka do której chodzę jest mało kompetentna, a póki co nie mogę jej zmienić... Jeszcze tylko 3 miesiące!

janjuz - 2013-01-26 14:01:17

No, udało się!
  Łapiduchy wypuściły mnie z łap swoich i dotarłem do domu. Badania jednak przejść trzeba było. W szpitalu miałem dostęp do Forum więc wiem, że zaciskanie kciuków (lekarz pytał, czy sobie palców nie połamię!) pomogło więc ze spokojnym sumieniem mogę wrócić do przerwanego tłumaczenia Kendermore. Leżąc w białym przybytku czytałem Dragons of Hourglass Mage. Powoli Raistlin zaczyna mi wyrastać na jednego z największych bohaterów Wojny Lancy. Jego zmagania z Thakisis w Nerace… czapki z głów.
Ale i tak najpierw Kendermore, potem Dark Thane, Conundrum, Lake of Death i Wizards Conclave. W ten sposób będę miał całą Age of Mortals. Oby tylko życia starczyło bo kolejne pozycje szczerzą się z półki!:)

Arvina - 2013-01-28 16:35:21

Witajcie
Mam nadzieję, że już wszyscy w dobrym zdrowiu...

A tak poza tym. Macie jakieś skuteczne sposoby na poprawę humoru?

Silvara - 2013-01-28 16:47:53

Czekolada?

Arvina - 2013-01-28 17:26:44

Całkiem ciekawa propozycja... O! Są też ciasteczka :D

janjuz - 2013-01-28 19:00:14

Najlepszym środkiem na poprawę złego humoru, na mnie to zawsze działa, jest lampka dobrego wina w doborowym towarzystwie. A jeśli na dodatek (jak to jest u mnie) jest to towarzystwo znane mi od PIERWSZEJ KLASY PODSTAWÓWKI (policzcie lata!) - o złym nastroju nie ma mowy. Takie spotkania robimy co trzy miesiące, zapas dobrego humoru gwarantowany.
Niezłą metodą bywa szykowanie czegoś smakowitego - sama procedura poprawia humor lepiej niż robi to smak potraw.
Kiedy już jednak dopada mnie chandra totalna, to jedynym sposobem jest długie i namolne tłumaczenie samemu sobie, że właśnie tracę czas na głupoty. Łapię wtedy "Kubusia Puchatka" albo Terry Pratchetta i zły humor pryska.

Silvara - 2013-01-30 20:01:46

Nie u każdego się sprawdzi moja metoda: jadę do stajni i przewalam gnój, hihi. Porządnie się zmęczę i już nie myślę o złym humorze, tylko o herbacie, kocyku i śnie. Ale nie ma tak dobrze, później zawsze biorę jakiegoś kopytnego i wleczemy się do lasu, na piękną, prostą drogę, lekko pod górkę i tam pozwalamy sobie na dziki galop... Nie ma nic lepszego na świecie niż tętent kopyt, wiatr we włosach i ta prędkość, migające z obu stron drzewa... WOLNOŚĆ! Prawie. Bo później trzeba wrócić...

janjuz - 2013-01-31 14:28:39

Teraz już odpada jeden sposób (dla mnie przynajmniej). Otóż w latach nie tak znowu dawnych bo 90-tych dwa razy do roku wychodziłem w morze. Spędzenie 10-20 dni w rejsie z kilkoma przyjaciółmi, napawanie się spokojem morza lub jego wściekłością (bo i tak bywa), uprzytomnienie sobie samemu, że kłopoty codzienne to to drobny pryszczyk na... dłoni, wyważenie własnej małości wobec wielkości i obojętności natury. Przynajmniej przez pół roku nie przejmowałem się żadnymi kłopotami bo i tak byłem tylko niezauważalnym pyłkiem w ogromie otaczającej rzeczywistości.
Zobaczyć gwiazdy w pogodną noc, tego w mieście nie uświadczysz, bezcenne.

Arvina - 2013-01-31 17:25:51

Płaczcie nad mym losem... Poprawka egzaminu się szykuje. Tym razem mi się nie poszczęściło :(

janjuz - 2013-01-31 18:00:01

Płakać nie będę bowiem płacz nad już rozlanym mlekiem sensu wielkiego nie posiada. Tu trzeba przysiąść i zakuć (na szczęście nie ja).
A z czego ten egzamin, jeśli wolno wiedzieć?

Arvina - 2013-01-31 18:06:19

Historia nowożytna powszechna. Niby takie nic, uczyłam się dużo, ale... No cóż. Czasem nie wychodzi.

Raistlin - 2013-01-31 18:37:39

Witajcie, mój pierwszy post w tym temacie niestety nie będzie pozytywny… w poniedziałek około godziny 22 miałem swój pierwszy w życiu wypadek samochodowy. Niech to będzie mała przestroga dla Was, jechałem tylko 30km na godzinę ze względu na to, że było potwornie ślisko. Gdybym jechał szybciej, zapewne moi pasażerowie (cała czwórka) wyszli by z tego z większymi obrażeniami niż potłuczenia i rozcięty łuk brwiowy u jednego z kolegów. W wyniku poślizgu spadłem z dwu metrowej skarpy a mój samochód dachował… cała ta akcja łącznie z lawetą i mandatem (ktoś uprzejmy zdzwonił niepotrzebnie na policje) będzie mnie kosztowała zapewne kilka tysięcy… ale grunt, że nikt nie ucierpiał.

Arvina - 2013-01-31 18:45:27

Straszne, okropne... Jak dobrze że się nic nikomu nie stało i wszyscy cali.

Silvara - 2013-01-31 19:40:55

Raistlin, Chryste Panie... Nie strasz mnie, codziennie wracam autem ze stajni, pod górkę, TIR-y pędzą jak porąbane (główna droga na Wrocław w końcu ;/), mokro na drodze... Ile razy mi serce do gardła podskakiwało, nie zliczę.

Mogę się podzielić tutaj dwoma linkami do moich zdjęć czy złamię jakiś punkt regulaminu? Bo to w sumie reklama...

Raistlin - 2013-01-31 20:25:15

Mogę się podzielić tutaj dwoma linkami do moich zdjęć czy złamię jakiś punkt regulaminu? Bo to w sumie reklama...

W sumie to nie mamy regulaminu, więc śmiało ;)

janjuz - 2013-01-31 21:01:00

Raistlin!
  Pieniądze (choć bardzo istotne) to tylko rzecz nabyta. Najważniejsze, że poważnego uszczerbku na zdrowiu nikt nie poniósł. Mam nadzieję, że jak szok Ci minie będziesz jak zwykle aktywny na Smoczej Lancy. Powodzenia.

janjuz - 2013-01-31 21:05:15

Arvino!
Historia powszechna nowożytna to najgorsza kobyła jaką sobie umiem wyobrazić. Toć sama historia kontynentu afrykańskiego, z dekolonializacją i późniejszymi zmianami wszystkiego co tylko da się zmienić, może przyprawić o ból głowy. A na dodatek jutro część z tej wiedzy może być nieaktualna bo się paru kacyków pokłóci. Brrrrr!

Arvina - 2013-01-31 21:19:38

Hie hie :D o Afryce tośmy nic akurat nie mieli. Głównie Europa od odkryć geograficznych do rewolucji francuskiej :P

Raistlin - 2013-01-31 22:06:58

Aż mi się przypomniały dobre czasy szkoły średniej. Historia i język polski to były jak dla mnie dwa najciekawsze przedmioty, historie uwielbiałem! J. polski trochę mniej ze względu na wymagającą nauczycielkę (do której nie mam absolutnie żalu, świetnie przygotowała mnie do matury). Zawsze lubiłem uczyć się o przeszłości, było to dla mnie bardzo interesujące. ;)

Arvina - 2013-01-31 22:09:28

A ja to muszę studiować XD

Kurcze... Wydaje mi się, że forum budzi się do życia :D

adamsb81 - 2013-02-01 11:59:35

można się dosiąść na kubek krasnoludzkiego trunku?

Arvina - 2013-02-01 12:30:15

Pewnie że można się dołączyć :) Mile witamy każdego chcącego się wypowiedzieć ^^

janjuz - 2013-02-01 12:47:30

Im nas więcej tym weselej! Że przynudzę, jak to w starszym wieku się zdarza - Arvino, cieszę się z Twojej obecności na Forum, ale czy ty nie masz sesji:)?

Arvina - 2013-02-01 12:58:20

Tak, mam :) ależ ile można się uczyć xD

janjuz - 2013-02-01 13:03:05

He, he, he! Dokładnie takiej odpowiedzi oczekiwałem!

Silvara - 2013-02-01 17:08:00

Czuję się lekko wyobcowana z racji mej namiętności do matematyki, biologii i angielskiego...

Raistlin pozwolił, zatem zapraszam:
facebookowiczów
niefacebookowiczów
W drugim linku zdjęć jest mniej, ale w większym rozmiarze. Coś za coś :D

adamsb81 - 2013-02-01 17:44:20

mój nowy nabytek:
Transakcja     Smoki Chaosu - DragonLance (2987805714)
Ostrze Burzy - Bohaterowie -DragonLance (2987785063)
Szczęście Łasicy - Bohaterowie -DragonLance (2994409570)
Kwota za zakupy     25,00 zł
hi hi hi hi hi.

Raistlin - 2013-02-01 18:03:46

Silvaro oczywiście "lubię to" ;) świetne fotografie.

Adam za 25 złotych trzy tytuły, dobry interes!

Huh, dziś dostałem rachunek za lawetę i naprawę. I jestem dziś w świetnym humorze bo wyszło kilka razy mniej niż się spodziewałem, może nie będę musiał sprzedać mojej ukochanej gitary ;)

Silvara - 2013-02-01 18:15:04

Raistlin, dziękuję :)
Gitary nie sprzedawaj! Już prędzej nerkę...

janjuz - 2013-02-01 20:29:38

Silvaro!!!
  Ależ zdjątka! Część naprawdę na wystawę! znakomicie łapiesz światło i mgłę! Place lizać!

Silvara - 2013-02-02 16:35:51

Dziękuję bardzo, na wystawę to jeszcze nie czas :D

Arvina - 2013-02-04 17:58:19

Arvina vs. Próba w Wieży Najwyższej Historii - 0:2...

Ta sesja nie należała do szczęśliwych. Czekają mnie kolejne 2 tygodnie nauki, ponownie historii nowożytnej. Te ferie nie mogły być piękniejsze...

janjuz - 2013-02-04 18:17:25

OMNE TRINUM PERFECTUM! Jak wołał mój Ojciec przy trzecim "stakancziku" pszenicznej. Mój teść dodawał - Boh Trojcu liubit!

janjuz - 2013-02-16 13:42:12

to może kwestia wieku, ale im dłużej myślę o pomyśle walki grupowej na Arenie w Istar (taki pomysł właśnie tam ciepnąłem) tym bardziej pomysł mi się podoba! Samouwielbienie dla własnej pomysłowości to niewątpliwie atak sklerozy. Niechże ktoś mnie powstrzyma bo forum rozsadzę od wewnątrz i na kolejny fanfiction zamienię!

Silvara - 2013-02-17 12:50:42

Ja ten pomysł jeszcze mogę podsycić :D

Raistlin - 2013-02-17 20:50:02

Ten konkurs to fantastyczna sprawa :D Chyba znów wpadłem w Tolkiena po uszy... Mam na półce większość jego książek, tak więc jestem stracony, nic mnie nie powstrzyma by je wszystkie po raz kolejny przeczytać ;)

janjuz - 2013-02-17 21:00:51

Hi, hi, hi! Ja już siedzę w Silmarillionie!

Raistlin - 2013-02-17 21:12:47

Ostatnio czytałem Tolkiena w technikum jakoś 5 lat temu. Aż trudno uwierzyć, że tyle faktów może wypaść za ten czas z pamięci. Tak samo mam z resztą z DL. Tyle nowych tytułów do przeczytania a tu stare wypada powtórzyć ;) (Silek to moja ulubiona książka tak nawiasem :P)

janjuz - 2013-02-17 21:21:07

Rzecz jest wspaniała. Co najdziwniejsze - nie nadaje się do czytania! Wątki nieukończone, niekonsekwencje faktograficzne, szkice, rozprawki filozoficzne a wszystko razem wziąwszy - najważniejsze dzieło Mistrza.

Xazax - 2013-02-18 06:48:13

Dobra to i ja się dosiądę :)
Witam, dawno mnie nie było. Część z was mnie zna część nie zna a jest nawet jeden któremu obiecałem że kupie jego książki i nie dowierzam w cierpliwość :) Są też ludzie z którymi gadam sobie na TS i pykamy w różne produkcje.
Gdzie byłem tyle czasu? Już mówię, jednym z ostatnich naszych pomysłów na ożywienie forum było zrobienie konta na YouTube i nagrywania filmów zapraszających na forum, ale robienie filmów mnie tak wciągnęło że nie ma świata poza tym :)
Aktualnie prowadzę dwa kanały i codziennie wrzucam nowy film, i mam ze dwa w zapasie :)
Stworzyłem również stronę i mini redakcję internetową.
Baaaardzo się cieszę że to forum jeszcze żyje, moje pomysły umieszcze w odpowiednim dziale, mam nadzieje że to już będzie INO Progres chopy i frelki :D

Blaanid uth Mondar - 2013-02-19 02:04:58

*wchodzi do gospody strzepując kurz z gogli i ściągając bandanę z twarzy*
Hej! Zabłądziłem tutaj kierując się w stronę Nowego Jorku, ale mam dziwne wrażenie, że zajechałem trochę za daleko.
No nic, wróciłem... włóczyłem się tu i ówdzie, imałem się różnych zadań, ale i tak wróciłem na stare śmieci. :)
Pora rozbujać to forum, z marszu deklaruję się do prowadzenia Sesji RPG, tudzież PBFa w Neuroshimie! ; )
*Odkłada Steyra obok krzesła i dosiada się do stołu*


Jakże mógłbym zapomnieć!
Witam, wszystkich którzy tu przybyli pod moją nieobecność.

Raistlin - 2013-02-19 13:09:24

Coraz ciekawiej :D coś mi mówi, że forum nareszcie ruszy z miejsca :D

adamsb81 - 2013-02-19 19:25:53

Już się umówiłem z kompanem na strzelanie z łuku a tu przeklęta zima wróciła :-(

U' - 2013-02-20 22:24:17

A ja Xaz wciąż czekam:) cierpliwość to moje drugie imię, ale ksiażki powoli sprzedaję. Kilka jeszcze mam dla Ciebie jak coś:)

Xazax - 2013-02-22 20:22:52

A tak BTW... Co u was wszystkich słychać?

janjuz - 2013-02-22 20:36:55

Xazax! Działo się tu trochę, co być może odczytałeś (o ile starczyło Ci cierpliwości :)). Jeśli o mnie idzie to niańczę wnuki, szlak mnie trafia, hałas przeszkadza, tłumaczenia robię nocą ale wolno mi idzie, natomiast poszukiwanie źródeł tolkienowskich i "dragonlancowskich" idzie nieźle (!). Zdrówko, póki co, dopisuje, wiaterki odchodzą, apetycik niezły a teraz szykuję się do spotkania mojej klasy maturalnej (jak dla was - same matuzalemy a ja wciąż widzę tamtych chłopaków i te same fantastyczne dziewczyny). Jutro będzie wesoło!

Xazax - 2013-02-22 21:15:17

Ja mam ciężki tydzień w pracy... same nocki których nie cierpię na na dodatek dziennie przebudowa czego też nie cierpie...
Łaże z opuchniętmi pociętymi łapami, nie wyspany, naćpany kawą i energetykami,a na dodatek każdy błąd może mnie kosztować utratę roboty... Ale dziś ostatnia nocka na szczęście :)

Arvina - 2013-02-24 20:07:30

Tak sobie nie mam co robić, więc postanowiłam obejrzeć Naruto XD Za namową kolegi, z którym pokazał mi parę ciekawych walk z tego anime. Po jednym odcinku mogę już stwierdzić, że jest to bardzo wciągające ^^

janjuz - 2013-02-24 20:35:40

muszę się przyznać, że nie jestem w stanie zaakceptować mentalnie całości japońskich mang, czy anime. Ani treściowo to do mnie nie przemawia ani graficznie. Starszy wnuk pasjami ogląda jakieś japońskie, mangopodobne kreskówki, gania później z mieczem i rykiem po domu, szlag mnie trafia, to jednak jest poza moją granicą przyswajalności.

Arvina - 2013-02-24 20:41:02

Hmmm... Chyba już jestem za duża za ganianiem i ryczeniem :P Ale to moje pierwsze anime, które (świadomie) oglądam, więc kto wie co się ze mną potem stanie XD
Mangi czytałam 3 XD

Raistlin - 2013-02-25 01:25:10

Naruto!!! Dobry wybór Arvina :P Najlepsze anime jakie oglądałem i najlepsza manga jaką czytałem :P W anime jest sporo filerów dlatego wolę mangę. Mamy nawet temat http://www.smoczalanca.pun.pl/viewtopic.php?id=144

Xazax - 2013-02-26 22:09:00

O nie! Chińskie bajki w tym temacie...

Blaanid uth Mondar - 2013-02-26 22:50:27

Też ich nie lubię. ;_;

Arvina - 2013-02-27 12:00:59

Japońskie bajki są spoko :P

Miałam dziś zaliczenie z nauk pomocniczych historii. Jeszcze tak cudownie w życiu nie ściągałam :) Gościu siedział przy biurku i w ogóle nas nie pilnował, choć na kartce z pytaniami było wyraźnie napisane "Każda próba ściągania będzie karana konfiskatą" :D

Pozdrawiam wszystkich ^^

janjuz - 2013-02-27 12:19:39

ŚCIĄGAŁAŚ!?!?  A fe!!! Wstydź się, japońskie bajeczki spoko czytasz, a na egzaminie ściągasz? A przyjdzie czas wiedzy użyć (a taki przyjdzie, uwierz) to co, po japońsku? Oj, nieładnie, nieładnie.

Arvina - 2013-02-27 18:11:43

Jestem studentką i mistrzynią ściągania - taki talent nie może się marnować. I nie uważam ściągania za złą rzecz i nie będę się więc wstydzić. Student wykorzysta każdą okazję i każdy sposób, aby zaliczyć. Tyle w temacie :P

janjuz - 2013-02-27 18:56:25

Hmmm. O tempora, o mores!

Arvina - 2013-02-27 19:00:24

Czasy złe, obyczaje jeszcze gorsze - stwierdzam patrząc na chłopaków w spodniach typu rurki i wytapetowane blondyny z czarnymi odrostami (choć to podobno modne). Dzięki Jeżu, że przebywam wśród wartościowych ludzi.

janjuz - 2013-02-27 21:24:20

Patrząc na blondyny z odrostami mam tylko nadzieję, że prawdą okaże się żarcik iż odrosty oznaczają, że ich mózgi jeszcze się nie poddały. Co do chłopaków pokroju Justina Biebera - jeżeli TO ma być okaz faceta, to ja chyba poszukam sobie wygodnego miejsca na grobowiec! I tu się w pełni z Panią redaktor zgadzam. Co do ściągania - nadal bym z Panią polemizował lecz... sam też ściągałem na kolokwiach i egzaminach.
   Z innej beczki napoczynając, co już lekko wspomniałaś. Przebywanie w kręgu wartościowych ludzi. Bezcenne.
Z nauk socjologicznych wiem (nie jestem wcale socjologiem, tylko w NASZEJ KLASIE mamy dwójkę profesorów, i to zwyczajnych, z tej dziedziny), że wartości społeczne podlegają prawom statystycznym obrazowanym przez krzywą Gaussa. Mówi nam ona, że elit wszelakich jest w społeczeństwie mniej więcej tyle co durniów absolutnych, czyi około 3%. Najwięcej jest przeciętniaków żyjących z dnia na dzień w towarzystwie butelki piwa i ludzi im podobnych. Tak się podobno dzieje ze wszystkimi cechami ludzi zgrupowanych w wielkie społeczności. I tak artystów-geniuszy jest mniej więcej tyle co ludzi kompletnie na muzykę niewrażliwych. Że ich nie widać - po prostu nie rozwinęli talentu jaki w nich drzemał. Smutne to, lecz najgłupsi, najbezczelniejsi, najbardziej prymitywni, najbardziej krzykliwi prą do władzy i... ją zdobywają, bowiem głosuje na nich masa pospolitych ludków, którym te wrzaski odpowiadają. Elita, rozumiejąca niebezpieczeństwo takiego postępowania, liczy tylko 3%! Jej głosu nie słychać. Oto niebezpieczeństwo demokracji, które zresztą wynika już z praw ekonomicznych Kopernika o "dobrym" i "złym" pieniądzu.
   Jeżeli więc już los tak zdarzył, że udało nam się znaleźć w towarzystwie wartościowych ludzi, to trzymajmy się go pazurami i zębami. Jako przykład podam swoją klasę (jestem świeżo zjeździe). Przeszliśmy całą paczką szkołę podstawową i średnią, 12 lat! Niektórych znam jeszcze z piaskownicy! ZAWSZE stanowiliśmy grupę, która ciągnęła cały nasz tłumek do góry. Dzięki temu mamy teraz w klasie:
1. dyrektora Urzędu UE z Brukseli (przyjeżdża na każdy zjazd!)
2. Dziekana, socjologa UŁ,
3. Prorektora, socjologa z PWSZ
4. Dziekana, profesora zw. filologii polskiej
5. Ósemkę inżynierów przemysłowych, różnych specjalności
6. Czterech nauczycieli szkół średnich
7. Trzech rzemieślników z dyplomami wyższych uczelni i MBA
8. Dwóch prawników, w tym jeden od trzydziestu lat w USA i też czasem przyjeżdża
9. I jednego rencistę, byłego szefa korporacji międzynarodowej. :P
   Tak wyglądała nasza elita w czasach, gdy wyższe wykształcenie było czymś sporym i nobilitującym. To wszystko, co osiągnęliśmy jest w sumie mało ważne. Kiedy tylko nasza grupka weteranów siądzie do stołu to okazuje się, że najważniejsze jest, że nasza przyjaźń przetrwała. I to tyle lat.

Eech, skończę, bo już przynudzać zaczynam.

Arvina - 2013-02-28 18:57:00

Epickie starcie Arvina vs. Blondynka - walka o miejsca w klasie XD Oczywiście wyszłam z tego zwycięsko.
I naprawdę po raz kolejny muszę podkreślić moją radość z powodu posiadania inteligentnego grona bliskich znajomych, ludzi, którzy nie strzelają fochów o byle co, którzy potrafią zrozumieć, że nie wszystkie słowa, gesty należy brać na serio. Uważam się za szczęściarę, skoro los tak pokierował moim życiem, że mam możliwość przebywania głównie w męskim gronie (mam tylko jedną prawdziwą koleżankę), bo dzięki temu nabrałam większego dystansu do życia. Kolejną zaletą takiego stanu rzeczy jest to, że tematy rozmów, które prowadzimy z kumplami są zazwyczaj ciekawsze niż pogadanki prowadzone przez grono dziewczyn, z którymi stykam się na uczelni, a dotyczące nowej pary butów czy też innowacyjnej metody robienia makijażu. Naprawdę nie przejmuje się dziwnymi spojrzeniami posyłanymi mi przez przedstawicielki płci pięknej, gdy widzą mnie w towarzystwie samych facetów, kiedy śmieje się głośno z opowiadanych przez nich kawałów, a one są wiecznie smutne, bo albo złamał im się paznokieć, albo chłopak odpisał z 5 minutowym opóźnieniem... Podsumowując - nie ma to jak męskie towarzystwo i bycie chłopczycą jest ok ^^

PS Zapomniałam dodać, że jako jedyna dziewczyna w męskim gronie jestem na wyjątkowej pozycji i mam liczne przywileje :D

janjuz - 2013-02-28 19:48:31

Chłopy górą!!! I tak trzymać! Choć wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji, acz całkowicie uzasadnione, jest z męskiego punktu widzenia nie fair. Może nie fair ale bardzo sympatyczne!

Arvina - 2013-02-28 19:52:59

Jakoś kumple nie narzekają, że ich wykorzystuje. Bronią mnie, pocieszają, rozśmieszają, kupują słodycze :D A znajome zazdroszczą mi tego "haremu" ^^

janjuz - 2013-02-28 20:11:50

Zawsze twierdziłem, że równouprawnienie nie istnieje. W czasach trochę dawniejszych zatrudniałem sporo ludzi, w tym około 1/3 to były kobiety. Tylko jedna z nich zaczęła coś marudzić o równych prawach. Zapytałem, czy naprawdę chciałaby bym traktował ją dokładnie tak jak pracujących facetów. Po zastanowieniu jednak się wycofała. Musiałbym bowiem zacząć traktować ją dużo ostrzej niż traktowałem dotychczas.

Arvina - 2013-02-28 20:17:43

Równouprawnienie to bzdura, choćby pod względem biologicznym, np. predyspozycji fizycznych. Racja, są pewne wyjątki, ale kobiety z natury są słabsze i nie nadają się do ciężkich fizycznych prac. Więc radzę wszystkie feministki wysłać na miesiąc do kamieniołomów i zobaczymy jak wtedy będą agitować za równością :P

Arvina - 2013-03-03 19:46:43

Zaliczyłam poprawę historii nowożytnej Polski na 4 ^^ Jestem znawcą dziejów Prus i specjalistką od rzymskiej i rzymsko - sarmackiej genealogii rodów szlacheckich O.o XD Zdałam!!!

janjuz - 2013-03-03 21:32:56

Rzymsko-sarmacka genealogia rodów szlacheckich. Pojęcia nie mam o co biega ale jak brzmi!!! A poza tym - GRATULACJE!

U' - 2013-03-04 22:22:59

Arvina napisał:

Jestem studentką i mistrzynią ściągania - taki talent nie może się marnować. I nie uważam ściągania za złą rzecz i nie będę się więc wstydzić. Student wykorzysta każdą okazję i każdy sposób, aby zaliczyć. Tyle w temacie :P

Arvina gardzi ludźmi, którzy nie czytają książek. Nie podoba mi się ten podpis, zawsze jak go widzę to myślę o tym, że to bardzo mocne słowa. Ja staram się nikogo nienawidzić i nikim nie gardzić, bo to słowa, które potrafią ranić, a wg mnie obecnie są zbyt błaho i zbyt często wykorzystywane.

Zmierzam do tego, że jedynymi ludźmi, o których mogę powiedzieć, że nimi gardzę, to osoby które NOTORYCZNIE ściągają na studiach. Nie w szkole, bo dzieci nie są do końca świadome co robią, ale na studiach, gdzie idą dorośli i poważni ludzie. Skończyłem studia, teraz pracuję. Wiedza być może nie przydaje mi się, ale to, że się uczyłem pozwala mi teraz szybko chłonąć wiedzę, bo mózg jest do tego przyzwyczajony. Inżynierskie spojrzenie na problem, analityczne rozwiązywanie postawionych zadań - umiejętności te nabyłem, ucząc się do egzaminów, przygotowując się na laborki czy robiąc sprawozdania. Z matematyki i fizyki z I roku praktycznie nic mi nie zostało, ale myślenie jak najbardziej. Widzę po swoich znajomych, którzy ściągali, że nie nabyli tego co ja. Też zdarzało mi się ściągać ,ale było to jedno kolokwium na semestr, a nie cały czas. Druga sprawa - idziesz na studia uczyć się o tym co cię INTERESUJE, więc naturalną sprawą powinna być chęć poszerzania wiedzy z danego tematu (jak z matmy pamiętam mało, tak o logistyce mogę godzinami gadać) i uczenie się tego. W dzisiejszych czasach na studia się idzie, bo wszyscy idą, bo tak trzeba - I TO JEST BŁĄD! Na studia powinny iść osoby świadome tego co chcą robić i świadome że celem studiów nie jest papierek, ale poznanie i zdobycie wiedzy z danej dziedziny.
Wszyscy mówią, że wiedza nie jest ważna, a ważny jest papier - moi znajomi, którzy ściągali wciąż szukają pracy, ja pracuję w branży od końca studiów. Papierki mają mgr pracujący w Kebabach i magdonaldach, bo im też powiedziano, że ważny jest papier a nie wiedza i szlifowanie umiejętności. Najlepsi z kierunków "produkujących" bezrobotnych jakoś dobrą pracę w zawodzie znajdują.

Wracając do sciągania - uczenie się pozwala na poszerzanie swoich horyzontów myślowych, samorozwój itd. Ściąganie zabija w ludziach ducha pracy i dumę ze zdobycia czegoś, co jest potrzebne w życiu. Wiecie jaką ocenę na studiach cenię najbardziej? 3 z egzaminu, który oblało 3/4 roku i było tylko kilka czwórek. Uczyłem się do niego 2 tyg i zdałem go. Byłem z siebie strasznie dumny, że zrobiłem to bez ściąg, jedynie własną ciężką pracą. Inną sprawą jest jakość ściąg i ściągania. Ja w gimnazjum pisałem ściągi ręczne i nie korzystałem z nich, bo pisząc nauczyłem się tego. Teraz, dzień przed egz, ktoś wrzuci na forum, czy skrzynkę grupową gotową ściągę, ludzie drukują i dopiero na kolokwium sprawdzają co na niej jest! Miałem takie przypadki na uczelni, to nie żart. TO jest dopiero porażka naszego systemu kształcenia. Co taki człowiek potrafi? Czy w pracy można ściągać, czy w życiu można ściągać? NIE!!! Studia mają uczyć życia, samodzielności i odpowiedzialności - w szkole rodzice pilnują, żebyś się uczył, na studiach pilnujesz się sam. Obecnie ściąganie niszczy to wszystko, niszczy cały sens studiów - od tych głębokich, wręcz metafizycznych jak wiedza dla wiedzy do prozaicznych, jak nauka życia.

Ostatnie słowo - ktoś mądry kiedyś powiedział, że głupim narodem łatwiej się rządzi i niestety nasze społeczeństwo dąży do samoogłupienia i prowadzenia się za nos. FaceBóg i dyskoteka co sobotę (jak w filmie dokumentalnym "czekając na sobotę") wystarczą, po co dążyć do czegoś więcej, czegoś tak "oldskulowego" i "przypałowego" jak wiedza dla samej wiedzy?

janjuz - 2013-03-04 23:04:43

Szanowny Rycerzu! Otóż przywaliłeś Waszmość może nie z grubej rury ale z pewnością z pełnego zamachu miecza, no dosłownie na odlew. Podpisuję się pod każdym zdaniem, z wyjątkiem tego, że być może gardzisz tymi co notorycznie ściągają na studiach. Ja już absolutnie nikim nie gardzę. Może to sprawa wieku. Mnie tych ludzi jest po prostu żal. Pójdą po ściągniętych, a czasem i splagiatowanych, studiach w dorosłe życie i okaże się, że facet, który autentycznie interesował się tą samą dziedziną którą oni "studiowali" jest o niebo lepszy. Tylko papierka nie ma. Zatrudniałem ludzi, przeprowadzałem kwalifikacje, rozmowy wstępne i wywiady. Często bywało, że pan czy pani inżynier na pytanie "dlaczego studiowali państwo właśnie to a nie np. sanskryt" patrzyli na mnie cielęcym wzrokiem i myśleli gorączkowo, no widać było jak im synapsy z dendronami majtają, "co to jest ten sanskryt".

W moim pokoleniu studia nobilitowały. Profesor Serwiński zaczynał egzamin z inżynierii procesowej od pytania " a na czym był pan ostatnio w teatrze?". Zapytany przez pewnego naiwniaka, co to ma do inżynierii, oburzony Profesor wołał "przecież pan pretenduje do tytułu człowieka z WYŻSZYM wykształceniem, to nie tylko inżynieria".

Na studia generalnie szli tylko ci, którzy mieli ambicję osiągnięcia czegoś więcej i byli gotowi na to harować. Dostać się nie było łatwo, egzaminy wstępne były daleko cięższe od ówczesnej (trudniejszej niż dziś) matury, wylecieć z Politechniki, żaden problem, ino mig. Na 65 na pierwszym roku skończyło nas 30, i to nie wszyscy w terminie (m.in. i ja). Tylko, że te studia, wymagając niemało, dawały bardzo dużo. Mój syn, zdradzając technikę poszedł na łatwiznę - zamiast Politechniki skończył Uniwerek na wydziale marketingu (!). Na trzecim roku widziałem jego materiały do jednego z egzaminów - 40 stron kserówek. Ludzie!!! Studia, to samodzielne szukanie źródeł! To ciągłe poddawanie w wątpliwość wszystkiego, czego się właśnie nauczyłeś. Nam na pierwszym roku wykładowca z matmy podał siedem różnych książek i powiedział: - to chyba wystarczy do egzaminu, bo w praktyce to już nie. I miał rację!

Piszesz Waszmość o konieczności ukończenia studiów, bo tak wypada. Racja. Myśmy pytali niektórych koleżanek, nie wszystkich, czy naprawdę potrzebują dyplomu jako posagu. Studia zdewaluowano w momencie gdy matura daje wolny wstęp. I kiedy wycofano (w latach 80-tych) matmę z egzaminów obowiązkowych na maturze.

Najlepiej podeszli do tematu we Francji, już w latach 60-tych (nie wiem jak teraz). Tam wtedy matura też dawała prawo wstępu na uczelnie. Przeciętna zdawalność matury - 20 % abiturientów, nie każdy musi mieć maturę.

  Piszesz o zainteresowaniach - tych kilka aktywnych osób na forum ma JAKIEŚ zainteresowania. Rozejrzyj się wokół - albo "skóra, fura i komóra", albo "kasa, misiu, kasa", albo "byle jak, aby odlotowo", albo jeszcze gorzej. I znowu kłania się socjologiczna prawidłowość; o wszystkim opowie... krzywa Gaussa, jesteśmy po prostu w 3-5% społeczności, które COŚ interesuje. I nie ma się co zżymać na rzeczywistość - tak było, tak jest i tak będzie. Ot, statystyka socjologiczna.

   Ech, chyba ciepnę te narzekania, bo uznacie mnie za dinozaura (o ile już tego nie zrobiliście) i... będziecie mieli rację!

Xazax - 2013-03-04 23:57:25

Takich dyskusji w pewnym sensie brakowało na tym forum, nie chodzi mi tu o jakis konflikt poglądów, tylko o dłuugie posty pełne naprawdę inteligentnej treści.
Jeśli o mnie chodzi to podzielam zdanie każdego po trochu, jadnak podpis zmieniłbym na bardziej łagodny pokroju tego co było zawsze na tyle Harrego Pottera :)

Arvina - 2013-03-05 17:55:10

Różowy kucyk musi się wypowiedzieć. Nie ściągam na każdym egzaminie. Do tego, na którym korzystałam z pomocy, przygotowywałam się długo, czytając notatki wszędzie gdzie się dało, konsultując się ze znajomymi w sprawie problematycznych zagadnień. Ściąga służyła mi tylko jako zabezpieczenie w wypadku zaniku pamięci. I wciąż nie uważam ściągania za złą rzecz.
Co do ludzi trafiających na studia przez przypadek... Po swojej grupie widzę, że takie osoby długo nie wytrzymują. Może mam dziwnych znajomych, ale nie znam nikogo kto studiuje tylko "dla papierka" (lub może się do tego nie przyznają). Jeśli dotychczasowy kierunek nauki im nie odpowiada wybierają inny albo idą do pracy i tam świetnie się realizują.
Ostatnia sprawa - podpis. Nie zmienię go. Znam tak wiele osób o ograniczonych horyzontach, że aż się za nich wstydzę. Czasami zastanawiam się czy oni kiedykolwiek mieli w rękach książkę, czy obejrzeli jakiś film bardziej ambitny niż komedia romantyczna. Podpis zostanie jako przestroga dla mnie, żebym nigdy nie cofnęła się w rozwoju intelektualnym. Dziękuje.

Vanthanoris - 2013-03-05 18:45:02

Nie cofniesz się, z pewnością nie...
Ale być może uczyniłabyś krok do przodu, usuwając tenże opis, uznawszy go za przejaw wywyższania się i nietolerancji...
Moje zdanie, liczę się równocześnie z Twoim. Twoja decyzja.

Arvina - 2013-03-05 18:57:22

O rany! Dobra zmienię to skoro jakoś wszystkim aż tak to się rzuca w oczy... Wywyższanie się? Nietolerancja? Takich uczuć nie zarzuca się komuś kogo się nie zna. Nie będę tu się uzewnętrzniać, ale wiele razy doznałam owej nietolerancji i nie życzę nikomu by to przeżywał.

Vanthanoris - 2013-03-05 19:26:43

Nietolerancja jest powszechna w dzisiejszych czasach.

Fakt, nie znam Cię. Chciałem tylko zwrócić uwagę, co prawda w niezbyt delikatny sposób na fakt, że samo to zdanie nie wzbudza pozytywnych emocji; i z góry, pomimo zerowej znajomości, stawia Cię w takim właśnie świetle.

Wywyższanie się - tutaj schemat jest prosty i klarowny. Ja czytam książki, stojąc ponad tymi, którzy tego nie robią, a więc są oni przeze mnie pogardzani. Taka myśl jako pierwsza mi się nasunęła.

To tyle.

janjuz - 2013-03-05 20:32:16

Arvino!!! Ja też lubię ciasteczka!

Ale przecież nie o to tu chodzi!

    Podejrzewam bowiem, z wyżyn wieku dinozaurowego, że podpis Twój miał o Tobie coś powiedzieć. Tyle, że w moim rozumieniu nie mówił prawdy! Nie gardzisz nikim bo prawdy o pogardzie nie znasz. Możesz tego kogoś nie szanować, możesz nawet zeń drwić, możesz nie rozumieć jak on może żyć bez książek. Do pogardy jeszcze całe mile. Dlatego tylko podpis mnie raził, że nie mówił prawdy.

   Jakikolwiek podpis umieścisz będę go bronił. Nie z powodu treści, lecz z zasady wolności wypowiedzi. Mogę się z Tobą nie zgadzać nawet co do łączników w zdaniach ale żyły sobie wypruję, żebyś te zdanie wypowiadała swobodnie. Tylko to ma swoje konsekwencje – JA też mogę się swobodnie wypowiadać, nawet gdy Ci to nie bardzo miłe.

   A tak z (trochę) innej beczki. Konsekwencje. Życie nie zna kar. Nie rozdaje nagród za dobre uczynki. Życie wyciąga bezlitośnie konsekwencje dokonanych czynów i podjętych  decyzji. I tu kłopocik maleńki taki. A skąd znać konsekwencje zanim się jeszcze decyzję podjęło? Trochę można. Jest logika. Jest namysł. I jest historia. Historia magistra vitae, która nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła. Teoretycznie są podstawy do przewidywania skutków i przyszłych konsekwencji. Teoretycznie. W praktyce jest tak, że każdy od nowa popełnia błędy, które ktoś już przednim popełnił i poniósł tego konsekwencje. Też byłem taki. Też stosowałem starą filozofię „a na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Świat chciałem naprawiać, dureń jeden. Góry przewracać a morze… ot, sadzawka po kolana! I teraz wściekam się patrząc na swego syna. Widzi przecież jak tyram ucząc się chodzić, ucząc się na nowo pisać (bo teraz tylko w klawisze łupię), jak walczę żeby ręką sięgnąć wyżej własnego tyłka. Widzi. Wie, co spowodowało taki stan. I co? I robi dokładnie to, co ja! Tyra po 12 godzin przez 6 dni w tygodniu, spędza dziesiątki godzin za kółkiem jeżdżąc po całym kraju, nawet na czytanie brak mu już czasu. Bo rodzinę utrzymać, bo raty popłacić, bo pracę zachować, bo… I tak życie leci. I tak dąży do zapracowania na stan podobny do mojego! Ale przecież jest mądrzejszy! Jego to nie dotyczy! Też uważałem podświadomie, że jestem niezniszczalny. Dopiero śmierć Ojca coś tu zmieniła.

   Dlaczego o tym piszę? Ano, nieprzewidziane konsekwencje sprawiły, że i Arvina ma nad czym myśleć. Tu mogę Ci jedno przyrzec i uroczyście to robię. Zawsze będę bronił Twojego prawa do takiego wyrażania zdania jaki Ci odpowiada. Przynajmniej tak długo, jak długo będziesz pozwalać i mnie na wyrażanie mojego.

   Na zakończenie; pod moimi postami nie ma podpisu. Cały ten zamęt spowodował, że zacząłem się nad nim mocniej zastanawiać. Jak do tej pory to najbliższa jest mi stara, średniowieczna maksyma łacińska widniejąca kiedyś na stopniu wejściowym do kolegiaty w Tumie pod Łęczycą:

Vive diu, vitamque tuam perpende, viator.  (żyj długo I życie swe rozważaj, wędrowcze)

Arvina - 2013-03-05 20:43:13

Ok, ok... Już zrozumiałam, że trochę mnie poniosło. W sumie nikt wcześniej nie zwracał uwagi na podpis, nawet sama zapomniałam, że taki mam. Może faktycznie jest trochę zbyt surowy. Ale zupełnie nie o to w nim chodziło, żeby kogoś obrażać lub potępiać czy dyskryminować. Przepraszam wszystkich, których jednak ta sygnaturka dotknęła.
Co do bronienia praw i tych rzeczy, to bardzo miłe z Twojej strony, Janku. Zazwyczaj potrafię o siebie zadbać i bronić się sama, ale mam duży temperament i często obrona przejawia się w gniewie. Jednak, gdy już ochłonę i przemyślę wszystko przyznaje się do błędu, co i teraz czynię. Nie chce robić już zamachów na czyjąś wolność wypowiedzi.

Btw nowy avatarek - taki kucyk - Tika, bo z patelnią :P

janjuz - 2013-03-05 21:05:52

Różowy kucyk, z marsem w oczach i z patelnią! No, strach się bać!
  A jeślim przynudził za mocno to przepraszam i proszę o pomoc w ściąganiu chętnych do quizu, lenią się, tacy i owacy!

To znaczy, patelnią w nich!

Raistlin - 2013-03-05 21:27:20

Cieszę się, że doszliście do porozumienia. Żywa dyskusja i mocna obrona swoich przekonań, tego mi tutaj brakowało. Musicie jednak pamiętać, że czasami nie wszystko jest takie, jakie się na pierwszy rzut oka wydaje. No ale kto może to przewidzieć.

U' - 2013-03-06 11:31:23

Niezłą burzę wywołałem, ale to i dobrze. Dziękuję za słowa wsparcia, szczególnie Jankowi, którego długie posty, tchnące życiową prawdą czytam z prawdziwą przyjemnością. Co do gardzenia ludźmi, którzy sciągają - Janku, masz rację. Nie gardzę nimi, jest ich mi żal, bo wiem co tracą i wiem jaką krzywdę sobie robią. Dalsza dyskusja poszła w stronę podpisu Arviny - jak widzisz, koleżanko nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Raniący innych tekst pozwolił nam wszystkim, myślę, że szczególnie młodszym osobom zatrzymać się na chwilę i przemyśleć ostre słowa, których być może często w niewłaściwy sposób używają. Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia.

Chciałbym jednak wrócić do ściągania. Piszesz Arvino w swoim poście, że przygotowywałaś się i ściąga była jedynie awaryjnym wyjściem - wierz mi, że cieszy mnie to. Ruszył mnie Twój tekst, że jesteś "mistrzynią ściągania". W swojej grupie na studiach nie miałem za bardzo z kim pogadać o tym "procederze" bo praktycznie wszyscy sciągali i dusiłem w sobie to od dawna. Musiałem napisać, to co napisałem i pod każdym zdaniem dotyczącym sciągania, które zamieściłem na forum podpisuję się i się go nie wstydzę. Takie jest moje zdanie. W swojej przydługiej może wypowiedzi zwracałem uwagę, że notoryczne ściąganie bez uczenia się niszczy nasze młode społeczeństwo. To naprawdę źle wpływa na całe życie - jeżeli człowiek przyzwyczaja się całą młodość, że może osiągnąć wszystko bez wysiłku, a wkraczając w dorosłe życie nagle musi o wszystko walczyć, jak ma sobie poradzić? Tak jak pisałem, ŻYCIA nie uda się sciągnąć z karteczki położonej na kolanie.


Chciałbym jeszcze nawiązać do posta Janka o jego synu - każdy z nas uważa, że jest lepszy od wcześniejszych pokoleń i popełnia te same błędy. Pomimo tego, że wie jak je uniknać i wie jakie są konsekwencje uważa, że mu akurat się uda - a jak to się kończy, każdy wie.

janjuz - 2013-03-06 11:57:40

No i dobrze! Zawsze to lepiej, a zwłaszcza lżej, jak się wywali co na wątrobie leży. Temat więc należy uznać za zamknięty, obgadany, obszczekany, przeżuty i wypluty. Nie chciałbym tego dalej ciągnąć bo zupka odgrzewana nie zawsze dobrze smakuje (choć są i takie, że po odgrzaniu są jeszcze lepsze!).

A więc teraz! Rycerzu U'! Jeśli naprawdę "est sularus..." to ........ do quizu!

Alem Waszmości, jak Zagłoba mawiał, z mańki zażył!!!

U' - 2013-03-06 17:12:59

Do quizu przysiądę, ale może w weekend - zbyt zajęty jestem, a muszę sięgnąć do źródeł, żeby go rozwiązać;)

adamsb81 - 2013-03-06 17:40:07

Nareszcie ciepło i można zacząć sezon
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= … =1&theater

U' - 2013-03-06 21:59:47

adamsb81 napisał:

Nareszcie ciepło i można zacząć sezon
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= … =1&theater

Jedna z rzeczy które chciałbym nauczyć się robić - strzelanie z łuku. Dopnę swego i wreście się nauczę, a co! ;) kolejna rzecz, o której marzę to nurkowanie.

Nie myślcie sobie, że nie spełniam swoich marzeń, robię to powoli, żeby się nimi nacieszyć:) Wziąłem ślub, kupiłem wymarzone auto, pracuję w branży... po kolei, powolutku wszystko się zrobi

Raistlin - 2013-03-08 12:45:05

adamsb81 napisał:

Nareszcie ciepło i można zacząć sezon
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= … =1&theater

Piękna kolekcja Adam! Też mam łuk i czasem chodzę sobie postrzelać pod las. Tak dla zabawy :) nie mam jakiegoś profesjonalnego sprzętu ale myślę, że na zgraje orków byłby zabójczo skuteczny ;)

adamsb81 - 2013-03-09 15:48:33

Chyba muszę jeszcze poćwiczyć. 1:0 dla niedźwiedzia
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= … =1&theater
http://www.facebook.com/photo.php?fbid= … =1&theater

janjuz - 2013-03-19 15:56:53

No i dopadł nas kolejny etap marazmu i odskoku w inne wymiary magii i życia. Od paru dni (a może  trochę dłużej) odwiedzin forum jak na lekarstwo. Quiz DL też w związku z tym powodzeniem cieszyć się nie może (a może za trudny? a może za prosty?). W każdym razie nie rezygnuję i ogłaszam - ETAP PRÓBNY QUIZU ZAMYKAM NA TRZECIM ODCINKU - W NAJBLIŻSZĄ NIEDZIELĘ ETAP WŁAŚCIWY - innymi słowy: skończyły się żarty a zaczęły się górki!
  Mam nadzieję, że frekwencja dopisze troszkę lepiej bo jak dotąd niezawodna jest tylko Arvina, chociaż quizu z Tolkiena to mi troszkę brakuje :).

Arvina - 2013-03-19 18:01:00

Zaczynam się bać, skoro quiz ma się dopiero teraz rozkręcić

A co do konkursu o Tolkienie, to czekam aż wszyscy uczestnicy udzielą odpowiedzi na pytania. Obyśmy się tego doczekali wkrótce :)

janjuz - 2013-03-19 18:16:14

Już ręce zacieram!!! Najbliższy etap quizu to SMOKI!!!!

Arvina - 2013-03-19 18:19:26

O rety kotlety :D Uwielbiam smoki! Obym tylko coś o nich wiedziała i nie ośmieszyła się XD

janjuz - 2013-03-19 18:42:35

Łatwo nie będzie!!! Daję słowo!!!

Arvina - 2013-03-19 18:46:19

<rozpacz> obłoże się książkami i damy radę. Jakoś... Żeby wstydu nie było coś tam napiszę w odpowiedziach :P Może tolkienowski też zacznę robić trudniejszy ^^

janjuz - 2013-03-30 11:00:16

No i kolejne Święta nadeszły!!!
A zatem wszystkim forumowiczom życzę Świąt Wesołych, jajecznych (a nawet jajcarskich), nie przeżartych ale dobrze najedzonych. Radości mnóstwo! Zdrowia żelaznego i kopy przyjaciół dookoła!

Janek

Arvina - 2013-04-16 18:01:31

Ale ze mnie ciapa! Przegapiłam warsztaty na moim uniwersytecie na temat tłumaczenia tekstów fantasy. Gościem był sam Piotr W. Cholewa (ten od Pratchetta)! Mam nauczkę, żeby na przyszłość czytać różne ogłoszenia i plakaty :/

janjuz - 2013-04-16 19:44:21

O choroba! Spotkanie z Cholewą! Duuuuża sprawa, szkoda, że ci to przeleciało bo facet tłumaczy jak bóstwo jakie natchnione. Nikt tak nie oddał sarkastycznej ironii Terry Pratchetta jak on. Jedynie Wolnych Ciut Ludzi (Wee Free Men) wolę w tłumaczeniu Doroty Malinowskiej. Cholewa satyrę na Szkotów przerobił na satyrę na naszych górali i to z użyciem gwary podhalańskiej. Łojzicku mi nie pasuje. Wolę tłumaczenie "na litość!". Poza tym Szkoci są o wiele śmieszniejsi.

Arvina - 2013-04-16 19:53:12

Tak mi smutno, że przegapiłam. Jestem zła na siebie. Ale mi się łojzicku! podoba :D Ino czasami się to trochę ciżko czyta. Trza się przyzwycaić. I oscypki :P

janjuz - 2013-04-16 20:17:21

Ale rzecz jest o Szkotach! Nasi górale walą ciupagą a Szkoci grzmocą najpierw z tzw. byka. Ponieważ jednak ich stroje, kolory, obyczaje itp. Cholewa zachował typowo szkockie a wpakował łojzicku! to mnie to się nie zgadza. Bo wyobraź sobie górala w kilcie pod którym... nic się nie nosi. Jak on miałby przez ognisko skakać i to jeszcze z ciupagą w dłoni! A już kompletnie nie wyobrażam sobie tańcowania po góralsku w kiltach!

Arvina - 2013-04-16 20:22:22

Ale to są Ciut Ludzie. Oni mogą wszystko! Są nie pokonani! A górali w kiltach wolę sobie nie wyobrażać. Fakt, że skakanie nad ogniskiem bez pantalonów może skończyć się smażonymi jajkami XD (Przepraszam!)

janjuz - 2013-04-23 20:24:55

Od czasu do czasu mam napad! I to już tak od lat. Mianowicie przypominam sobie jakiś epizod z bujnego i durnego żywota, spisuję to i powstaje "migawka". Raz na parę lat przeglądam te testy i czasem się zdrowo uśmieję. Poniżej jeden z nich, na zdrowie!



Przygoda na poligonie

Ja, starszy sierżant podchorąży, dowodzę plutonem chemicznym 41 pułku zmechanizowanego 12 Dywizji im. Armii Ludowej. W slangu wojskowym dywizja ma ksywkę, Ministerialna, bowiem kiedyś dowodził nią Generał, dzisiejszy Minister Obrony Narodowej. Ale trafiłem, oficer oficerowi, na terenie jednostki, oddaje honory krokiem defiladowym!!! Jaja jak arbuzy!!!

Jest śmieszny rok 1981, styczeń na poligonie drawskim. Wzięli i wygonili w pole. W zimie!!! Podobno zimą też się walczy. Całe szczęście, że mój pluton nie bierze udziału bezpośredniego w ćwiczeniach lecz, razem z plutonem chemicznym 9 pułku pancernego, stanowi grupę "pozoracji pola walki". Oznacza to, że mamy zadymiać, zasmradzać i skażać teren, żeby innym nie było za dobrze. Plutonem z 9 pułku dowodzi plutonowy podchorąży więc, jako starszy stopniem, dowodzę całością. Brakuje trzech wozów rozpoznawczych, żebym był dowódcą kompanii!!! Żaden regulamin takich cyrków nie przewiduje.

Na razie mamy spokój, wojsko śpi w namiotach, wozy stoją zamaskowane, broń w osobnym namiocie-magazynie, amunicja ostra w moim namiocie. Cisza i spokój nie trwały jednak długo. Trzeciego dnia poligonu dostałem rozkaz pozoracji: zasłona dymna na kierunku NS, z punktu o współrzędnych..., długość 300 m, szerokość 20 m. Przydzielone materiały: 6 świec dymnych DS-6 i 20 granatów dymnych. Trochę maławo bo wieje jak cholera. Nie doceniłem moich żołnierzy!

Ledwie dojechaliśmy do punktu o współrzędnych... gdy podszedł do mnie kapral Olszewski (pomocnik dowódcy plutonu) i tonem konspiracyjnym wyrzekł te słowa:

- Podchorąży, na pontoniaku (to taki samochód ciężarowy) mam beczkę BDSz. Taka postawi nie 300 m a 3 kilometry na szerokość trzystu. Tej beczki nie ma na stanie i właściwie powinniśmy się jej pozbyć po cichu, jest okazja.

- Dawaj - mówię - bo wiatr nam porwie te świeczki w cholerę.

Po chwili podjechał samochód. Chłopcy wyładowali beczkę dwustu kilogramową i... odpaliliśmy. Dobrze, że stałem po zawietrznej, bo dym był śmierdzący jak cholera i gęsty jak masło. Olszewskiemu było ciągle mało.

- Podchorąży, na pontoniaku jest balon chloropikryny (skrystalizowany gaz łzawiący), jest tego dobre 50 kilo a w ogóle to nie mamy prawa tego mieć. Nikt się nie połapie.

- Rysiu - odparłem - jaja nam urwą jak się połapią ale ja mam do cywila 5 miesięcy a ty jeszcze mniej. Dawaj.

Postawiliśmy balon na pancerzu BRDM-a (wóz rozpoznania skażeń) i wio, w chmurę dymu. Wszystko w zgodzie z regulaminem walki. Stroje przeciwchemiczne (tzw. kondomy) włożone, filtrowentylacja na pełen gaz i jazda. Przez wizjer gówno widać w tej chmurze. Ostrożnie przejechałem jakieś dwieście metrów i puściłem wieżyczkę na obrót z maksymalną prędkością. Lufa kaemu rozwaliła balon w drebiezgi, na wstrząsach reszta spadła na ziemię a my... dyszel na abarot i do domciu. Po powrocie stwierdziłem, że Olszewski ma łeb na karku. Czekał na nasz powrót z rozwiniętym stanowiskiem odkażania i dezynfekcji. Zanim wysiedliśmy nasz BRDM był czyściutki i pachnący chlorem. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, bo to i rozkazy wypełnione z nadmiarem, i stan ewidencyjny plutonu zgadza się z rzeczywistością, i wojsko zadowolone, zarządziłem odbój alarmu bojowego i nakazałem przygotowanie posiłku. Racje poligonowe były świetne; rosyjska tuszonka na łeb, chleba do oporu i cebula, żeby się nie odwitaminizować. Do tego kawusia z bromem (jako chemik wiem, że brom przestaje działać po sześciu tygodniach podawania, ale jak bym to wojsku powiedział... strach pomyśleć o dziewczynach z najbliższej wsi).

Najedzony po same uszy chciałem właśnie wypalić dobrze zasłużonego "klubowca" gdy nagle, na teren naszego wydzielonego obozowiska zajechał gazik. Zahamował z piskiem opon. Z gazika wyskoczył jakiś nieduży facet. Duży czy nie, na ramionach miał majora więc na wszelki wypadek stanąłem na baczność i się zameldowałem. To znaczy, zacząłem meldunek:

- Obywatelu majorze - wyszczekałem - sierżant podchorąży...

- Milczeć!!! - wypiskała nieduża postać

Posłusznie zamilkłem. Jak nie ma ochoty znać mojego nazwiska, to pies go drapał. Stał przede mną, patrząc lekko przekrwionym wzrokiem a w oczach miał chęć mordu i lekkie przebłyski rozbawienia.

- Dowodzicie tu!?

- Melduję...

- Milczeć!!! Sam widzę!!! Podchorąży, ponieważ jeszcze nie miałem tej strasznej okazji was poznać więc muszę was poinformować, że jestem szefem zabezpieczenia chemicznego dywizji! Rozkaz pozoracji dostaliście ode mnie! I co zrobiliście!!!

- Wykonałem, obywatelu...

- Milczeć!!!

Moi chłopcy schowali się za wozami, ja nie mogłem, więc stałem wyprężony i milczałem zgodnie z rozkazem.

- Podchorąży! Nie wiem jakie króliki wam się popieprzyły pod hełmem! Postawiliście zasłonę prosto na sztab dywizji!!! Nikt nic nie widział!!! Ale nie to było najgorsze!!! W całym sztabie TYLKO JA miałem maskę gazową!!! Reszta musiała spierdalać!!! Kierowcy nie wiedzieli gdzie spieprzać bo nic nie widzieli, dowódca dywizji zwichnął nogę bo nic nie widział, takiego zapłakanego sztabu nie było w całym Układzie Warszawskim!!!

Zza samochodów dobiegł chóralny wybuch śmiechu co major skwitował ostrym spojrzeniem w bok. Umilkli jak nożem uciął.

Zapadła niewygodna cisza. Po chwili zebrałem się na odwagę i mruknąłem teatralnym szeptem:

- Na wojnie, jak na wojnie, bywają niespodzianki.

Tego było za wiele dla niewielkiego majora. Ryknął śmiechem na całe gardło, aż płakał ze śmiechu, tarzał się niemal w śniegu. W końcu, zmęczony napadem histerii, usiadł i wymamrotał:

- Palancie, wykazałeś kompletny brak przygotowania sztabu dywizji do wojny. Albo ci dadzą order albo zabiją.


Orderu nie dali, nie zabili, tylko po powrocie do koszar zostałem przeniesiony na stanowisko instruktora chemicznego batalionu piechoty. Niby awans lecz... co to za życie.

janjuz - 2013-04-23 21:02:50

Małe wyjaśnienie. Sporo żeglowałem w życiu. W tamtych latach (przełom 80-90) żeby załapać się na rejs morski trzeba było odbębnić harówkę instruktorską. Takie turnusy zaliczyłem dwa a to przydarzyło się na pierwszym!!!


`Babska wachta

- Komendy do żagli proszę wydawać regulaminowe! Kursanci muszą przywyknąć do prawideł, jakie będą ich obowiązywać w morzu.

Bohdan, komendant wyszkolenia żeglarskiego w Centralnym Ośrodku Żeglarskim w Trzebieży, był zawsze pryncypialny, jeśli chodzi o szkolenie. Dlatego też został komendantem! Usłyszawszy takie dictum zaczęliśmy wertować książeczkę niewielką pod tytułem „Komendy żeglarskie”. Co kilka chwil któryś z instruktorów oczekujących na przyjazd kursantów leciał do Bohdana z zapytaniem:

- Stary, jak mam wołać w takiej sytuacji?!

Tutaj następował opis jakiegoś nieprawdopodobnego układu kursu, siły i kierunku wiatru, liczebności załogi i liczby żagli, na jakie należało wydać komendę. W końcu Bohdan nie wyrobił nerwowo i zawołał:

- A co wy, w te i wewte wasza taka i inna! Na fregaty się wybieracie czy inne liniowce Nelsona!? Dezetka ma tylko trzy żagle a do trzech chyba umiecie liczyć!? Szotów ma, co prawda pięć ale to nadal nie przekracza jednej ręki! Nawet z fałami i cumami żaden nie będzie musiał butów zdejmować, żeby policzyć! Nie mam czasu na pierdoły! Kursanci już idą!

Obrażeni na Komendanta stwierdziliśmy zgodnie, że żagle to i tak „szmatki” a liny wszelakie to „sznurki” i żaden regulamin tego nie zmieni! Pocieszeni tą konstatacją poszliśmy obejrzeć świeżo przybyłe mięso. O jak rany! Na sześćdziesięciu kursantów tylko piętnastu chłopaków! Ile babsk! Jak to do wioseł na DZ-cie zagnać!

Franek, jachtowy kapitan żeglugi bałtyckiej (tzw. małosolny) ponurym głosem stwierdził:

- Czuję śmierdzieć trup Goldsteina.

Najgorszą zagwozdkę miał jednak Bohdan. Jak to rozdzielić całe bractwo na sześć osad, żeby miało to ręce i nogi? Drań jeden stwierdził w końcu, że to nie jego problem, więc niech się załogi dobiorą same! Takiego pandemonium dawno nie widziałem! Listy krążyły jak w kolejce do sklepu mięsnego, ktoś się skreślał, ktoś się wpisywał, ktoś kogoś wymazał!

W końcu Bohdan odebrał listy i zaczął je sprawdzać. Wyszło mu, że ma do dyspozycji siedem załóg! W kwadrans rozparcelował jedną na pozostałe sześć i zawołał:

- Ta lista jest święta! Nie dopuszczam żadnych zmian ani przenosin! Teraz zapraszam wszystkich do sali wykładowej, przydzielimy instruktorów. W sali proszę siadać załogami według list, jakie sami sporządziliście!

Załogi weszły do sali. Bohdan spojrzał po nas:

- A kolegom instruktorom zaproszenia na czerpanym papierze mam wysłać? Poszli!

Na tak delikatne zaproszenie weszliśmy z godnością do sali. Załogi jakoś się już pousadzały, nawet nie było ciasno. Nas Bohdan posadził na krzesłach przy bocznej ścianie i zawołał:

- Żeby nikt mnie nie posądzał o stronniczość, zwłaszcza koledzy instruktorzy, przydział załóg pójdzie drogą losowania. Losować będę JA! Zastosuję prostą wyliczankę! Entliczek – pentliczek……

I tak to poleciało. W końcu usłyszałem „bęc” i poczułem klepnięcie w ramię. Byłem od tej chwili instruktorem wachty nr 3. Spojrzałem na wachtę i zmartwiałem…SAME BABY!!! Ciche łzy rozpaczy powoli przesiąkły mi przez czarne wąsy by utonąć w czarnej, a jakże, brodzie. Stało przede mną dziesięć dziewczyn w wieku od 17 do około 25 lat. Jakież kłopoty czuję! A te stały i patrzyły na mnie WROGO! Co ja im zrobiłem? Za jakie grzechy Neptun tak srogo mnie ukarał? Czy ja mamę i tatę telewizorem zabiłem, czy co? Postanowiłem, że taką wachtę trzeba trzymać krótko! Regulamin! Wachty! Służba! Szkolenie! Żagle! Wiosła! Już ja im dam popalić!

Następnego dnia zaczęliśmy się docierać. To znaczy dziewczyny zaczęły docierać mnie do swoich wyobrażeń o wilku morskim, którego podobno się przestraszyły (!) pierwszego dnia. Dziwne, drugiego dnia już się nie bały!

Po kilku dniach szkolenia miałem zamiar wrzeszczeć:

- Durne baby, tyle razy powtarzam, sam już zrozumiałem, a wy jeszcze nie!

Powtarzałem manewry do znudzenia (bo szkoliłem tylko manewrówkę, na szczęście!), powtarzałem tyle razy, że mogłyby już wykonać wszystko z zamkniętymi oczami! A one furt to samo! Zamiast w lewo, to w prawo!

W końcu przyszedł ten dzień nieszczęsny! Dzień mojej straszliwej porażki jako instruktora i hańby jako mężczyzny! Mając już bowiem dość powtarzania manewrów w złą stronę, braku odróżniania burty zawietrznej od nawietrznej, szotów od fałów a cumy od kotwicy, wziąłem się sam za demonstrację bardzo trudnego manewru – dobijanie na silnym wietrze dopychającym do pomostu. Demonstracja przebiegała przy wietrze o sile 2 stopnie, a i to w porywach! Chodziło jednak o pokazanie zasady postępowania. Znudzony jednak monotonią kolejnych powtórek poszedłem sobie spokojnie do wiatru pełnego, i dawaj, prosto na pomost. Jakieś sto metrów przed pomostem wyostrzyłem pod wiatr i zawołałem (o ja nieszczęsny!!!):

- Szmaty w dół!

W trzy sekundy później miałem babską załogę w strojach topless!!!!!! Zatkało mnie! Ale dziewczyny! Usiłowałem coś powiedzieć, ale wszelkie słowa zamarły mi głęboko w gardle i nijak nie chciały się wydostać! Uśmiechy dziewczyn były wyraźnie kpiące!

W końcu, czerwony na pysku jak piwonia, opanowałem się na tyle by wychrypieć:

- Wiosła!

Dziewczyny dziarsko wzięły się do wiosłowania a przez moją puszkę mózgową przebiegał tabun galopujących myśli:
„ Jak się odegrać!? Nie mogę się rozwrzeszczeć ani roześmiać! Autorytet! MAM! Ja wam, baby, pokażę kawały!”

Dziewczyny zapomniały widać, że celem ćwiczenia było DOBICIE DO POMOSTU, na którym zebrała się spora grupa zaintrygowanych facetów. Wyjąłem fajkę, zapaliłem i, gryząc cybuch, podałem rytm wiosłowania:

- Ra-zem, ró-wno, wio-słój, mo-cno!

I tak dalej! Pomost zbliżał się w zastraszającym tempie a moja załoga wpatrywała się tylko we mnie, oczekując jakiejś reakcji! W końcu Gośka (nauczycielka z Sopotu) połapała się w sytuacji. Byliśmy już z dziesięć metrów od pomostu!!!! Zachwyt w oczach zebranych facetów przekraczał wszelkie wyobrażenia! Dziewczyny rzuciły wiosła i na wyprzódki zaczęły się ubierać! Jęk zawodu, niosący się z pomostu, słyszalny był chyba nawet w Szczecinie. W końcu, nieskładnie, ale dobiły do drewnianego pomostu, gdzie cmokaniom zachwytu i ogólnemu wyrażaniu podziwu nie było końca. Dziewczynom to nie przeszkadzało. Stwierdziły krótko:

- Była komenda „szmaty w dół” to w dół!

Bohdan spojrzał na mnie z politowaniem.

- Mówiłem, żeby komendy wydawać zgodnie z regulaminem! Masz za swoje! A teraz WON na wodę!

Dziewczyny, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wykonywały manewry bezbłędnie. Na egzaminie końcowym tylko jedna musiała powtarzać manewry. Ależ je odmieniło! Okazały się najlepszą wachtą sezonu!



Kiedy dwa lata później byłem w Gdańsku na Targach Budowlanych, odwiedziłem Gośkę. Na wstępie, łapiąc się za brzeg bluzki, zapytała:

- Nadal używasz swoich komend?

- NIGDY W ŻYCIU!!!

(Choć, swoją drogą, kiedy już ochłonąłem…)

janjuz - 2013-04-26 11:26:44

Naszło mnie więc piszę 

Wczorajszy, krótki chat z Sothem zainspirował moje szare komórki do intensyfikacji działań (dzięki, Soth) i zastanowienia się nad kanonem literackim szeroko pojętej fantasy. O ile określenie początków tego gatunku trudne nie jest to już wyznaczenie dzieł odpowiadających kamieniom milowym na drodze tej literatury to zadanie znacznie trudniejsze. Nie mam zamiaru sięgać do starożytności, i to daleko przed-greckiej, i doszukiwać się źródeł fantasy w Eposie o Gilgameszu. Pewnikiem gdybym się zadnimi łapami zaparł to i to dałoby się udowodnić. Wolę raczej skupić się na czasach nam bliższych i obszarze kulturowym też bardziej do naszego podobnym. Nie będę tu oczywiście prawd objawionych odkrywał stwierdzając, że palma pierwszeństwa należy średniowiecznemu poematowi anglosaskiemu „Beowulf” opartemu z kolei na sadze islandzkiej z ósmego wieku pochodzącej. Sagami jednak nie będę się tu zajmował bowiem nie stanowią źródeł pisanych. W przeciwnym przypadku musiałbym rozważyć wszelkie podania i klechdy ludowe a na to mnie po prostu nie stać, wiedzy brak.
   Po wzmiankowanym poemacie nastąpiła dłuższa przerwa, ot kilka stuleci zaledwie, bowiem literaturę opanowały żywoty świętych i ogólnie, tematyka religijna. Zaraz po niej ruszyły tematy rycerskie ale do fantastyki literackiej było jeszcze troszkę.
   W XII wieku mnich norweski, Snorri Stulsson, zaczął spisywać sagi norweskie, islandzkie, duńskie i fińskie. Były to przede wszystkim podania historyczne ale pewne pra-przyczynki do fantasy ludowej już można odnaleźć. Na krótko, bowiem reformacja skandynawska okazała się jeszcze gorsza od kontrreformacji kontynentalnej i omalże całkowicie wytrzebiła wszelką nie-religijną pisaninę.
  Lata sobie leciały jak to mają we zwyczaju i powoli zaczynamy wchodzić w renesans. Jako pochwała rozumu, trzeźwego rozumowania, logiki, początków matematyki, fizyki i chemii (alchemii?) nie był to czas sposobny, by fantasy tworzyć. Tego typu literatura jeśli nawet gdzieś powstawała, to do szerszego grona odbiorców nie miała dostępu.
   Zaczął się w literaturze barok i tutaj mamy pierwsze jaskółki nadlatującej na skrzydłach nieokiełznanej fantazji fantastycznej. O dziwo, jednym z jej prekursorów okazał się Polak, Jan Potocki, który pod koniec XVIII wieku napisał „Rękopis znaleziony w Saragossie”. Swoją drogą – mocno polecam, dobra i niecodzienna to rzecz.
Jak to zwykle bywa, po rozhulaniu iście barokowym, musiały przyjść czasy otrzeźwienia i literatura wszelka też się do tego skłoniła. Zaczęły powstawać rzeczy raczej realną rzeczywistość opisujące aniżeli udające się w nieograniczoną przestrzeń ludzkiej wyobraźni.
  Odreagowując taki nadmiar realizmu ruszyli do walki romantycy. Miałoby się nadzieję, że tacy mistrzowie słowa napoczną chociaż tematykę nam bliską a tu nic z tego. Zdryfowało to w rejony nie całkiem nam przyjazne, mianowicie analizy duszy ludzkiej, cierpień za miliony, byronizm i inne zbędne cudactwa.
Zmiany następowały szybko. Ledwie jaki nurt zdobył popularność już inny mu na pięty następował. W końcu wszystkie te nurty zaczęły współistnieć czasowo i galimatias zrobił się okrutny. Zaczęła powstawać poezja fantastyczna, mroczna, wampiryczna i oniryczna lecz dzieł większych w tej materii nadal nie było. Dopiero w dwudziestym wieku zaczęły się nieśmiałe próby pisania czegoś większego w dziedzinie fantasy. Kiepskie to było (z dzisiejszego punktu widzenia) wręcz niemiłosiernie. Pisze więc Burroghs cykl o Księżnicce Marsa i Johnie Carterze (do kitu), pisze Howard cykl o Conanie z Cymmerii (hmmm, lepiej by się zajął czymś innym). Pisze znakomity Herbert George Wells a słuchowisko oparte na jego „Wojnie światów” wywołuje panikę wśród radiosłuchaczy USA. W tym czasie swe pierwsze utwory pisze i zaczyna wydawać sam J.R.R.Tolkien (Rudy Dżill i jego pies, Hobbit). Nie jest jednak ten typ literatury zbytnio wśród twórców popularny. Dopiero trauma kolejnej wojny światowej usuwa wszelkie hamulce. Zaczyna pisać Kurt Vonnegut (Łaźnia nr 5), w Polsce tworzy Stanisław Lem, w ZSRR piszą bracia Strugaccy, w USA działa Frank Herbert i Brian Aldiss. Ruszył wysyp science-fiction. Nadal jednak brakowało fantasy.
  Prawdziwy run na fantasy zaczął się dopiero w drugiej połowie lar osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Tworzy Ursula LeGuin, Anne McCaffrey, David Eddings, Robert Jordan (najpierw zarabiał na życie pisząc dalsze ciągi Conana a potem wydał Koło Czasu). Pod sam koniec wieku XX debiutują znakomici autorzy: Terry Goodkind, Terry Brooks, od prawie trzydziestu już lat pisze Terry Pratchett (zaczął mając 13 lat!).
  Wybuchowy rozwój fantasy, niestety powiązany ze spadkiem jakości twórczej, przynoszą gry RPG spopularyzowane pod koniec XX wieku i opanowujące umysły w XXI. Wszystkie światy Dungeons & Dragons z gier biorą swój początek, nawet nasz Krynn tak się narodził. Literatura i film gonią się na wyprzódki, kto bardziej publikę zadziwi. Zaczyna się typowa gonitwa za kasą.
  Nadal jednak znajdują się ludzie gotowi zaryzykować i stworzyć wizje, które krytycy będą opluwać a publisia ustawi się w kolejce po zakupy. Swój wyczyn marketingowy (bo nie literacki) zalicza J.Rowling z „Potterem” czy Paolini z „Eragonem”. Zalew pozycji książkowych staje się powoli nie do opanowania, powstają nowe nurty (literatura wampiryczna, brr) i gatunki. Świat fantasy powoli przechodzi z kartek papieru na wielkie ekrany. Powoli kończy się świat książki papierowej, jeszcze czas jakiś przetrwają e-booki a potem już niepodzielnie królować będzie obraz. Obraz pewnie najpierw filmowy, w miarę ludzki, a potem już tylko generowany komputerowo. Zwiastuje niestety również schyłek sztuki aktorstwa filmowego.

Kończę ten ponurawy trochę tekst listą pozycji (całkowicie SUBIEKTYWNĄ) stanowiących kanon literatury fantastycznej. Można się z tą listą zgadzać, można się nie zgadzać, można dodawać i ujmować. Tak wygląda MOJA LISTA!

1.    Beowulf
2.    Rękopis znaleziony w Saragossie – Jan Potocki
3.    Rzeźnia nr 5 – Kurt Vonnegut
4.    Wehikuł czasu – Herbert G. Wells
5.    Wojna światów – Herbert G. Wells
6.    Ludzie jak bogowie – Herbert G. Wells
7.    Śniadanie mistrzów – Kurt Vonnegut
8.    Lewa ręka ciemności – Ursula LeGuin
9.    Cykl Ziemiomorza – Ursula LeGuin
10.    Hobbit – J.R.R.Tolkien
11.    Władca Pierścieni – J.R.R.Tolkien
12.    Sillmaralion – J.R.R.Tolkien
13.    Summa technologiae – St. Lem
14.    Fantastyka i futurologia – St. Lem
15.    Cybriada – St. Lem
16.    Solaris – St. Lem
17.    Pierwsze prawo magii – Terry Goodkind
                      Jak dasz radę to reszta cyklu Miecz Prawdy
18.    Kroniki Diuny (6 tomów) – Frank Herbert
19.    Odyseja kosmiczna 2001 – Artur C. Clark ( i pozostałe też, 2010, 2061, 3001)
20.    Trylogia Helikonii – Brian Aldiss
21.    Piknik na skraju drogi – Arkadij i Borys Strugaccy
22.    Trudno być bogiem – Arkadij i Borys Strugaccy
23.    Cykl Shannara – Terry Brooks
24.    Świat Dysku – Terry Pratchett
25.    DRAGONLANCE (możliwie cały, 144 pozycje w oryginale, 45 po polsku)
Ta lista nigdy nie będzie kompletna bo jeszcze Sapkowski, Pilipiuk, Ziemiańska, Modesitt, Farmer i cała kupa innych. Ta lista, to miał być mój KANON Podstawowy.

U' - 2013-04-28 22:39:15

Janek, super opowieść:) jak masz takie jeszcze to wrzucaj!

janjuz - 2013-04-28 22:55:21

Ale o której opowieści mowa?!

janjuz - 2013-04-29 17:57:11

No cóż. Skoro się moje "migawki" podobają, to proszę. Co jakiś czas wstawię tu jakąś. A dzisiaj:

Kapitan żeglugi wielkiej!

Nie ja, oczywiście!


Usłyszawszy, od Bogdana Dąbrowskiego, że w wachcie morsów jest kapitan żeglugi wielkiej, który na sternika morskiego się szkoli, uznałem rzecz za kiepski dowcip. Dopiero zaindagowany w tej kwestii Franek Szponar mnie przekonał. Franek, małosolny, był w Trzebieży za etatowego instruktora manewrówki dla kandydatów na morsa. Wiedział, co mówi. I to właśnie w jego wachcie pojawił się niecodzienny kursant. Przyjechał na kurs w mundurze kapitańskim! Kapitan żeglugi wielkiej! Dowódca okrętu podwodnego z 9 Flotylli Obrony Wybrzeża! Z samego Helu!

Czy on nie miał innych możliwości szkolenia czy się po prostu zaparł zadnimi nogami, że jak patent to tylko z Trzebieży?!

Kolejne zaliczenia z teorii facet leciał śpiewająco! Nawigacja terrestryczna? Pięć! Nawigacja astronomiczna? Pięć! Międzynarodowe Przepisy o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu? Pięć!

Problemy zaczęły się przy manewrach. O ile manewrowanie jachtem na silniku jakoś kapitan pojmował, to już manewrów pod żaglami na dwumasztowcu nie był w stanie przejść. Każdy z manewrów wychodził mu zawiesisty jak sos beszamelowy. Co chwila padało pytanie – a z której strony nam wieje? Dlaczego nie da rady iść pod wiatr?

Jakim cudem facet miał patent sternika jachtowego, nikt nie mógł pojąć.

Takiego opornego kursanta Franek jeszcze nigdy nie spotkał. Opowieści o kolejnych wyczynach Kapitana zajmowały sporo czasu w trakcie wieczornych odpraw instruktorów. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Jak do tej pory, Franek ćwiczył z kursantami manewry na akwenie otwartym. Teraz jednak nam oznajmił, żebyśmy się zabierali ze swoimi załogami bo on zaczyna manewry portowe i za wyczyny swoich „ludzi z lasu” nie jest w stanie odpowiadać. Wykrakał!

Następnego dnia miałem wolne. Bogdan uznał, że każdy instruktor musi sobie czasem odpocząć, żeby „wydychać” nagromadzony szał i, po takim relaksie, móc się ostro zabrać do pracy. Moją babską wachtą zaopiekował się Andrzej. (Oj, dostanie on za swoje!) Ja natomiast siadłem sobie na ławeczce niedaleko budynku kapitanatu i obserwowałem z daleka wyczyny swojej wachty. Widziałem dokładnie jak Andrzej, ledwie minęli główki portu, cisnął z rozpaczą swoją czapkę do zęzy! Szybko im to poszło; pomyślałem.

Miałem zamiar dalej obserwować swoje baby lecz uwagę moją przykuła „India”, stalowy dwumasztowiec na którym szkoliła się w porcie wachta morsów. Jachcisko było potworne. Ciężkie. Powolne. Na ster i żagle reagowała jak słoń. Miała tylko jedną zaletę. Zbudowana w 38 roku ze stali 12 milimetrowej była całkowicie odporna na wszelkie możliwe kolizje, jakich kursanci jej nie szczędzili. Rozjechać boję? Żadne problem! Belka na wodzie? Będą dwie! Istny pancernik.


Z daleka zobaczyłem, że na komendę stanął Kapitan. Będzie się działo! I faktycznie! Zatopienie boi postojowej udało się Kapitanowi za pierwszym podejściem! Wyczyn! Drewniany mebel by się na niej rozleciał ale nie „India”! Rugi ze strony Franka słychać było chyba w samym Kapitanacie bowiem koło mojej ławeczki pojawił się zaciekawiony Bogdan.

- Kogo to Franek tak szczerze pozdrawia? Nie wiesz aby, Jasiu? – uprzejmie spytał mnie komendant

- Przypuszczam, na ile z tej odległości mogę to ocenić, że instruktor Szponar nie jest zachwycony faktem zatopienia boi postojowej przez Kapitana – odparłem uprzejmie bowiem Bogdan wymagał pewnej etykiety.

- Nie sądzisz, że powinien przerwać ćwiczenia?

- Ja bym przerwał ale Franek jest ode mnie o wiele bardziej ambitny – odparłem – obawiam się więc, że to nie koniec na dzisiaj.

- Jeśli nie masz nic przeciwko to siądę sobie razem z tobą i, obserwując, nieco się rozerwę.

- Oby to było tylko nieco – mruknąłem w złym momencie.

W tym momencie dobiegł nas rozkaz Franka.

- Pan Kapitan będzie łaskaw dobić do pirsu głównego!!!

Spojrzeliśmy na siebie zdumieni. Chyba obaj, wraz z Bogdanem, uznaliśmy, że przy obecnych warunkach; sześć Beauforta wiatr dopychający, manewr może być ryzykowny, zwłaszcza z Kapitanem jako dowodzącym. Ponieważ jednak Bogdan nie zdobył się na żaden komentarz więc i ja milczałem.

India szła na nasz pirs. Odkos dziobowy aż szumiał i bulgotał! Stalowy kadłub wchodził w drgawki od nadmiaru szybkości! Maszty dostały wibracji a „India” szła! Szła prosto na nas!!! Zaciekawienie, widoczne na twarzy Bogdana, powoli przechodziło w zaniepokojenie. „India” powinna już albo zrzucić żagle i dojść inercją albo wyostrzyć pod wiatr i stanąć na boi manewrowej, tymczasem on SZŁA! Na twarzy Bogdana zaniepokojenie powoli przeradzało się w panikę.

- Rozpieprzą babcię!!! – wrzasnął

W tym momencie, a India była już z dziesięć metrów od pirsu, dobiegł nas gromki okrzyk Kapitana:

- OBIE MASZYNY CAŁA WSTECZ!

- Wariat! – odkrzyknął Bogdan

Huk stalowego jachtu, wrąbującego się siłą swych dwunastu ton w belkowanie pirsu, był straszny! W budynku kapitanatu zadzwoniły wszystkie szyby! Maszty „Indii” wygięły się niebezpiecznie do przodu lecz … ustały. Żagle, wciąż pracujące na pełnym wietrze, wciskały jacht w betonowe nabrzeże (drewna już tam nie było).

Bogdan spojrzał na mnie.

- Jasiu, ja nie mam odwagi – wymamrotał – idź, sprawdź, czy nie potrzeba karetki. Ja idę po bosmana i siekierę.

Zastanawiając się nad celem poszukiwania siekiery pobiegłem w stronę „Indii”. Oszołomiona załoga siedziała w kokpicie a Franek trzymał wykład, jakby właśnie siedział w sali lekcyjnej:

- Panie Kapitanie. Manewr dojścia do pomostu na wietrze dopychającym przeprowadził Pan skutecznie. Rozumiem, że obliczył Pan wytrzymałość kadłuba, pirsu oraz olinowania jachtu i ocenił Pan, że nic nie ma prawa się stać. (Gęba Kapitana nic takiego nie potwierdzała. Siedział w szoku z ustami pracującymi jak u karpia). Koledzy, oraz Pan Kapitan, powinni jednak zapamiętać, że do pomostu podchodzi się z minimalną prędkością sterowną a nie ile Bozia dała maszynie. Koledzy, oraz Pan Kapitan, powinni też pamiętać, że idąc pod żaglami rzadko mamy silnik do dyspozycji, nadmienię tu również, że silnik naszego okrętu ma tylko dwadzieścia koni, choćby i mechanicznych, to troszkę maławo. Teraz natomiast proszę kolegów, oraz Pana Kapitana, abyście wzięli do rąk siekiery i wyrąbali nasz dziób z belkowania bo do usranej śmierci się stąd nie ruszymy. Żagle takoż proszę opuścić.

Wygłosiwszy swoje przemówienie Franek dostojnie opuścił pokład. Rozejrzał się po licznie już zgromadzonej publiczności i… ukląkł i ucałował betonowe nabrzeże gromko wołając:

- Ludzie! Żyję! Wielu chciało mnie zabić ale tak to jeszcze nikt! Żyję!



W czasie wieczornej narady Franek poprosił o zastępstwo na jeden dzień. Stwierdził, że musi iść się pomodlić za cudowne ocalenie. Z pełnym zrozumieniem sytuacji oraz z dużym poświęceniem, Bogdan przejął wachtę morsów.

Raistlin - 2013-05-01 23:39:50

Chciałem wytrzymać do północy ale jestem tak zmęczony, że chyba mi się nie uda.

Przekazuję życzenia również w imieniu Weroniki, która nie da rady złożyć ich osobiście.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Janku! Dużo zdrowia, wytrwałości i cierpliwości do wnuków, mam nadzieję że Cię nie zamęczą przez te cztery dni :)

janjuz - 2013-05-02 11:34:21

Dzięki za pamięć! To fajnie znaleźć tych, co uważają to za istotne.

janjuz - 2013-05-05 21:10:19

Tak dla rozrywki, migawka spod żagli


Kompas też człowiek

To był nasz drugi rejs morski, znaczy Jasia Zbyrowskiego (Nahorny) i mój. Tak się szczęśliwie złożyło, że zwolniły się dwa miejsca na „Dźwinie”, stalowym jachcie klasy J-80. Oczywiście Mieciu nie omieszkał dać nam cynk i w ten sposób, w miesiąc po ukończeniu rejsu stażowego, wychodzimy po raz drugi. Teraz będzie można dokończyć staż do pełnych 200 godzin rejsu w morzu, co jest wymagane do uzyskania pełnych uprawnień morskich sternika jachtowego. Jest początek października 1984 roku a my idziemy w REGATY HEWELIUSZA. Bałtyk w tym sezonie jest dość łaskawy, więc pomimo zaczynającego się sezonu sztormów bałtyckich, żadnych brewerii pogodowych nasz szyper, Grzegorz, nie przewiduje. Mamy dojść z Trzebieży do Gdańska, wystartować i wrócić o własnych siłach do domciu. Grzegorz już na początku wybił nam nadzieję na jakąkolwiek walkę regatową.

- Panowie – stwierdził – jacht zszedł ze stoczni tydzień temu, żagle nie są wytrymowane, silnik nie jest należycie sprawdzony, jedynie kompas przeszedł prawidłową kompensację. Nie ma mowy o wyczynie, idziemy w te regaty tylko po to by sprawdzić nasz okręt w cięższych warunkach i pod obciążeniem. Więc ja bardzo proszę oficerów wachtowych – ja mam żonę i dzieci, ja naprawdę chcę wrócić do domu w jednym kawałku. Pilnujcie wacht, a zwłaszcza pan trzeci będzie miał tu trochę roboty, jak bowiem doniósł mi Mietek Ircha, jest w pańskiej wachcie dwóch pistoletów. (tu spojrzał skośnie na Jasia i na mnie – ja; pistolet?! Chłopięca mina Jasia wyrażała totalne zdumienie.)

Na nasze szczęście trzeci oficer, Waldek, nie wygląda na behapowca, więc troszkę może się pościgamy. Rozejrzałem się po twarzach załogi. Żadnej, poza Jasiem, znajomej gęby. Wszystko młodziki po 20 – 25 lat. Patrzę na nich z niebotycznych wyżyn wieku niemal starczego (32).

Tym razem spece od pogody dotrzymali słowa. Bałtyk był łaskawy, trójeczka, bez szkwałów, bez deszczu, tylko ziąb, że ząb na ząb nie trafia. Trzy i pół doby do Gdańska minęło jak z bicza strzelił. Zauważyłem ciekawe zjawisko, Jasiu też to potwierdził.

Nasz pierwszy rejs odbywał się zaledwie miesiąc temu, mamy go cały czas w pamięci, nie potrafimy sobie jednak uzmysłowić wszystkich czynności jakie były naszym udziałem na „Śmiałym” a które i tutaj musimy wykonać. Jakby tamten rejs został odbyty w amoku, bez udziału świadomości, w takim niesamowitym sprężu, że świadome przeżywanie zostało niemal wyłączone, szliśmy jak automaty. Teraz jest jakoś inaczej; zauważamy światła z lewej i prawej, oceniamy odległości, kursy i pozycje, szacujemy możliwości kolizyjne, idzie to jakoś łatwo i spokojnie. Mamy nawet czas na wachcie nocnej, żeby pogadać. Jeden może zawsze zejść do kambuza i zrobić kawy smoluchów (kawa czarna jak dno piekieł i lekko osolona – cymes!), na „Śmiałym” nie było czasu i głowy, żeby się po tyłku podrapać. Zaintrygowani niezwykłym zjawiskiem z kompletnie nam nieznanej psychologii pytamy rano Grzegorza, czy miał kiedyś takie wrażenie jak my.

- Chopy! Pierwszy rejs morski, pierwszy rejs oficerski i pierwszy rejs kapitański jest pod jednym względem podobny do pierwszego seksu – robisz wszystko, żeby nie dać dupy! Nie masz głowy na obserwowanie tego, co dzieje się wkoło ciebie. Zapominasz nawet, że jesteś na morzu! Dopiero drugi raz, i to każdej kategorii, przeżywasz świadomie. Dlatego drugi raz jest najlepszy – wiesz już to co najgorsze a teraz zobaczysz to, co najlepsze. Szczęścia życzę!


Pokrzepieni kapitańskimi życzeniami spokojnie kontynuowaliśmy wachtę. Do samej Motławy bez zdarzeń i wrażeń, no może poza tym, że drugi oficer fatalnie nas zaprowiantował – trzy razy dziennie klopsiki w sosie pomidorowym, po dwa na ryło, i chleb. Palant jeden nawet ziemniaków nie wziął tak się regatami przejął!

Na Motławie tłok jak w Alejach Jerozolimskich w godzinie szczytu. Żeby wyjść na pirs drugi musiał przekraczać pokłady dwóch jachtów. Musieliśmy cumować metodą budowy tratwy.

Kiedy wrócił, okazało się, że facet potrafi pomyśleć! Nawet piwo przyniósł, żebyśmy tylko się na nim dalej nie wyżywali.


Następnego dnia rano, START!  Grzegorz wychodzi nieźle, jesteśmy gdzieś w czubie stawki, pracujemy jak konie przy żaglach i linach i… tracimy pozycję. Dopiero teraz, przy kursach ostro na wiatr, widać, że żagle szył krawiec damski a nie żaglomistrz; tu fałda, tam zakładka a tam wyszedł gustowny biustonosz. Pół dnia spędzamy z Jasiem i trzecim oficerem na linkach trymowych. Najgorsze fałdy zlikwidowaliśmy ale i tak pracuje efektywnie jakieś 70% powierzchni grota. Cała armada powoli znika w przodzie a Jasia ciska nagła, nieopanowywalna cholera. Po zmroku jeszcze widzimy światła rufowe ale po kilku godzinach i one nikną nam z oczu. Do Jasia lepiej nie podchodzić, tylko Grzegorz jest na tyle odważny, że próbuje z nim dyskutować. Że dla nas to tylko szkolenie, że jacht prosto ze stoczni, że żagle świeżo z pracowni, że załoga kompletnie przypadkowa. Wszystkie te, skądinąd rozsądne argumenty odbijają się od Jasia:

- A regaty to, kurwa, regaty!

A to ci zacięty osobnik, pomyślałem ja sobie. Nic to! Na nocnej wachcie, jak nikt nie będzie się nam szwendał, to mu minie. W ZŁĄ GODZINĘ POMYŚLAŁEM!

Nocne niebo na morzu to istne cudo! Może tylko wysoko w górach jest powietrze tak przejrzyste i stabilne, że nawet gwiazdy nie migoczą. Cały firmament wygląda, jakby ktoś srebrną farbą uczciwie chlapnął na granatowo-czarne tło. Boski widok! Plejady! Orion! Mały wóz! Wielki Wóz! Polarna! Polarna!? Prawie na lewym trawersie!? Przecież mamy iść kursem 360, dokładnie na północ!

Lecę z dziobu do naktuza. Przy sterze stoi Jasiu i warczy.

- Załoga mu przypadkowa! Jacht prosto ze stoczni! Żagle nie strymowane! Szkolenia mu się zachciało! A my w krzaki z tym magnetycznym złomem zapieprzamy! GRZEEEEGOOOORZ!

Ryk Jasia był słyszalny chyba nawet w Łebie, bowiem Grzegorz, znany z twardego snu, wyskoczył na lodowaty pokład w samych gatkach, za nim reszta załogi. Nie zdążył się jeszcze odezwać, gdy Jasiu zaczął wyliczankę:

- Żagle żaglami, panie szyper. Załoga nie gorsza i nie lepsza niż inne. Jacht trzyma się nieźle. Melduję jednak, PANIE KAPITANIE, że jedziemy w krzaki, nie wiemy gdzie jesteśmy, nikt nam tego nie powie, nawet nie możemy iść jak inni bowiem już dawno nam spieprzyli.

Zaspany Grzegorz początkowo nie załapał o co mu chodzi. Wyraz gęby szypra wyraźnie przypominał znak zapytania wsparty chęcią natychmiastowego wywalenia Jasia za burtę.
Mój znakomity przyjaciel rozpoczął jednak wykład głosem spokojnym i flegmatycznym:

- Jak nas poucza nawigacja, idąc kursem 360 winienem poruszać się w kierunku północnym. Jednakowoż astronomia mówi nam, że kierunek północny wyznacza nam Gwiazda Polarna. Cóż mam jednak zrobić, żuczek biedny, gdy dwa te kierunki nijak nie chcą się zgodzić?

Grzegorz warknął cicho:

- Masz tabelę deklinacji! Różnice są…

- Różnica wynosi, tak na Wacka oko, jakieś 60 stopni. O takiej deklinacji w naszych szerokościach geograficznych, skaż mnie Bóg, nie słyszałem. No chyba, że szyper wywiózł nas potajemnie w okolice bieguna.

Takie dictum tchnęło złe przeczucia w Grzegorza i całą, zgromadzoną tłumnie przy naktuzie, załogę. Jak jeden mąż wykonali zwrot na lewą burtę, spojrzeli na Polarną, która nie miała najmniejszego zamiaru przenieść się przed dziób, gwałtownie chcieli zajrzeć pod kopułę naktuza dopiero ciche „WON” Grzegorza uspokoiło sytuację.

- Jasna niespodziewana – wymamrotał szyper

- A echo, z przyzwyczajenia, odpowiedziało: mać, mać, mać – odrzekł Jaś.

- Radionamiernik!

Zaczęliśmy kręcić radiem. Wyszło, że jesteśmy gdzieś pomiędzy Gotlandią a Oland Sodra.

- Ludzie! – darł się Grzegorz – przegapić taką pałę jak Sodra! Tego jeszcze nikt nie dokonał! Jesteśmy pionierami!

- Miejmy nadzieję, że na tym koniec naszego pecha – warknął Jaś, i przekazał ster następnej wachcie.- Janek! Walmy się w koję! Niech nasi znakomici nawigatorzy sami szukają pozycji!

- Panowie! – zawołałem – na mój nos jesteśmy jakieś 50 mil SW od Gotlandii. Żeby trafić w Zatokę Gdańską trzeba iść mniej więcej na S.

- Musiałeś im pomagać – wysyczał Jasiu

- Stary – odparłem – uśmiecha ci się miesiąc w Kłajpedzie, w pierdlu?

- Tyż racja.

Poszliśmy się kimnąć. Rano chcieliśmy się napić herbaty. To znaczy Jasiu chciał herbaty a ja kawy. Kuk wręczył nam kubki z dziwnym wyrazem twarzy. Spojrzałem podejrzliwie na swoją kawę. Wyglądała normalnie. Powąchałem; o jasna mać! Zabiję kuka! Jasiu miał już nóż w ręku! Na czym ten palant gotuje!? Na dieselu!?

- Chłopaki! – wołał kuk – to nie moja wina! Jest przeciek napędu do wody pitnej!

Wypadliśmy na pokład. Do mapy! O rany! Do Zatoki najmniej dwieście mil! Przy tym wietrze dwie doby! Jak przeżyć?

Przeżyliśmy. Tylko od tego czasu nie dowierzam kukowi na żadnym jachcie.

Wiadomo – KOMPAS TEŻ CZŁOWIEK I MOŻE SIĘ MYLIĆ!  KUK – NIE!

janjuz - 2013-05-12 21:49:35

Przekomarzania językowe dotyczące wyrażenia "Mościa Panno" (to wg mnie) czy też "Mości Panno (to wg Arviny) jakie były moim udziałem dzisiaj na FB przypomniały mi, że lat temu ze dwadzieścia opisałem podobnym językiem zdarzenie, które miało miejsce daaaaaawno temu. Pozwólcie, że Was nim uraczę.

Mrówa

Było to zdarzenie w czasiech tak dawnych, że jeno staropolszczyzną opisywać je należy. Stało się to albowiem roku Pańskiego 1967.

A toż ludziska tak długo nie żyją!

Jako młode pacholę wybrałem się byłem na szlak żeglarski w życiu mym po raz trzeci. Peregrynację całą organizował był Klub z Karsznic, z kolejarzy samych się składający. Aliści w grupie na rejs się wybierającej nie sami tylko mistrzowie dróg żelaznych udział wzięli, o czym jeden z nich dowodnie miał się przekonać. Mowa tu zaś o mym pierwszym mistrzu i nauczycielu; imć panu Andrzeju Gurzyńskim (nijakiej pomyłki w nazwisku nie popełniłem).

Imć Andrzej, lat liczący sobie podówczas około 25, młodzieńcem był cokolwiek pomysłowym a i za kołnierz nie wylewającym. Załogę swej Omegi trzymał wszelako ręką żelazną i, sam skacowanym będąc, na nijakie brewerie załodze nie pozwalał. Jedno piwo w porcie na tak zwaną twarz młodocianą było wszystkiem o czem marzyć mogliśmy.

Zdarzenie, jakowe opisać mam zamiar szczery, nie w porcie jednak miejsce miało. Gdzieś tak bowiem w połowie rejsu stanęliśmy na biwak dwudniowy na półwyspie Kaczor, na jeziorze Seksty, które południowo-wschodnią jest odnogą Śniardw. Do najbliższej ostoi cywilizacji iść należało niemało; pół dnia jak obszył.

Żywności już nam cokolwiek było przymało, tedy Komodor naszego rejsu, człek złoty o nazwisku takoż symptomatycznym – Jagniątkowski, nakazał grupę żywnościową utworzyć, która to grupa do sklepu w Karwicy udać się miała, a to by wiktuały przeróżne zdobyć i do obozowiska naszego dostarczyć. Zdarzyło się, iż grupę tą wiódł był imć Andrzej. W grupie, poza nim, było jeszcze osób sześć. (Szczęściem beze mnie!). Pośród onych sześciu osób, jedna była zaiste niezwykła. Dziewoja lat około 20, wzrostu nikczemnego, jakoby siedzącego psa, wagomiaru takoż odpowiedniego, bowiem idąc kośćmi klekotała. Dziewoja ta, imienia której nikt z nas nie poznał, Mrówą była zwana, co doskonale ją opisywało. Poza Mrówą, w grupie aprowizacyjnej, jeno mężczyźni poszli.

Zmierzchać się już zaczęło, kiedyśmy, nieźle zgłodniali, śpiew chóralny na męskich basach oparty, usłyszeli. Radością pustych żołądków gnani, na spotkanie grupie owej wyszliśmy.

Ujrzawszy już tylko czoło grupy, zdumienie nasze kazało nam w pobliskim bagienku na zadkach usiąść. Grupę prowadziła Mrówa, twarz której przybierała barwy od sinej z wściekłości do czerwonej od szału. Na grzbiecie swym mikrym, Mrówa dźwigała wór wielkości samej Mrówy. Wór ten głośno i radośnie pobrzękiwał w takt kroków dziewczyny. Za Mrówą, nierównym szeregiem, krokiem nieco marynarskim, dziarsko maszerowało sześciu chłopa, bez nijakiego obciążenia za to z pieśnią bojową na ustach.

Obrazu takiego nie strzymał nawet Komodor i, podszedwszy ostrożnie do wściekłej Mrówy wór ogromny od niej odebrał, lekko się pod ciężarem onego przygiął i ze zmarszczonymi brwiami do ogniska poszedł, słowem się nie odzywając. Tamże wór otworzył i… zmartwiał. W worku było sześć bochnów chleba (dość na kolację i śniadanie), dwanaście konserw mięsnych i tyleż rybnych (zapas na trzy posiłki) tudzież SZESNAŚCIE butelek najtańszego wina, marki WINO. Tu zaznaczyć należy, iż obóz cały liczył osób dwadzieścia.

Byłby był może Komodor głos zabrał, wszelako nie zdążył. Mrówa była szybsza. Słownictwo małej białogłowy jako żywo do salonowych nie należało. Komplimenta posyłała wszerz i wzdłuż każdego z niezbyt trzeźwych towarzyszy. Wyliczała im pokolenia całe pochodzenia z niezbyt prawego łoża tudzież przodków mniemanych spośród zwierza wszelakiego, głównie trzód, wybierała. Każdemu z towarzyszy swej wędrówki przyszłe locum dobierała, już to chlew, już to oborę a co najlepszym stajenkę… oślą.

Dobór słownictwa poruszył nas wszystkich do głębi. Łkaniem zachwytu nie chcąc tłumić słów do nas dobiegających, za usta się jeno trzymaliśmy i łzy, ciurkiem się lejące, rękawami ocieraliśmy. Sypały się soczyste porównania i wiązanki siedmiopiętrowe, zaiste moskwicina zawstydzające swą złożonością i artyzmem. Perora trwała i trwała aż Mrówie tchu brakło. Dzielni marynarze, nie chcąc dopuścić do następnego słowospadu gdy Mrówa tchu świeżego zaczerpnie, natychmiast tąż otoczyli i, na ręce wziąwszy, w kierunku pomostu, nad wodę wychodzącego, ponieśli. Pośród oparów winnego ducha stwierdzili chyba, iż Mrówa ochłody potrzebuje i, jako układni koledzy, chcieli jej w kąpieli zimnej co prędzej pomóc.

Niesiona Mrówa nie stawiała oporu póki na pomoście nie stanęli. Tamże zwinnym, iście jaszczurczym ruchem, z rąk swych wielbicieli się wyślizgnęła. Na nogach własnych stanęła i, widać odpocząwszy, ciąg dalszy przemowy chciała rozpocząć. Tego jednak szlachetni jej przyjaciele dopuścić nie mogli, dalszego uszczerbku na honorze ułańskim nie mogąc znieść. Hurmem tedy na Mrówę ruszywszy, do wody onąż pragnęli zepchnąć. Tu jednak pierwszy, czy to źle stąpnąwszy, czy to o nóżkę drobną Mrówy, nagle wystawioną, potknął się i sam do wody poleciał. Koledzy go nie żałowali jeno śmiechem radosnym uraczywszy, na Mrówę dalej napierali. Tu jednak dwa drobne ruchy dłoni dzieweczki i kolejny zadkiem do kąpieli się udał, nóżka zgrabna jeden ruch koszący wykonuje i następny do wody leci. Podskok dziewczyny, nóżka naprzód i czwarty się kąpie.

Dwóch pozostałych lekko otrzeźwiało. Niestety, tylko lekko. Z okrzykiem bojowym na ustach ruszyli naprzód. Mrówa za dłonie ich chwyciwszy lekki skręt wykonała, bohaterowie nasi zaś, na chłopa wysoko wyskoczywszy, na pyski własne do wody polecieli.

Cisza zaległa niezwykła jeno parskaniem i chlapaniem wody przerywana. Rozumiem, że pijani. Rozumiem, że krzywdy dziewczynie zrobić nie chcieli. ALE SZEŚCIU!

Dumna Mrówa, której co najmniej ze dwie dłonie wzrostu nagle przybyło, spojrzała w wodę i głosem słodyczą ociekającym warknęła:

- Mięczaki!

Po czym zaś do obozowiska spokojnie się udała. Tamże gęby otwarte z podziwu ją powitały. Tajemnicy długo utrzymać się nie dało; Mrówa była akademicką mistrzynią Europy tudzież kandydatką do kadry olimpijskiej w JUDO!!!!

Oczywiście w wadze „mrówczanej” !!!!

janjuz - 2013-05-13 11:55:17

Ciąg dalszy dyskursu z Arviną nt: mościa czy też mości panno.

Z wysokich Parnasów
Z wysokich Parnasów, niezbyt dawnych czasów
Pompatyczne nasze intenta
W którym serce płonie ku twojej personie,
Najszczęśliwsze dla mnie momenta.
Wasińdźka okrutna, srodze bałamutna,
Prędzej by się skały ubłagać mi dały,
A pfe, mościa panno być taką!
Nawet i cyprysy mają swe kaprysy,
Że się przed zefirem nie ugną,
Ale przyjdą chwile, że się ugną mile
I nawzajem na się mru- mrugną.
Wasińdźka okrutna, srodze bałamutna,
Z wierzchu kondemnaty, w sercu alternaty,
A pfe, mościa panno być taką!
Po wierzchu marmury, a w sercu turtury,
A w sercu tur-tur-tur-tur-tur-tury.
Daj mi, pani, rączkę, daj proszę, obrączkę,
Niech tych tur-tur-tur-tur nie znoszę.
Wasińdźka okrutna, srodze bałamutna,
Nawet i turkawki mają swe zabawki.
A pfe, mościa panno być taką!

Ot, i wierszy z epoki Złotej Rzeczypospolitej Szlacheckiej.

janjuz - 2013-05-13 12:13:22

A to urywek z Konopnickiej

- Jezu!... - szepnie na to Marysia. - Co to takie? Małe jak łątka, a gada jak człowiek! Jezu!... Ja się boję!
I już się porwała z tej góreczki precz uciekać, ręce do góry wznosząc jakoby ptak skrzydła.
Ale Podziomek zastąpił jej drogę i rzecze:
- Nie uciekaj, mościa panno, bom jest Krasnoludek Podziomek, który ci ku pomocy chce być!
- Krasnoludek! - powtórzyła jakby sama do siebie Marysia. - Toć wiem. Toć mi nieraz o tych Krasnoludkach mateńka mówiła, ze dobre są!

janjuz - 2013-05-13 12:18:28

I na zakończenie urywek z Diabła Łańcuckiego autorstwa Jacka Komudy:

– Za pozwoleniem, mościa panno – odrzekł rezolutny Zaporożec – jam, jak każdy kozak, zawsze gotowy. Starczy, że hajdawery opuszczę, i już mogę przystępować do owej rzeczy. Mam je opuścić? Tutaj? A może na sianko pójdziemy?!
– Stulże pysk, szelmo! Gotuj się do drogi, nie do łaźni!
:)

Arvina - 2013-05-13 19:42:19

Wow, wszystkie trzy fragmenty powyżej są niesamowite. I zwrot Mościa Panno pasuje w nich idealnie. Szczególnie wiersz mi się podoba - nie ma to jak staropolszczyzna w najlepszym wydaniu :)

janjuz - 2013-05-13 20:08:16

Przyznam bez bicia - ponieważ w chwili obecnej jestem trochę unurzany w tekstach średniowiecznych (wiesz, Wikingowie!) to zacząłem lubować się w staropolszczyźnie. Oczywiście w średniowiecznej polszczyźnie nie było mowy o takim zalewie makaronizmów jak u Sienkiewicza ale starocie mi pozostały. Poza tym... zawsze mnie ciągnęło do tych klimatów, co widać i po "Mrówie".

Arvina - 2013-05-13 20:12:12

Ja muszę napisać pracę o sarmatyzmie. I w jednej z książek do tego tematu znalazłam taki wierszyk:

Pieszczone serce, najprzedniejsze ciało,
Co wyglądacie spod gorsów niewiele,
Od was miłości me serce zarwało,
Wy moich oczu jesteście dwa cele,
Muzom by śpiewać o was należało.
Lecz że was kocham, i ja się ośmielę,
Bym waszą piękność wyraził, jak mogę,
Choć to was widzieć do woli nie mogę.

:D Chyba wiadomo, o czym mowa

janjuz - 2013-05-13 20:46:15

Adamowi Korczyńskiemu odpowiedział pewien Anonim (nie dziwote, że się nie podpisał - baby by go zgryzły)

Brzydkie cycochy, najplugawsze ciało,
Co to wisicie jako dwa harbuzy,
Na womit mi się, widząc was, zebrało,
Bo u piekielnej takie są Meduzy,
Podziemne monstra, niech Brygidę cało
I Plutonowe zbierze kto zamtuzy,
Ba, niech piekielne przelustruje lochy,
Nie znajdzie brzydkiej takowej cycochy.
By wołom takie wymiona wysysać
Albo słoniowi, bestyi strasznemu,
Kto by się ważył te dzwony kołysać,
Rówien stworzeniu ten nierozumnemu.
Ja o was nie chcę ni mówić, ni pisać,
Lecz was nieszczęściu oddaję hojnemu.
Karczemne dudy, wiśniackie dunice,
Brzydkie, głogawe i chropawe cyce!

Arvina - 2013-05-13 20:49:43

Tak jest! Ten wiersz też był w tej książce :D A ileż zamienników i synonimów... Aż miło patrzeć.

janjuz - 2013-05-13 20:55:00

ANTOLOGIA POEZJI
GŁUPICH I MĄDRYCH POLAKÓW
W
LUDWIKA STOMMY
WYBORZE

wpaniały zbiór poezji wszelkiej!!!

Arvina - 2013-05-13 21:01:46

Musze się w to jakoś zaopatrzyć. W ogóle postanowiłam dziś sobie, że postaram się wypowiadać w poprawnej polszczyźnie i mniej przeklinać (bo to do damy nie pasuje). Poza tym jestem zwolniona z egzaminu z łaciny, bo mam 5 z ćwiczeń, co dowodzi tego, że poniedziałki nie są aż tak tragiczne :)

janjuz - 2013-05-13 21:09:34

No, troszkę trwało ale znalazłem!!!!

Poniżej masz link:

http://biblioteka.kijowski.pl/stomma%20 … poezji.pdf

janjuz - 2013-05-13 21:12:32

Poniedziałki nie są tragiczne. Czasem tylko ludzie w poniedziałek są do niczego ale to świadczy o ludziach nie o poniedziałkach.
Dostać "5" z łaciny - "ja was pozdrawljaju s prazdnikom"! To ci jest cóś! Gratuluję!
A skoro z łaciny nie będziesz się męczyć to może i trochę czasu na forum się znajdzie?

Arvina - 2013-05-14 21:20:32

Dziękuje ślicznie Janku za tą Antologię :) Na pewno sobie poczytam w wolnym czasie

janjuz - 2013-05-15 12:54:45

Przeczytałem artykuł na „gameplay” wskazany przez Xazaxa. Jest to artykuł jego kolegi a ja, właściwie nie bardzo wiem czemu, zostałem poproszony o wyrażenie opinii. Nie żebym nie umiał. Czy nie lubił się wypowiadać, lecz po prostu nie uznaję się za felietonistę czy dziennikarza. Ale prośba forumowego „poputczika” sprawa honorowa! A zatem do rzeczy.
   Jestem czytelnikiem nieco starszej daty i razi mnie trochę używanie wtrąceń obcojęzycznych gdy polskie wyrażenia dobrze by sobie poradziły. Mam tu na myśli „gamingowe” życie. Znam co nieco angielski więc ze zrozumieniem nie mam problemu. Ktoś może mieć. Mnie to tylko razi jako purystę językowego. Od strony językowej to jedyna uwaga krytyczna. Poza tym artykuł spójnie i z sensem wyraża stanowisko autora w kwestii oceny gier wszelakich. Zwłaszcza jego zapatrywania na docenianie wysiłków przy tworzeniu gry, jej mechaniki, scenariusza, grafiki i ogólnego konceptu. Jest autor zdania, że uznanie należy się już za podjęcie wysiłku tworzenia. Że podejmowanie wysiłku warte jest pochwały, zwłaszcza gdy do podejmowania go nikt nas siłą nie przymuszał a wysiłek z pożytkiem ma być dla innych, to dla mnie jasne. I tu pełna zgoda.
   Z tezami natomiast o „aplauzie” niemal „na stojąco” za podjęcie wysiłku twórczego niezależnie od rezultatów tego wysiłku zgodzić się już nie mogę. Jeżeli wynik pracy twórczej jest mierny, jeżeli wręcz sam koncept tej pracy jest szkodliwy, jeżeli powstałe w ten sposób dzieło schlebia gustom najniższym to ja energicznie protestuję. Już celowanie z pracą do odbiorcy, któremu tylko strzelanka, naparzanka i pornosy w głowie, jest oznaką wyłącznie chęci zysku (co nie jest naganne) a nie chęci tworzenia czegoś wartościowego (co winno być karalne). Wiwatowanie na cześć kogoś z tego tylko tytułu, że wysiłek podjął, bez baczenia na skutki tego wysiłku, to (reductio ad absurdum) chwalenie ludobójcy, który chcąc wyeliminować jednego degenerata wytłukł pół narodu (vide: Pol Pot). Wysiłek podjęty niemały, tylko skutki przerażające.
   Na tym świecie intencje są sprawą drugorzędną, skutki są wszystkim. Jeśli Gierek twierdził, że zawsze chciał dla społeczeństwa jak najlepiej, to mamy mu kadzić teraz i na piedestał stawiać?
   Na koniec uwaga być może najważniejsza. Twórca każdy, by mógł tworzyć i w tej twórczości się rozwijać, musi podlegać szczerej, czasem nawet bezlitosnej krytyce. Tylko wtedy ma szansę na poprawienie własnych niedoskonałości i eliminację błędów. Dobrze poprowadzona krytyka (prowadzona rzeczowo i bez złośliwości) jest największym wsparciem dla każdego, kto tworzy rzeczy nowe i pod strzechy je posyła. Gdyby jej nie było, to skąd miałby ów twórca wiedzieć, czy dzieło jest przyjęte dobrze, obojętnie czy z odrazą. Krytyka jest odpowiedzią na dzieło. Ważne tylko, by ten co krytykę pisze wiedział o czym pisze. Inaczej to tylko krytykanctwo.

Xazax - 2013-05-15 13:22:57

Od Autora Artykułu :
Janjuz - dziękuję za tak skrupulatne podejście do mojego artykułu. Rozmyślając nad tym co napisałeś może i faktycznie stwierdzenie, że twórcom za samo podjęcie wysiłku należy się "owacja na stojąco" jest nieco na wyrost. Jednak w swoim tekście chciałem głównie podkreślić to, że autorzy gier to też ludzie i też popełniają błędy. W takiej sytuacji najważniejszą kwestią jest by ci ludzie z tych błędów wyciągali wnioski.
Zgadzam się z Tobą i faktycznie, użyte przeze mnie stwierdzenie może zostać odebrane niefortunnie. Jednak tak jak i twórcy gier i ja uczę się na błędach.
Jeszcze raz dziękuję za ocenę i pozdrawiam.

janjuz - 2013-05-15 13:35:23

Może i jestem stary i niezbyt sprytny ale Twojego autorstwa artykułu byłem pewien. Nie wypowiedziałem się o grach bo... nie mam o nich pojęcia. Ja po prostu nie jestem graczem.

Xazax - 2013-05-16 05:49:19

Kurcze tak się fajnie wypowiedziałeś na temat Artykułu mojego kolegi że aż mnie korci podesłać Ci moje... Niestety są o grach więc jak nie masz ochoty się trudzić to nie będę truł :P

janjuz - 2013-05-16 09:07:14

Zawsze mogę się wypowiedzieć na temat artykułu jako takiego, lecz nie dam rady dyskutować o grach. To znaczy, jestem w stanie mówić o sposobie pisania ale nie o meritum sprawy. Na grach się nie znam ale artykuły chętnie poczytam.

Xazax - 2013-05-16 09:18:31

No to lecimy xD
Tutaj akurat o Książce : http://gamepocalyps.onuse.pl/index.php/ … rd-a-knaak
Ile oblicz ma Lara Croft ? : gamepocalyps.onuse.pl/index.php/311-ile-oblicz-ma-lara-croft
Wspomnienie z Oblivion : gamepocalyps.onuse.pl/index.php/303-przeglad-rpg-3
Wspomnienie z Krainy lodowego wichru gamepocalyps.onuse.pl/index.php/273-przeglad-rpg-1
Na koniec pierwszy artykuł jaki napisałem (rekord wyświetleń ) http://gamepocalyps.onuse.pl/index.php/ … blo-3-cz-3
Od razu wiem że moge się spodziewać krytyki bo w pisaniu to akurat nie jestem dobry jeśli chodzi o interpunkcje i stylistykę

janjuz - 2013-05-16 09:59:35

Trochę to potrwa bo najpierw muszę:
a) przeczytać,
b) zrozumieć :)
c) znaleźć, czego się tu czepić :)
d) a czepiać się jak rzep psiego ogona!

ale na pewno napiszę.

janjuz - 2013-05-16 11:21:00

No to zaczynamy.

Zaczynam jak leci, czyli od pierwszego artykułu jaki wymieniłeś. Mam nadzieję, że się nie obrazisz bowiem usterek zauważyłem kilka i nie omieszkam Ci ich wytknąć. Podobno na tym polega krytyka twórcza! A zatem do rzeczy:

   Już w pierwszym zdaniu widać, że się cholernie śpieszyłeś by napisać i na portalu umieścić. Cytuję „zacznę może od tego że wielkim fanem gier Warcraft” koniec cytatu. Jedna sprawa to interpunkcja (przecinek przed że) ale ważniejsze, żeś nie dodał i ja nie wiem, czy jesteś fanem tych gier, czy też nie.
   Druga sprawa, lecz to już tylko moje bajdurzenie – no po prostu nie znoszę zanglicyzowania naszego języka! A cóż to za targetowanie, ja się pytam? Na bodyguard też mamy polskie odpowiedniki. No, a już za WTF to bym pasy darł i solą sypał. 
   Nie przeprowadziłeś korekty i stąd w tekście zdarzają się literówki, np. „bitwa Powietrzna”, czyli ni stąd niż owąd duża litera w środku zdania i to nie jako nazwa własna. A jednocześnie z tymi dużymi literami masz pewien bałagan. Raz piszesz Elfka a raz elfka, zdecyduj się, obie formy mogą być poprawne. Zależy, czy piszesz o rasie, czy o narodzie.
   Na zakończenie uwaga generalna:
   Po tej recenzji ja osobiście omijałbym książkę na kilometr. Zjechałeś zdrowo i chyba szczerze, po czym… 8/10. Ocena całkiem spora. Jak dla mnie – niekonsekwencja.
  I druga uwaga, mniejszego kalibru:
  Musisz się zdecydować, do kogo piszesz. Jeśli do miłośników gier, to wszystko gra – taki skrótowy język jest tam chyba normą. Jeśli do takich jak np. ja – napisane za mało, raczej mnie od książki Warcraft – Dzień Smoka – całkowicie odstręczy niż nakłoni do przeczytania.

Xazax - 2013-05-16 13:22:12

8/10 Dla fanów serii Warcraft. Dla reszty 3/10

janjuz - 2013-05-16 15:25:19

Ale tego nie napisałeś :)

janjuz - 2013-05-16 19:30:24

A ten artykuł (Lara Croft) bardzo mi odpowiada. Jak dla mnie, czyli faceta co z grami nie ma wiele wspólnego, taki rys historyczny i to z uwagami krytycznymi jest rzeczą wiele mówiącą. Mianowicie dowodzi to, że Autor zna wszystkie te kolejne wersje, że grał osobiście i nie jest kolejnym graczem, co tylko łupaninę widzi (czy pierś seksownej Lary) ale i wady i zalety gry dostrzega, rozumie siłę i słabości scenariusza. Artykuły tego typu skłaniają do poszukiwania kolejnych tego samego autorstwa, bowiem istniej prawdopodobieństwo, i to pewności bliskie, że z kolejnego też coś nowego dla mnie jako czytelnika wyniknie.
Z mojego punktu widzenia tekst ma jedną wadę, której jednak chyba nie da się wyeliminować. Po prostu, niektóre wyrażenia tak się już wryły w świadomość graczy komputerowych, że nijak je stamtąd wyrwać. I znowu angielski. Te lokacje, levele, bossy. O ile dwa pierwsze jestem w stanie zrozumieć to już z trzecim mam problem. O jakiego szefa autorowi chodzi? Cały artykuł skierowany do bardzo szerokiego grona odbiorców i nagle takie, dość wąskie, wtrącenie.
Moja nauczycielka języka polskiego (a bywa nadal na naszych zjazdach klasowych) wystawiłaby mi ocenę następującą.
- Bardzo dobrze, Janku, bardzo dobrze. Są oczywiście uwagi ale.. No, ocena ogólnie pozytywna czyli… trzy plus.
(za moich czasów trzeba się było na to trochę napocić)

janjuz - 2013-05-17 09:06:22

Przegląd RPG#3, czyli Oblivion.
Uwaga krytyczna podstawowa, dotyczy wszystkich tekstów. Stary, ty się śpieszysz. Napisać i wrzucić. To nie tak. Napisz tekst, odłóż go na godzinę lub dwie, przeczytaj jeszcze raz, usuń literówki (zawsze się wcisną, zarazy jedne), przeczytaj NA GŁOS, usłyszysz tzw. chropowatości tekstu, usuń je i dopiero wtedy umieszczaj gdzie należy. Świetną metodą jest jeszcze podanie tekstu małżonce/dziewczynie/lubej czy też komu Ci pasuje. Nikt cię tak nie zrąbie jak ona i zrobi to w najlepszej wierze – ONA chce, żebyś stał się mistrzem! Ja tak robię i na dobre mi wychodzi.
Do rzeczy. Opis grafiki i kompozycji zachęcił mnie do obejrzenia choćby jakichś próbek. Jest sugestywny i doprawdy skutecznie zachęcający. Podobnie muszę stwierdzić, że zrozumiałem na czym polega gra (co w moim przypadku niełatwe) i jak buduje się postać bohatera.
Generalnie tekst jest fajny, lecz… chaotyczny, brakuje mu korekty (duże litery w środku zdania a małe na początku i to z nowego akapitu, wygląda jakbyś zjadł początek zdania) chyba z pośpiechu.
Jak zawsze mam uwagę co do stosowania anglicyzmów ale przyznaję, że trudno by mi było znaleźć polskie zastępstwo za np. bugs.
Na zakończenie: wiem, że do kanonu językowego dopisuje się wciąż nowe słowa. Wiem, że język jest żywym tworem. Wiem, że to, co mnie dzisiaj razi jutro będzie wyrażeniem codziennym. Wiem, że staropolskie określenia pejoratywne dziś mają inne znaczenia (kiep, mieć przechlapane, pójść na całość) ale ZAJEBISTE mnie razi i JUŻ. Choć podobno znalazło się już w słownikach współczesnej polszczyzny. O czasy, o obyczaje!

Xazax - 2013-05-17 10:17:43

janjuz napisał:

Przegląd RPG#3, czyli Oblivion.

Do rzeczy. Opis grafiki i kompozycji zachęcił mnie do obejrzenia choćby jakichś próbek. Jest sugestywny i doprawdy skutecznie zachęcający. Podobnie muszę stwierdzić, że zrozumiałem na czym polega gra (co w moim przypadku niełatwe) i jak buduje się postać bohatera.

Zapraszam na krótką próbkę w takim razie
http://www.youtube.com/watch?v=Gl9m4iYCcjg

janjuz - 2013-05-17 11:27:15

Stary !
   Tekst dotyczący Icewind Dale jest dobry, ba, nawet bardzo dobry, tylko…
Jak mawiała moja polonistka – „zapamiętaj, Jasiu, każdy tekst ma trzy fazy; wstęp, rozwinięcie i zakończenie”.
Wstęp dałeś bardzo fajny a na dodatek bez tych ohydnych  anglicyzmów. Potem zacząłeś rzecz rozwijać. I bardzo dobrze. Naprawdę zacząłeś mnie wciągać w świat opisywany by nagle… uciąć nie stąd ni z owąd.
Do żadnych spraw techniki pisania się tu nie przyczepię bo i nie bardzo jest do czego.
Po prostu – weź to i dokończ!!

janjuz - 2013-05-18 12:08:53

No i na koniec serii recenzji o recenzji  „Diablo 2”:
1.    Musisz być baaardzo zakręconym miłośnikiem tej gry!
2.    Twoim planowanym odbiorcą tekstu jest facet co na punkcie gier też ma lekkiego szmergla.
   Podoba mi się ten tekst z jednego powodu; oto faktycznie opowiadasz kumplowi przy piwie jak to fajnie jest grać w Diablo 2, jakie kroki po kolei się wykonuje, co cię za kolejnym zakrętem może spotkać, itd., itp. To jest fajne bowiem w sposób nie podlegający dyskusji udowadniasz, że grę znasz od podszewki, nawet najdrobniejsze szczegóły (nawet jeśli to nie jest prawda to takie odnosi się wrażenie)
   Co mi się w tekście nie podoba – znowu pośpiech! Brak dbałości o szczególiki, a to przecinek, a to literówka, a to akapit by się przydał. Poza tym, czego czepiam się jak pijany płota, nadmiar anglicyzmów. Jestem w stanie przyjąć, że niektóre terminy są nie do ominięcia ale quest to po prostu zadanie, theme to muzyczny temat, lokacja to nic innego tylko miejsce. Nie rozumiem, co to jest NPC, co to jest exp lokacja, a wymasterować grę to już mi za wiele!
   Pozytywną cechą tej wypowiedzi jest jej plan (nawet jeśli nic nie planowałeś). Ta wypowiedź ma swój wyraźnie zaznaczony początek, ma bardzo dobrze rozbudowane rozwinięcie, świetnie skrojone króciutkie recenzje książek (chyba coś chapnę) i ma zakończenie, i to nawiązujące do początku.
   XAZAX! Nachyl się nad szczegółami, czytaj na głos własne teksty i… nie śpiesz się. Masz lekkość pióra, choć może sam się o to nie podejrzewasz. Piszesz o tym co chcesz innym przekazać i to się czuje. Pisz! Nad powstałym tekstem trochę popracuj a będzie naprawdę dobrze!

Xazax - 2013-05-18 12:16:19

NPC (ang. Non-Playable Character) są postaciami znajdującymi się w określonym miejscu w grze. Większość z nich istnieje w celach przydatnych dla graczy - można z nimi handlować, dostać od nich misję lub po prostu porozmawiać na dane tematy. Nie można ich zabić w żaden sposób.
Exp - Experience - Doświadczenie

janjuz - 2013-05-18 12:22:32

Rozumiem, że exp lokation to miejsce, które już znasz?

Xazax - 2013-05-18 12:46:04

Nie, to lokacje które jest dla nas najbardziej optymalna. Potworki nie są dla nas za silne i doświadczenie które za nie dostajemy jest w miarę wysokie :)

Xazax - 2013-05-20 17:05:40

A co Janku powiesz na wersję wideo?
http://www.youtube.com/watch?v=1cm99Xx-NNw

janjuz - 2013-05-20 21:26:29

Xazax. Ciekawie przedstawiasz kolejne fazy gry i ciekawie o grze opowiadasz. Gdybym miał naturę gracz to kto wie...
  Jak dla mnie, to najbardziej wciągające są gry strategiczne, tam właściwie nie ma żadnej strzelanki ani zręcznościówki, to mnie nie pociąga. Jeżeli już siadam do jakiejkolwiek gry to jest to któraś tam Cywilizacja, czasem Heroes of M&M a najczęściej... szachy, choć gram w nie jak ostatnia noga.
  Osobiście uważam, że najwspanialszą grę fantasy uprawia umysł każdego z nas, nasza własna wyobraźnia. Daje ci ona absolutnie nieskończoną i nieograniczoną możliwość tworzenia światów realnych, nierealnych czy nawet (ukuto już taki termin) nadrealnych. A przyznaję, że nic mi tak wyobraźnie nie pobudza jak dobra książka. Najlepiej fantasy :)
   Mój syn, po latach czytelnictwa tolkienowskiego, DL, Warhammera, Pilipiuka, Piekary itd. pogrążył się w planszówkach. Jest nawet jednym z głównych organizatorów Łódzkiego Portu Gier. Dla mnie jest to zabawa w przestrzeni ściśle ograniczonej, niezbyt wielkiej i nie dającej pola wyobraźni. 
   WOLĘ CZYTAĆ!

janjuz - 2013-08-11 21:23:54

Xazax! Nie mam pojęcia gdzie powinienem wpakować ten post więc wpadłem na kufelek do Gospody. Jak już pisałem - nie jestem graczem ale podyskutować ... w to mi graj!



Obejrzałem twój ostatni filmik (ten o Skyrim: Elder Scrolls) i wysłuchałem opinii nt Raistlina. Co prawda wygłaszana opinia była wciąż przerywana rozwojem sytuacji w grze ale chyba pojąłem w czym rzecz.
Otóż wg Xazaxa pragnienie mocy dla samej mocy jest czymś gorszym niż pragnienie mocy w celach bardziej czy mniej szlachetnych. Zgadzam się z tym i… wcale się nie zgadzam jednocześnie! Dobro, szlachetność, współodczuwanie czy nawet miłość nie są bytami samymi w sobie lecz tylko subiektywnymi, zależnymi nawet od obyczajów kulturowych, pojęciami. W prowincji Heian w Chinach, syn obdarowuje matkę piękną, rzeźbioną, złoconą i bardzo drogą TRUMNĄ! Jest bardzo kochającym synem. W naszej kulturze to potwór moralny. Dobro i szlachetność wobec jednej osoby jest złem moralnym wobec tej osoby przeciwnika. Pragnienie mocy by dobro czynić może doprowadzić do takich wynaturzeń, że hitleryzm siada. Przykładem jest idealista i ideolog Karol Marks! Wszak ideologię stworzył dla dobra powszechnego a co z tego wynikło, wszyscy wiemy.
Wydaje mi się, że już czystsze może być pragnienie siły, czy mocy, dla samej siły, czy mocy. Posiada się wtedy narzędzie bo siła jest tylko narzędziem. To tak jak nóż – możesz nim flaki wypruć a możesz i chleb pokroić. Dobro czy zło nie ma do noża absolutnie nic. To w głowach ludzi (krasnoludów, elfów, gnomów itp.) rodzić się mogą myśli i idee dobre albo złe. A czasami (a może najczęściej) dobrozłe.
Stajemy tu przed moralnym dylematem, którego nie odważę się rozstrzygać – czy jest czynem moralnym zabić zabójcę? Albo okraść złodzieja? Oczernić potwarcę?
Przyznaję, że wolę uważać iż Raistlin pragnie mocy dla mocy. Co przy jej pomocy zdziała to już kompletnie inna sprawa.
Namieszałem???

Xazax - 2013-08-11 22:02:56

Janku, uwielbiam takie posty które muszę parę razy przeczytać zanim zrozumie :)
Poruszyłeś w tym poscie kulturę moralną? Można też się zastanowić nad tym. Skąd możemy wiedzieć o kulturze moralnej różnorakich ras z Krynnu? Mamy jedynie obraz kultur przedstawiony poprzez wypowiedzi bohaterów... A skąd wiem czy nasi bohaterowie sa poprawni ze strony moralnej?

janjuz - 2013-08-11 23:23:21

Tu siedzi najgorsza pułapka, chyba. Tego nigdy do końca nie wiadomo. Przecież poprawność moralna jest sprawą względną i subiektywną. Goblin nienawidzący elfa jest wg goblinów jak najbardziej moralnym osobnikiem pod słońcem Krynnu natomiast wg ludzi czy krasnoludów każdy goblin (lubi elfów czy nie) jest moralną padliną. I bądź tu mądry i pisz wiersze. Nigdy nie będziemy wiedzieć w sposób absolutny kto jest moralny a kto nie. Możemy tylko określić, kto spełnia NASZE normy moralne. Powstaje oczywiście pytanie, czy nasze normy moralne są moralne same w sobie. Gdyby tak pszczołom dać rozum zbliżony do ludzkiego to uznałyby, że jesteśmy osobnikami moralności pozbawionymi. Przecież najważniejszy jest ul! Z punktu widzenia pszczoły zabicie jednostki by ul ocalić to czyn moralny. Ba, zabicie całej grupy robotnic tylko dla lepszego bytu ula a nie jego przetrwania jest dobre i pożądane.
I znowu kłania się względność wszystkich pojęć. Zawsze będziemy w stanie określić moralność czyjegoś postępku wg naszych norm a nigdy wg norm uniwersalnych, bo takie po prostu nie istnieją. Każda rasa Krynnu jest moralna wg własnych norm. Każda z nich może uważać, że inne rasy są z moralnością na bakier. To samo zresztą odnosi się do rozumu, inteligencji czy cywilizacji. Kendera prawie każdy uzna za durnia lecz kender innych uzna za dziwaków bo się CZEGOŚ boją. A życie to tylko pasjonujący łańcuch przygód.
A co do faktu jaki słusznie przytoczyłeś - kulturę moralną ras Krynnu poznajemy wyłącznie przez wypowiedzi bohaterów. Ja bym tylko dodał - oraz przez ich czyny. Tu jednak nasuwa mi się pytanie : a kultury moralne społeczeństw ziemskich to niby jak poznajemy? Też tylko słowa i czyny. Żeby poznać moralność Zulusa musisz rozmawiać z Zulusem, inaczej się nie da. Jeśli będziesz gadał z Anglikiem to dowiesz się tylko, co Anglik myśli o zuluskiej moralności.
Z Krynnem jest jeszcze ten probem, że sagę DL pisali ludzie. Nie elfy, krasnoludy czy inne stwory lecz ludzie. Jest więc to obraz wyobrażonych kultur przefiltrowany przez ludzkie poglądy moralne.
Swoją drogą: gdybym miał taki talent pisarski to postarałbym się napisać np. Legendę o Humie gdzie narratorem byłby minotaur Kaz. Ciekawe, jak Kaz widziałby walkę smoków i bogów? Ciekawe.

janjuz - 2013-08-28 20:54:20

Jak odróżnić dobro od zła?!
  No, toś walnął z grubej rury, Xazax. Z pytaniem tym w tytule postawionym tak śmiało, choćby z największym trudem powalczyć by należało.  Nie jest to mój własny dwuwiersz, to tylko przeróbka znakomitego poety.
A teraz nieco (ale tylko nieco) poważniej. Odpowiedzi na takie pytanie poszukują filozofowie, a zwłaszcza etycy, od jakiś 3000 tysięcy lat. Podejrzewam, że mędrcy chińscy rozważali to zagadnienie dobre 5000 lat temu. Odpowiedzi jest tyle, ilu myślicieli. Problem polega bowiem nie na odróżnieniu dobra i zła, lecz na sformułowaniu definicji dobra (lub zła), drugie jest przeciwstawieństwem pierwszego.
Najprościej można powiedzieć, że każde działanie nie krzywdzące innego człowieka jest dobre, natomiast krzywdzące jest złe. Lecz i tutaj kryje się nielicha pułapka (często wzmiankowana przeze mnie względność wszystkiego). Oto widzisz, że jakiś łobuz wyrywa staruszce torebkę i zaczyna wiać. Wiedziony rycerskim instynktem podstawiasz mu nogę, facet leci na glebę a ty odbierasz mu zrabowaną torebkę. To chyba czyn dobry, podkreślam, CHYBA. Bo a nuż to wnuczek odebrał babci torebkę zawierającą kwas solny, którym rzeczona babcia chciała potraktować facjatę dziadka bo sobie ubrdała, że 75-latek na dziwki poszedł? A poza tym, niech tam, w torebce była mizerna rencina babci a dres chciał tylko kasy na piwko. Czyn wg babci zatem chwalebny ale wg dresa zły okrutnie. Na pewno? Schwytany dres ląduje w mamrze, dostaje tam uczciwy wytrzask i (załóżmy) wraca na drogę cnót wszelakich a staruszki są zachwycone jego opiekuńczością. A zatem i dla dresa uczynek Twój wyszedł na dobre. Czyżby? Dres ma brata, jeszcze gorszego ABS-a, który mu nieźle pysk skuł bowiem od żadnej babci spod bankomatu kasy na piwko nie przyniósł. I teraz nasz bohater traci zęby, a może i ucho. Czy Twój uczynek wyszedł mu na dobre? Nie wiem, bo chyba kolejna babcia już się nie wymiga.
Celowo potraktowałem humorystycznie jedno z najważniejszych pytań ludzkości. W moim osądzie odpowiedź jest tylko jedna „nie wiem”. Przecież dobro i zło można rozróżniać wg emocji jak i wg rzeczywistych skutków. Co emocjonalnie jest dla ciebie dobre (właśnie walnąłeś niezłe piwko) to faktycznie może się okazać złe (po piwku narozrabiałeś i czekają cię niemiłe konsekwencje).
Problem jest troszkę podobny do prób ustalenia definicji matematycznej pojęcia „punkt”, albo „prosta”, albo „płaszczyzna”. NIE MA! Są to pojęcia pierwotne teorii mnogości. Dobro i zło są chyba, nie wiem na pewno bom nie etyk, pojęciami pierwotnymi teorii etyki.
Chyba wrócę do czytania prof. Kotarbińskiego „Rozważania o życiu godziwym”.

janjuz - 2013-08-29 09:43:48

Pytasz Xazax o merytoryczne tematy do poruszenia w gameplay.
   Ciemny tu jestem jak tabaka w rogu. Tak, jak wspomniałem w czatboxie – bardziej mnie interesuje zagadnienie, co dorosłych facetów trzyma przy fantasy, science-fiction czy grach tematycznych osadzonych w tych klimatach. Nie łapię na przykład fascynacji grami planszowymi jakie uparcie propaguje mój syn. Owszem, zagram raz czy nawet drugi (bardziej z uprzejmości niż potrzeby) ale na dłuższą metę… nie moja bajka.
   Może jestem po prostu z pokolenia, dla którego książka stoi na PIERWSZYM miejscu i nic nie jest w stanie tego zmienić? Może to tylko różnica pokoleń? Tyle, że nie całkiem, bowiem w świat fantasy wciągnął mnie po trosze syn właśnie.
   Mam ponad 60 latek, stary byk, poważny facet, ojciec dzieciom i dziadek wnukom, pan mąż i władca (dobrze, że żona tego nie czyta), jeszcze niedawno prezes międzynarodowej firmy, inwestor etc. Czytam o smokach, elfach, krasnoludach, czarach, magach, wcieleniach bogów (ateista zaparty) i potrafię się tak zaczytać, że nawet nie widzę, że noc już minęła i trzeba raczej śniadanie szykować. Co jest w tych klimatach, że tak ciągną? Dlaczego ciągną fantasy a pirackie opowieści już jakby mniej? Dlaczego na przykład dawniej ukochany Conan już mnie tylko śmieszy i odrzuca a Tolkiena studiuję od trzydziestu lat i ciągle odkrywam nowe wizje i idee?
Nie ośmielę się zaproponować żadnego tematu ani zakresu merytorycznego dla twoich youtubowych wynurzeń, aż tyle śmiałości (a czasem bezczelności) we mnie mieszka. Wolę przygotować może własny cykl filmików traktujący o najważniejszych dla mnie książkach, fantasy i całkiem mainstreamowych.
   Wydaje mi się, że nasze pola wyobraźni, pola doświadczeń, pola myśli i marzeń tylko częściowo na siebie zachodzą.  Byłoby chyba niedobrze gdybyśmy mieli jeden drugiemu coś sugerować. Swoje filmy więc twórz sam i sam dobieraj ich tematy. Nawet ten wybór będzie świadczył o tobie. Co innego bowiem mówi o człowieku fakt, że woli nakręcić film o grze komputerowej i skierować go do sobie podobnych maniaków (nie bójmy się tego słowa) niż nakręcić kolejny klip w stylu „ale odlot, ale muza, ale impra i wolne zioła” byle tylko więcej lajków na fejsie czy youtube złapać. To już coś mówi.
   Zakończę słowami pijackiej piosenki:
A gdyby mi ktoś wybrać dał,
Dziewczynę, konia, trunek,
Ja powiem mu – wybieraj sam,
Ja płacę za rachunek.

janjuz - 2013-08-29 19:42:32

Wiesz, Xazax, chyba muszę dodać jeszcze krótki komentarz do filmików z youtube, jakie dość regularnie zamieszczasz.
Całkiem fajnie idzie Ci gadka improwizowana na gorąco, lecąca równolegle z akcją na monitorze. Nie zawsze jednak improwizacja zdaje egzamin. Ktoś nawet (nie pamiętam już kto, skleroza) powiedział, że najlepsza improwizacja jest bardzo pieczołowicie przygotowana. Troszkę paradoks – tu klepanie na gorąco a tu klepanie dooobrze przygotowane. Zazwyczaj ci przygotowujący wypowiedź wcześniej wypadają trochę lepiej. I jeszcze uwaga techniczna, choć nie mam pojęcia jak mógłbyś ją zrealizować. Otóż wygłaszając coś do ludzi należy mówić DO LUDZI, nie do monitora. Tylko jak wtedy na gorąco grać, postać prowadzić, strzelać etc, to już zabijcie mnie, nie mam pojęcia.
A co do zawartości merytorycznej – NIE MAM POJĘCIA i nic w tym względzie ze mnie nie wyciśniesz. Ja się na tym po prostu nie znam, niekumaty jestem, analfabeta MMORPG, gry się dla mnie kończą na szachach (gdzie też jestem kiepściutki) więc proszę mnie nie wyciskać bom nie cytryna.

Raistlin - 2013-09-01 16:57:32

"co dorosłych facetów trzyma przy fantasy, science-fiction czy grach tematycznych osadzonych w tych klimatach."
Myślę, że każdy będzie miał na to pytanie inną odpowiedź. Na przykład są osoby, które wolą żyć w wyimaginowanym świecie, by ukryć się w nim przed problemami w realnym życiu. Powodów może być mnóstwo, niektórzy interesują się tajemnicami II Wojny Światowej, innych fascynują zwierzęta i oglądali by tylko kanały przyrodnicze, a nas fascynuje świat fantasy. Jak dla kogoś to, że czytam o elfach może wydawać się dziwne, tak dla mnie dziwne i niezrozumiałe jest czyjeś zafascynowanie piłką nożną. Jakiś zagorzały kibic zna nazwiska wszystkich piłkarzy danej drużyny, ja znam historię Ardy i piękną historię o pewnej elfce zakochanej w śmiertelniku :) Co kto lubi.

Raistlin - 2013-09-01 17:24:43

Bardzo mi się podoba sposób w jaki opisałeś Janku sprawę moralności czy odróżnienia dobra od zła. Uważam, że jest jedna zasada którą każdy człowiek powinien się kierować. Powiedział to Jim Jefferies w jednym ze swoich występów. Brzmi ona: "Staraj się nie być (tu przekleństwo)".  Ciężko mi coś więcej dodać w tym temacie. Moim zdaniem, moralność i odróżnianie dobra od zła, to wszystko wywodzi się z empatii.  Dodam jeszcze, że znaczna część ludzi, by nie powiedzieć większość, uważa że moralność ludzie posiadają dzięki religii, to bzdura. Jak napisał Richard Dawkins: "You don't need religion to have morals. If you can't determine right from wrong, then you lack empathy, not religion." I w pełni się z nim zgadzam w tej kwestii.

janjuz - 2013-09-01 17:41:05

Wiesz Raistlin, w tych rozważaniach o moralności, o dobru i złu, jest coś co przypomniało mi powiedzonko mojego Ojca. Kiedyś zapytałem go, miałem jakieś 12 lat, jak postąpić w jakiejś szkolnej, chłopacko-dziewczyńskiej sytuacji. Stary cwaniak nigdy nie odpowiadał wprost, czasami trzeba było się wsłuchać w to, czego NIE powiedział. Tym razem walnął mi krótko: Jak nie wiesz jak postąpić to na wszelki wypadek staraj się postąpić przyzwoicie, czasami na tym stracisz ale częściej dużo zyskasz.
Wiesz co. miał rację.
A co do relacji religii do moralności. Dawkins ma 100% racji, religia daje wierzącemu aprioryczne i narzucane zasady moralne (co samo w sobie jest niezbyt moralne) wynikające z dogmatów religijnych. Zatem chrześcijanin jest niemoralny w oczach muzułmanina i vice versa. I to z założenia. Jest to oczywiście guzik prawda.
Chyba najprostsze wyjaśnienie zasad moralnych daje żydowska przypowieść o rabinie i Hitlerze. Otóż przed II wojną światową Hitler wezwał naczelnego rabina gminy berlińskiej i powiedział, że jak mu tenże rabin wyłoży zasady wiary żydowskiej stojąc na jednej nodze to on, Hitler przejdzie na tą wiarę. Po chwili zastanowienia rabin stanął na jednej nodze i powiedział:
- Nie czyń drugiemu co ciebie nie miło.
Stanął na obie nogi i dodał:
- To cała Tora, reszta to tylko komentarze.

I z taką relacją religii do moralności można się zgodzić, tylko, że zasada wcale nie wynika z religii lecz właśnie z empatii.

janjuz - 2013-09-01 17:42:52

I dodam jeszcze do powyższego cytat nieduży;

Stanisław Jerzy Lec
- I ateizm może być czyimś świętym uczuciem -

Xazax - 2013-09-10 17:19:32

Oto moja odpowiedź : http://www.youtube.com/watch?v=VrJNESWz … e=youtu.be

A oto propozycja :

Podajcie swoje tematy na treść merytoryczną a ja wam rzucam parę propozycji na Gameplay :

- Wejście na najwyższą górę w Skyrim " Gardło świata" a tam walka bądź rozmowa z Prastarym smokiem : http://pl.elderscrolls.wikia.com/wiki/Paarthurnax
Tu jest wasz wybór : albo go zabijamy albo rozmawiamy ?
- Wejscie do krainy uwięzionych dusz a tam do wyboru : odnalezienie duszy legendarnego konia Arvaka, bądź poszukiwania szczątków dusz.
- Zwiedzenie dowolnych ruin

janjuz - 2013-09-10 17:59:09

Właśniem sobie obejrzał filmik.
O wiele bardziej od gry interesowała mnie twoja opinia o nas , zakręconych przez fantasy. Z jedną sprawą zgadzam się w ciemno - w realu NIGDY nie spotkam smoka, elfa czy krasnoluda. I rzeczywiście jest to jedna z przyczyn dla której przepadam za tymi klimatami. Druga sprawa, z którą też mogę się zgodzić, to ucieczka od szarej codzienności, od ciągłej walki o kasę, od wyścigu szczurów etc. Niestety, to jest tylko jedna strona zagadnienia - przecież równie dobrze mógłbym zaczytywać się w kryminałach czy psychologicznych powieściach tak ulubionych przez Twoją dziewczynę, przez Najlepszą z moich Żon również. A mimo to wybieram baśń. Bo przecież fantasy to jest baśń. Czai się tu niezbyt chwalebna możliwość - otóż moja żona twierdzi, że faceci dorastają do 6 roku życia, potem już tylko rosną. Może myśmy nigdy nie dorośli? Może w głębi duszy nadal jesteśmy, przynajmniej częściowo, dziećmi? Nie wiem. Wiem tylko, że kompletnie mi to nie przeszkadza.

A teraz co do techniki filmiku - extra bomba krucafuks! Tak trzymać! A najlepiej przeplataj (o ile to możliwe) układ ekranu z Tobą w małym oknie z układem, gdy film gry jest tylko dla Ciebie tłem. Będzie ciekawiej, tylko nie wiem czy to wykonalne.

W każdym razie: obejrzałem, wysłuchałem i czekam na dalsze ciągi (zwracam uwagę na liczbę mnogą!). Z tym, że ja ci na pewno nie podpowiem o czym masz mówić. Ciekaw jestem co Ty wybierzesz :)

Arvina - 2013-09-12 21:44:02

Joł joł joł, witam wszystkich po dłuższej przerwie.

Obejrzałam ten ostatni filmik, więc czuje się zobowiązana do wydania opinii.
Oczywiście na początek pochwały dla Xazaxa za świetną robotę i ładne widoczki :) Też nie jestem graczem, ale to chyba bardziej z powodu braku czasu niż niechęci do gier, ale za to książki... O tak, to jest moje życie. (W zasadzie wciąż nie mogę się zdecydować co jest ważniejsze dla mnie - muzyka czy książki.) Xazax wspominał, że ma ciekawe życie, moje niestety takie nie jest,ale o tym nie rozmawiamy. Dlatego czytam książki fantasy - żeby się oderwać od codzienności, wręcz zapomnieć o niej. A jako że mam niesamowicie bujną wyobraźnię, nie potrzeba mi innych bodźców wizualnych w postaci gier. Lubię patrzeć, gdy ktoś gra, zadawać pytania do tego co się dzieje tam na ekranie, podsuwać strategie, czyli mieć jakiś wkład, ale tak bardziej z daleka. Ale oddałabym wiele, gdyby istniała możliwość przeniesienia się do fantastycznego świata.

Co do tego jaki temat masz wybrać na następny film... W grze głosuje na rozmowę ze smokiem i szukaniu duszy kucyka :D A co do merytorycznej części - mów o czym chcesz, choćby o jedzeniu, i tak będę uwielbiać Twój głos :)

janjuz - 2013-09-12 21:57:24

O właśnie!
   Mów co chcesz! Przecież w ten sposób więcej się o Tobie dowiaduję, niż gdybym zadawał Ci głupie pytania albo podsuwał tematy. A ciekawski jestem, że strach! Już samo to, co wybierzesz jest istotne dla poznania, z kim mamy do czynienia. Więc naprzód. Czekamy na DALSZE CIĄGI!
   W niedzielę chyba podam dalszy ciąg przygód krasnoluda.

Arvina - 2013-09-12 21:58:50

A ja gdy zdam jutro egzamin to w poniedziałek będzie dalsza część mojego "opowiadania". Tak, wreszcie się pojawi :P

Xazax - 2013-09-14 18:39:27

Okej, więc będzie wycieczka na "Gardło świata" :)

Xazax - 2013-09-14 19:14:55

Tak swoją drogą, te filmy które wam tu pokazuje to nie jedyne które robię. Zapraszam was w wolnej chwili na mój kanał o grach, książkach i filmach.
Może żeby było wam wygodniej to podam linki do playlist (serii)
Biblioteka : http://www.youtube.com/playlist?list=PL … ycEVbdiTlU
Filmoteka : http://www.youtube.com/playlist?list=PL … 19SoEzCQxL
Horrory : http://www.youtube.com/playlist?list=PL … svckF8GlbD
Filmy "Popularne" (wywiady, relacje) http://www.youtube.com/user/Gamepocalyp … lf_index=1
Wszystkie filmy do wyboru do koloru :) http://www.youtube.com/user/Gamepocalyp … lf_index=0

Jeśli macie konto na Youtubie czy fejsbuku to zapraszam do subskrypcji i lajkowania :)
Codziennie wrzucam nowy film o różnorakiej tematyce

Xazax - 2013-09-17 11:02:40

No to macie odcinek numer PIĘĆ!
http://www.youtube.com/watch?v=sQV2svSn4Cw

Wasza decyzja, zabijamy smoka czy nie?
W następnym odcinku udam się do lokacji "Soul Cairn" (Jaknku możesz przetłumaczyć)
Tam postaramy się wykonać parę ciekawych zadań i odnaleźć duszę Konia Arvaka

A tak wygląda Soul Cairn
http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20120606131630/elderscrolls/images/8/86/Dawnguard-soulcairn.jpg

janjuz - 2013-09-17 11:31:00

Obejrzałem dzisiejszy filmik Xazaxa. Muszę przyznać, że wrażenie robi mocne. Grafika faktycznie dobra a fabuła nieprosta. Zaznaczam; NIE JESTEM GRACZEM więc patrzę na to bardziej jak na twór literacki wsparty dobrym obrazem a jednocześnie zadający pytania tak fundamentalne jak smok zadał głosem Fronczewskiego. Muszę powiedzieć przy tym, że kompletnie mnie nie przekonują przeszkody w rodzaju lodowych upiorów, niedźwiedzi etc. Wolałbym, by bohater musiał się wysilić intelektualnie a nie fizycznie. Ale gra jest przecież przeznaczona nie tylko (a nawet nie przede wszystkim!) dla takich Matuzalemów jak ja! Dzieciaki też muszą mieć frajdę.
   Mam tylko nadzieję, że zastanowią się nad pytaniem:
- czy lepiej jest urodzić się dobrym, czy ogromnym wysiłkiem pokonać własną pokręconą naturę?
Odpowiedź na to pytanie daje oczywiście również odpowiedź na inne: czy mamy smoka zabić?
   Ponieważ zawsze stoję na stanowisku, że co łatwo przyszło cenione nie będzie, więc urodzenie się dobrym jest nic nie warte. Nie masz wtedy punktu odniesienia. Nie wiesz co jest dobre a co złe bo zła nigdy nie zaznałeś we własnym wnętrzu. Jeżeli poczucia prawości nie wykształciłeś sam we wnętrzu własnego charakteru to nie jesteś człekiem prawym, nie znasz nieprawości, nie umiesz odróżniać co prawe a co nie. Zatem odpowiedź na smocze pytanie jest oczywista: NAJWIĘKSZY ZWYCIĘSTWEM JEST POKONANIE WŁASNYCH SŁABOŚCI CZY NIEGODZIWOŚCI MOCĄ WŁASNEJ WOLI I CHARAKTERU.
   Takie postawienie sprawy implikuje natychmiast odpowiedź na pytanie o zabicie smoka – NIE! NIE WOLNO! Powiedziałbym nawet, że zabicie go spowoduje może spowodować powstanie sytuacji, w której zabraknie przykładu dla innych, że taka przemiana jest możliwa. Zabijając go staniemy się zatem winni, co z tego że potencjalnie a nie bezpośrednio, pozbawienia szans przemiany wewnętrznej innych popaprańców. Możemy wtedy wypuścić na świat całą rzeszę osobników pozbawionych skrupułów w walce o panowanie nad umysłami innych. Straszne.

Co do przetłumaczenia „Soul Cairn”
   Soul to oczywiście Dusza, natomiast rzeczownik Cairn oznacza kopczyk kamienny, ustawiany jako znak (najczęściej przydrożny) ale w kulturze celtyckiej oznacza też oznakowanie grobu kogoś, czyjego imienia albo nie znamy, albo wolimy nie pamiętać. Czasami można znaleźć odniesienie do tradycyjnego kurhanu ale to już naciągane nieco. Przetłumaczyłbym to raczej jako „Obelisk Dusz” lub „Kopiec Dusz”.

Xazax - 2013-09-17 11:42:10

janjuz napisał:

Muszę powiedzieć przy tym, że kompletnie mnie nie przekonują przeszkody w rodzaju lodowych upiorów, niedźwiedzi etc. Wolałbym, by bohater musiał się wysilić intelektualnie a nie fizycznie. .

W poprzednim odcinku była duuuuża zagadka logiczna którą ukończyłem poza planem filmowym :) ( Nie da się bardzo intensywnie myśleć i opowiadać o innej rzeczy :)
Jeśli dobrze pamiętam to w filmie padło parę pytań :)

janjuz - 2013-09-17 11:56:40

W każdym Twoim filmie padają, i to doskonale, pytania. Zmusza to oglądających do myślenia a to jeszcze lepiej. Moje zastrzeżenia co do zwalczania mieczem przeszkód odnosiły nie do Ciebie, lecz do twórców gry. jestem fanem Fantasy of Sword and Sorcery ale przypomina mi się tekst z jednej z pierwszych opowieści o Pilocie Pirxie autorstwa St. Lema. Chodziło o pytanie zadane przez Instruktora gromadzie Kadetów, co należy zrobić gdy w podróży kosmicznej nagle twój statek nawiedzą obcy. Odpowiedzi kadetów oscylowały od natychmiastowego otwarcia ognia ze wszystkich luf do równie natychmiastowej ewakuacji i ucieczki. Instruktor zadawał zawsze to samo pytanie: A może by tak najpierw POMYŚLEĆ?
   Czasami właśnie tego brak w grach. Nie mówię tu o Skyrim bowiem wygląda mi na to, że poza umiejętnościami bojowymi w grze ważne jest podejmowanie decyzji. I to właśnie mnie kręci.

Xazax - 2013-09-17 12:50:33

Skyrim nie jest jedynym reprezentantem gatunku RPG ( Gdzie walka ustępuje miejsca wspaniałym dialogom, moralnym decyzjom i barwnym postacią oraz rozwojowi naszego protagonisty)
Myślę że najlepszym przykładem takiej gry jest seria Wiedźmin gdzie scenariusz i dialogi pisał sam Sapkowski ( co nakłoniło go do rozpoczecia prac nad nowymi książkami o wiedźminie)
Myślę że jak tylko kupię sobie cześć pierwszą to pokażę wam trochę rozgrywki, narazie jednak zaproponuję zapoznanie się z kunsztem twórców w dwóch filmach ( Epickość tak wysoka że Skyrim może sobie poszczekać)
https://www.youtube.com/watch?v=qphn7_kztLQ
Oraz ten po którym mam ciarki
https://www.youtube.com/watch?v=WY5Sw4oa-kk

Jeśli chodzi o Skyrim to ciężko wyczuć moment do nagrywania, zdarza się tak że jak gram to przez dwie godziny nie wyciagam broni... Są tu narady wojenne, śledztwa, dochodzenia i caaaaaaała masa zawartości bez walki. Ale jak wciskam magiczny przycisk nagrywania zaraz horda smoków mnie napada...
Momentami jak gram przychodzi do mnie myśl "szkoda że nie nagrywam tego na smoczą lancę, spodobało by im się"
Trzeba zwrócić uwagę na to że jest to żywy i otwarty świat, nic nie można do końca zaplanować... Znając życie jakbym wam chciał pokazać ciągłą walkę to by się okazało że niedawno przelatywał smok i pozabijał mi wszystko :P Zdarza się tak że jakaś kluczowa postać która nas prowadzi w sekretną kryjówkę spadnie z klifu i już mamy po zabawie.
Osobiście czekam na kolejną odsłonę serii, ma być duuuużo bardziej rozbudowana, również fabularnie. Bedzie to gra MMO czyli zamiast przeciwników sterowanych przez komputer będziemy tu walczyć, handlować, rozmawiać i śmigać z prawdziwymi graczami.
Akcja gry toczy się na milenium przed wydarzeniami przedstawionymi w The Elder Scrolls V: Skyrim. Fabuła kręci się wokół paktu, który został podpisany pomiędzy rodziną Thern a potężnym nekromantą Mannimarco. Umowa ta związana jest z próbą odzyskania przez Imperium utraconej potęgi oraz rozciągnięcia jego wpływów na dodatkowe terytoria. Przedstawiciele arystokracji kontynentu Tamriel nie wiedzą jednak, że Mannimarco zawarł sojusz z potężnym demonem Molag Balem, którego celem jest zdobycie władzy nad światem. Dzięki temu mrocznemu przymierzu polegli w walce bohaterowie mogą zostać przywróceni do życia i wrócić do toczenia kolejnych bitew. W założeniu twórców, jest to wstęp to o wiele bardziej skomplikowanej historii.
Będzie opowiadała o zimnej wojnie między trzema frakcjami Tamriel : Pakt Ebonheart (zrzeszający rasy Nordów, Dunmerów i Argonian) czyli Synowie Skyrim, Dominium Aldmeru (Altmerowie, Bosmerowie i Khajiitowie) oraz Przymierze Daggerfall (Orkowie, Bretoni, Redgardowie)
Zwiastun pokazuje jak bardzo będzie się różnił styl gry między frakcjami

https://www.youtube.com/watch?v=XH9fCA3dmGc




A co wam się najbardziej podoba w Fantastyce? Postacie? Lokacje?

janjuz - 2013-09-25 19:49:25

Xazax! Nareszcie DragonLance! Troszkę musiałem poczekać ale się doczekałem.
Krytyka techniczna: zero uwag, potrafiłeś mnie zmusić do skupienia i wysłuchania od początku do końca i o to chodzi! (jako purysta językowy nie przepadam za określeniami typu „spoilerowanie” ale to sprawa indywidualna a może już pokoleniowa )
Krytyka merytoryczna: świetnie omówione pochodzenie sagi, to ważne bowiem przyszły czytelnik z góry jest uprzedzony, że będzie przygodowo i magicznie. Omówiłeś, i to dość szczegółowo drużynę (podobną jak u Tolkiena, tutaj się z Tobą nie zgadzam – Tolkien jest lepszy, może trudniejszy w czytaniu ale lepszy), lekko zarysowałeś rasy natomiast nie wiem czemu, może celowo, nie wspomniałeś o SMOKACH ani o całym panteonie BOGÓW. Cała saga wszak opiera się na fakcie, że bogowie potrafią działać niemal materialnie na świat Krynnu (tej nazwy też nie było) a na domiar wszystkiego smoki to mogą wspierać, niszczyć lub działać tylko w swoim interesie.
   W moim pokoleniu użycie publiczne sformułowania „urywa dupę” było po prostu zabronione! Za to można było dostać po pysku. Różnica pokoleń.
   Na zakończenie jedna uwaga: może to sprawa techniczna, może indywidualna, może trema a bo i co inszego: ponieważ mówisz dość szybko  więc i dość szybko zasycha ci w ustach, słychać jak przełykasz, może gdybyś film realizował poszczególnymi ujęciami a potem go montował miałbyś większą kontrolę nad tekstem i mową? Nie wiem ale na Twoim miejscu popróbowałbym.
Ocena ogólna w skali do jakiej JA przywykłem, czyli 2-5:  daję 4+
CZEKAM NA WIĘCEJ!!!!!!!

Xazax - 2013-10-12 12:57:09

Ok mały update filmów :
Skyrim #7 czyli pomówmy o wspomnieniach
https://www.youtube.com/watch?v=f1OTcNQnJgI
Podziękowania z okazji 200 widzów nabitych na kanale. Dziekuje również wam
https://www.youtube.com/watch?v=Vcq1fQTd410

janjuz - 2013-10-16 21:08:25

Xaz! Błagam! Jedna sprawa na raz! Namieszałeś tak z tymi wspomnieniami, że się nieco pogubiłem. Mam tylko pytanie - czy wspomnienia zamieszczać w jakimś odrębnym wątku czy na przykład w Gospodzie, przy stoliku w kącie?

janjuz - 2013-10-16 21:47:13

Zaproponowałeś, Xazax, podzielenie się ważnymi wspomnieniami. Mam takich kilka. Na domiar nieszczęścia, przez całe lata miałem zwyczaj spisywania notatek z co najlepszych zdarzeń, wspomnień, przemyśleń. Początkowo pisałem na kartkach, potem przepisywałem to na dyskietki 3" (tak, 3 a nie 3,5 - to był Amstrad), potem pisałem na IBM PC  pod Chiwriterem (edytor dosowski), potem zaczęła się era Windows i Office'a. Piszę do dziś. Wspomnienia ważne, wesołe, smutne, śmieszne i tragiczne. Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić tekst, jaki spłynął z mego pióra w latach 80-tych.



Pierwsze wspomnienie o Ojcu
--------------------------------------
Mój ojciec był człowiekiem niesamowicie zalatanym. Pamiętam do dziś reakcję matki, gdy wrócił do domu około 17.00;

- Z pracy cię wywalili?!

Ojciec wracał zazwyczaj około 19.00 – 20.00.  Był w tym czasie dyrektorem naczelnym dzisiejszej Foniki. Dla mojej siostry czasem znalazł chwilkę, lecz ja byłem za mały na jakiekolwiek poważniejsze kontakty.

Do końca świata zapamiętam dzień moich siódmych urodzin – 1959.05.02.  Pogoda była wspaniała, ojciec wrócił z pracy bardzo wcześnie, co tym razem nie zdumiało mojej matki, i zaproponował mi spacer. Nie byłem w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa, lecz ubrałem się do wyjścia w kilkanaście sekund.

Spacerowaliśmy jakieś dwie godziny. Początkowo w całkowitym milczeniu, potem zaczęliśmy rozmawiać. Nie potrafię przypomnieć sobie samej rozmowy; najważniejsze było jedno stwierdzenie -  „ Jesteś już na tyle dorosły, by rozmawiać nie tylko z matką. Co tydzień pójdziemy na taki spacer. Możesz pytać o wszystko a ja postaram się odpowiadać”.

Jak zawsze, ojciec dotrzymał słowa. Niedzielne spacery stały się nienaruszalnym zwyczajem. Zawsze dwie godziny, zawsze milion pytań, zawsze prosta odpowiedź. Najwięcej moich pytań, według opinii ojca, zaczynała się od  „dlaczego?”. Podobno moja siostra pytała raczej „a co to?”.  W opinii ojca było to znamienne, ja starałem się znaleźć przyczyny i skutki, a moja siostra fakty. Nie miałem pojęcia, że to było ważne.

Kiedyś zapytałem go, jak mam się zachować w pewnej, dla mnie całkowicie nowej sytuacji (doprawdy mało wiedziałem o tym jak rozmawiać z dziewczynami i czy w ogóle z nimi można rozmawiać – miałem jakieś jedenaście lat !).  Odpowiedź ojca mnie zaszokowała. Do dnia dzisiejszego staram się jednak postępować według tej rady:

- Pewien mądry facet powiedział, że jak nie wiesz jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie. Na dłuższą metę tak będzie lepiej, choć czasem stracisz to i owo.

Bądź tu mądry i pisz wiersze! Skąd ja mam wiedzieć, kiedy zachowuję się przyzwoicie a kiedy nie! Dyskusja na ten temat trwała chyba aż do zakończenia ery spacerów, czyli do matury.

W sumie chyba to właśnie te spacery mnie ukształtowały w największym stopniu. Rady ojca spowodowały, że straciłem w życiu niejedną, fascynującą okazję. Mam tylko nadzieję, że nie ściga mnie niczyj żal czy niechęć.

Jeden spacer zapamiętałem w sposób szczególny, wynikał bowiem z mojej inicjatywy. Tuż za naszym blokiem była niewielka łąka, ot, kilka arów trawy. Z okna mojego pokoju wpatrywałem się czasem w tą łączkę i oczyma wyobraźni widziałem tam drzewo, którego tam nie było. Ten stan rzeczy nieustannie mnie frustrował, bowiem moja wyobraźnia brała wyraźny rozbrat z rzeczywistością, co nie jest najprzyjemniejszym doświadczeniem. W końcu stwierdziłem, że najłatwiej będzie zmienić rzeczywistość.

W niedzielę poprosiłem ojca o spacer do Łagiewnik, gdzie wykopałem sadzonkę klonu. Fakt, że zabrałem na spacer niewielki szpadel, musiał zdumieć ojca, lecz stary cwaniak nawet nie pisnął, jakby szpadel na spacerze był czymś zrozumiałym samo przez się. Jedynym komentarzem było krótkie stwierdzenie, że klon jest na tyle młody, że powinien się przyjąć w innym miejscu. Wracając do domu zasadziłem klon na łące. Reakcja mojego ojca była zdumiewająca:

- Bardzo ci dziękuję, synku. Dzięki tobie stałem się dziś mężczyzną w stu procentach.

Co ma piernik do wiatraka? – pomyślałem. Zdumienie moje musiało być widoczne, bowiem ojciec zaczął wykład, który parę lat temu chciałem powtórzyć memu synowi, jednak do dziś tego nie zrobiłem.

- Widzisz, stary, jest pewna poważna różnica między chłopakami i dziewczynami. One dojrzewają jakby skokowo. Pewnego dnia, pojęcia nie mam którego, dziewczyna przekształca się w kobietę. Nie ma już dziewczyny – jest kobieta. Pstryk, i już. Z nami jest znacznie trudniej. My stajemy się mężczyznami stopniowo, dzień po dniu, rok po roku. Można jednak wyznaczyć na tej drodze pewne kamienie milowe, znaki drogowe. Miałem czternaście lat, gdy zasadziłem pierwsze drzewo i mój ojciec, Jan, powiedział, że w dwudziestu procentach jestem już mężczyzną. Gdy kobietę, z którą będę chciał spędzić życie, wprowadzę do domu i ona uzna to za swój dom, będę mężczyzną w siedemdziesięciu procentach. Lecz sto procent zdobędę w dniu, gdy mój syn zasadzi drzewo. Podobno tak dziadka Jana nauczył jego ojciec, Stanisław, mój dziadek.

Siedziałem na trawie, ogłupiały, ze szczęką dolną spoczywająca swobodnie na glebie. Po dłuższej chwili, gdy szczęka wróciła na mniej więcej swoje miejsce, wyjąkałem:

- Więc mój syn powinien mieć na imię Stanisław.

Uśmiech ojca był dość kpiący, lecz słowa były chyba gorsze:

- Może nie jest z ciebie taki tępak jak myślałem.

Ojca już nie ma. Trzy lata temu jakiś cham ściął mój klon. Mój syn ma na imię Stanisław, a ja wciąż czekam, żeby zasadził drzewo.

Czy pokolenie kultury SMS potrafi myśleć o drzewie?



***** ostatnie dwa zdania dodałem w roku 2000 *****

janjuz - 2013-10-18 22:00:55

Chyba wrzucę tu kolejne z moich wspomnień. Proszę wybaczyć surowość opisu ale pisałem to prawie natychmiast po powrocie z okrutnego rejsu i nie wszystko miałem jeszcze poukładane.


Okrutne morze


Morze ma różne oblicza. Czasem bywa jak najczulsza kochanka; ukołysze, dopieści i pokaże twarz najpiękniejszą. Innym razem będzie jak niedostępna piękność; łasisz się do niej i przymilasz a ona nawet nie zauważy twego istnienia. Bywa też, że morze ukazuje twarz kochanki wzgardzonej, odrzuconej; bezlitosna furia.

Pływałem już dość dużo i zawsze morze było łaskawe. Jeżeli wchodziliśmy w sztorm, to było to raczej jak krótki pokaz możliwości naszej lubej. Ot, taka mała przestroga; uważaj, bratku, mogę być i taka.

W październiku 1997 roku wyszliśmy w regaty Heweliusza z redy Sopotu. Dziewięciu chłopa na „Hasce”. Nasz piękny jacht klasy Opal był po remoncie kapitalnym. Chodził sucho i dzielnie. Dowodził Jurek Sokołowski, pierwszym był Mietek Ircha, ja – drugim a Jasiu Nahorny – trzecim. Załogę stanowili doświadczeni sternicy jachtowi. Doświadczeni co prawda głównie z Mazur lecz przynajmniej po jednym rejsie morskim już za sobą miał każdy. Andrzej i Marek (bracia - bliźniacy z Bytomia), Janusz Dębiec z Łodzi i Rysiek z Warszawy. Ze składu załogantów znałem tylko Janusza; pływał często w Ślesinie. Załoga wyglądała na mocną, nie nawalimy w morzu.

Wyszliśmy z redy Sopotu przy ósemce, byliśmy na piątej, może szóstej pozycji. Na tej pozycji dotarliśmy do Helu. Przy wietrze zachodnim wszyscy szli półwiatrem, żadnej taktyki, manewrów. Proste ciągnięcie do przodu ile tylko Bozia dała mocy. Na boi helskiej kurs północno – zachodni. Wychodzimy ostro do wiatru i zaczynają się podchody. Ktoś komuś ukradł wiatr, inny drugiego wyostrzył do łopotu, zwykłe podchody.  Jurek Sokołowski stara się nie brać w tym udziału. Idziemy po zawietrznej stronie całej stawki lecz w takiej odległości, że ich walka nie zakłóca naszej żeglugi. Powoli ta taktyka daje rezultaty. Za Rozewiem jesteśmy na trzeciej pozycji.

Nadchodzi noc. Wiatr zaczyna odchodzić na kierunek północny i znacznie się wzmaga. Jest dziewiątka, po godzinie – dziesiątka Beauforta. Sztorm aż ryczy! Dzielny „Haska” idzie ostro do wiatru, pokonuje kolejne fale. Co chwila któraś z nich wchodzi na pokład a wtedy stoimy po pas w wodzie przez kilka sekund. Wszyscy na pokładzie przypięci linami do takielunku stałego. O północy Jurek każe zarefować grota! Idziemy, Jasiu i ja, z Mietkiem Irchą. Mietek ma siłę wystarczającą do samodzielnego złamania masztu ale tutaj to za mało! We trzech z trudem zakładamy dwa refy i, zmordowani, wracamy do kokpitu.

- Mietek!! – krzyczy Jurek – zmień wachtę! Idźcie pod pokład!

Mietek tylko kudłatym łbem kiwnął. Nie miał sił nic odkrzyknąć w odpowiedzi. Zeszliśmy. Bliźniaki i Janusz byli już gotowi do wyjścia. Zawołałem tylko:

- Przypnijcie się dobrze bo zmywa wszystko!

- Najlepiej na dwie lifeliny – dodał Mietek – fale takie, że zdjęło mi kalosza!

Walimy się do koi. Czuję jeszcze jak ktoś, chyba Rysiek, zdziera ze mnie sztormiak i ściąga mi kalosze, potem zapadam w sen, podtrzymując się cały czas nogi stołowej by nie wylecieć z koi. Jeszcze tylko jedna myśl:

- Dzisiaj morze dostało szału.

I zapadam w sen.  Przez sen czuję, jak jachtem niemiłosiernie wali o falę, dociera do mnie huk rozwścieczonego morza. Zanim zapadnę w nicość, we łbie zakołacze się jedna, głupia refleksja: - Co ja tu, do cholery, robię! Co mnie tu przygnało!

Po kilku, jak mi się zdawało, sekundach, budzi mnie ryk, obwieszczający coś, co dla nas oznacza najgorszą ewentualność:

- CZŁOWIEK ZA BURTĄ!!! Wszystkie ręce na pokład!!!

Jeszcze śpię lecz już mam na sobie sztormiak, kalosze i kapok. Lifelina! Won na dek!

W wejściu łapie mnie  Jurek:

- Jasiek! Do radia! Wzywaj MAYDAY!

Rzucam mu tylko szybkie:

- KTO?!!

- Janek!

Lecę do radia. Jasia Nahornego widzę, więc wiem, że chodzi o Dębca!

- S.y. Kapitan Haska, S.y. Kapitan Haska na częstotliwości alarmowej! Mayday! Mayday! Mayday! Kto mnie odbiera?

Nawet nie zdążę powtórzyć, gdy w odbiorniku zatrzeszczało:

- Stacja brzegowa Łeba! Wzywam Kapitan Haska! Podaj pozycję!

- Kapitan Haska! Do stacji Łeba! 8 mil na północ od boi Łeba 1! Alarm człowiek za burtą!

- Przejmuję dowodzenie akcją! Haska przejść na nasłuch! Do wszystkich w kwadracie 44,56! Nakazuję kurs na boję Łeba 1! Godzina 02.12.

Wylatuję na pokład.

- Łeba 1 przejęła akcję! – ryczę do Jurka

- Wracaj i nasłuch! Melduj o jednostkach!

Wracam. Widzę tylko jak Mietek i Jasiu, wpięci lifelinami do want grota i bezana, wychylają się za burtę i wskazują kierunek. Nie jest źle! Widzą go! W tych warunkach to połowa sukcesu!

Radio podaje jednak złe wiadomości. W naszym rejonie nie ma nawet kutrów rybackich! Nic! Pusto! Inne jachty ciężko sztormują. Najbliższy jest o dwadzieścia dwie mile od nas i robi 5 węzłów! Ponad cztery godziny! O ile w ogóle dojdzie!

Wołam Łebę 1 i pytam o helikopter, chociaż wiem, że w tych warunkach nie wystartuje. Potwierdzam pozycję. Potwierdzam; idziemy pod żaglami i na silniku jednocześnie. Wreszcie wiadomość: z Łeby wyszedł Ratownik 3. Ma 14 mil do nas a  robi jakieś 8 węzłów. Półtorej godziny. Dla Janka to za długo! Hipotermia!

Wypadam na pokład! Przekazuję Jurkowi.

- Stań w zejściówce i obserwuj na prawą burtę! Tam jest Janek! – krzyczy Jurek – cały czas wskazuj kierunek – a na łeb słuchawki od radia i nasłuch!

Wciągam słuchawki i wypatruję Janka. Widzę, że Mietek, wychylony znacznie bardziej na dziób wskazuje prawy trawers. Ja Janka nie widzę ale Jurek nie widzi Mietka! Wskazuję prawy trawers!

- Widzisz go!!! – ryczy Jurek

- Nie! – wołam – ale Mietek tam wskazuje!

- Dobra! Przekazuj mi Mietka!

Walka z falą, nawet na silniku, jest koszmarna. Co chwila dostaję w łeb kilkoma wiadrami wody, tracę z oczu Mietka, przecieram ślepia i widzę Mietka wyłaniającego się z wody. Wskazuje! 30 stopni od dziobu w prawo! Powtarzam! Jurek reaguje lecz fala uparcie odrzuca nas z kierunku. Jurek daje pełną moc na katarynce i robi zwrot przez sztag!!!

Mietek, zalany po pas wodą, niknie mi z oczu! Po chwili wynurza się na lewej burcie, wpina linę i wypatruje. Jest! Mietek podnosi lewą rękę dwa razy! Dwa kable!

- Dwa kable lewo trzydzieści!!!! – ryczę do Jurka i wskazuję kierunek.

Nagle, na szczycie odległej fali, widzę pomarańczowy kapok i dwa koła ratunkowe!

- JEST!!!!! – wołam do Jurka – dawaj lewiej!!!

Kataryna aż jęczy z wysiłku! Tylko jeden kabel! Pół kabla! Wszyscy zebrani na lewej burcie z bosakami! Dwadzieścia metrów!

Rzucają liny! Idioci! Pod wiatr żadna nie doleci! Ściągać nim zawiną się w śrubę! Zdążyli! Jurek podchodzi do widocznego już Janka!

Dźwięk zamierającego silnika jest jak nóż wbity w plecy!!! W takiej chwili padł!! W jednym momencie jesteśmy znów dwa kable od Janka!!

Idziemy na samych żaglach! Jurek dokonuje cudów żeglarskich i, na wściekłej fali, robi zwrot na wiatr. Wyszło! Idziemy prawym halsem jakieś pięćdziesiąt metrów! Zarabiamy do Janka dziesięć! Zwrot! Tracimy pięć! Idziemy pięćdziesiąt zarabiając dziesięć! Zwrot! I tak bez końca! Wreszcie widać Janka przed dziobem! Wściekły Mietek wskazuje pozycję z dziobu! Jest dwadzieścia pięć metrów na lewej burcie!  Jeszcze jeden zwrot!

Świta!

Nawet nie zauważyłem, że zaczęło się lekko przejaśniać! Sztorm dalej się ścierwi ale nie jest już tak przeraźliwie ciemno. Mietek trzyma Janka w snopie światła z reflektora – szperacza.

Boże! Tak blisko a tak daleko! Wydaje nam się, że Janek kiwa! A więc żyje!

Zza rufy dobiega łomot ciężkiego silnika! Ratownik 3! Wpadam do kabiny i łapię rakietnicę!

- WAL! – ryczy ochrypły Jurek

Strzelam trzy czerwone race, jedna po drugiej, w okolice Janka. Ratownik, ciężko pracując na wściekłej fali, powoli sunie w jego kierunku.

MAJĄ GO!!!!!!!!!!

Słyszę w słuchawkach meldunek z Ratownika:

- Ciężka hipotermia! Reanimujemy na miejscu! Kurs Łeba! Bez odbioru!

Wpadam na pokład i gnam do kokpitu choć fala zalewa mordę. Muszę się dostać do Jurka!

- Jurek! On żyje! Jest w hipotermii ale żyje!

Nie bacząc na wodę, falę i wichurę, Jurek powoli ściąga wełnianą kominiarkę i warczy do mnie:

- Bierz ster. Kurs na Łebę – 170.

Odpadam do baksztagu wchodząc na 170 i patrzę na Jurka.

O Boże!! ON JEST SIWY!!!! Wczoraj był tylko szpakowaty!

- Mietek! – usiłuję przeryczeć huk fali i wiatru – wracaj !!

- Nie drzyj mordy! Już tam lezę!

Mietek przeczołgał się te kilka metrów po pokładzie i warknął do mnie:

- Czego!

Wskazałem na załamanego Jurka. Mietek spokojnie wziął kapitana na ręce i zniósł pod pokład. Robił tak dość często ale nigdy w tych warunkach! Jurek jest po Heine-Medina i właściwie nie używa lewej nogi.

Po paru minutach wraca, wypytuje mnie o kurs i polecenia Jurka na ster. Potwierdza. Idziemy do Łeby.

Trzydzieści mil do Łeby szliśmy sześć godzin. Na pokładzie były cały czas obie wachty. Nikt nie poszedł do koi. Mnie, poza troską o Janka, martwiło jeszcze, jak my wejdziemy do portu w tych warunkach.

Główki Łeby były już całkiem widoczne, gdy usłyszałem za plecami:

- Mietek, daj Nahornego do steru a Janka do naktuza. – w zejściówce stał blady, siwy Jurek.

Starą metodą: namiar, kurs, komenda na ster, wchodziliśmy do portu. Tylko Jurek trzymał szturwał razem z Jasiem. Samotnie żaden z nich nie miał szans. Razem mieli tylko szansę.

Udało się! Jesteśmy w porcie. Biegiem do szpitala Marynarki!


…………..

Co roku we wrześniu jest rozgrywany Memoriał Janka Dębca. Regaty harcerskich Omeg na Jeziorze Mikorzyńskim. Kiedyś Janek był tu instruktorem.

Xazax - 2013-11-02 15:19:50

http://www.youtube.com/watch?v=8ugAyczB … e=youtu.be
Służąc Dagonowi - Skyrim #9
https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/945994_539325042827605_392304156_n.jpg

janjuz - 2013-11-02 18:04:06

Zdziwiło mnie troszkę użycie przez Autorów Skyrim imienia Dagon. Jest ono dobrze znane w historii Polski przedpiastowskiej. Jest to raczej tytuł (może i imię ale nie jestem pewien) opiekuna i wychowawcy syna książęcego. W języku pra-polan nazywano go Piastun, i podobno stąd wzięła się dynastia zwana Piastami. Już Zbigniew Nienacki pisał o tym w książce "Dagome Iudex" - polecam.
A film - niby nasz Autor (Xazax) zamierzał wykonać bezkrwawe zadanie a i tak zaczęła rzeźba, kośba i palba! O ile grafika gry jest wspaniała, scenariusz nawet mnie by wciągnął to te ni stąd ni z owąd biorące się sieczki mnie odpychają. Taka pokojowa natura. ja zawsze wolę cichcem, chyłkiem a podstępem ;)

Mówisz, że chciałbyś się choć raz znaleźć w takiej scenerii - nic prostszego! Wycieczka do Norwegii i wyjazd do Parku Narodowego Jotunheim. Tam zaliczyć Drogę Trolli (Jotunveien) - bezcenne. Byłem ,widziałem i padłem z wrażenia.

Xazax - 2013-11-02 18:19:20

Wycieczka do Norwegii niestety dla mnie jest trudna.
Myślę że nazwisko Mehrunesa Dagona  to po prostu zbieżność nie zamierzona

janjuz - 2013-11-02 19:38:29

Wyjazd do Norwegii jest stosunkowo łatwy jeśli tylko nie zamierzasz sypiać w hotelach, jadać w restauracjach, kupować alkoholu i papierosów. Mając troszkę smykałki turystycznej potrzebujesz tylko roweru i namiotu oraz dosłownie 1500 zł na dwutygodniowy wyjazd. Znam facetów z Sieradza, którzy odwalili wyjazd rowerowy na Nord Cap i startowali z Oslo (co było błędem) potem dojechali pociągiem do Trondheim (co było NAJWIĘKSZYM kosztem trzech tygodni rajzy) i wreszcie dojechali. Powrót mieli opłacony już Polsce (tanie linie lotnicze norwegian.no)
Zasadnicza różnica turystyczna Norwegii i Polski polega na tym, że namiot możesz rozbić wszędzie i wszędzie będziesz bezpieczny - byłem, sprawdziłem i żyję.
Radzę popróbować, warto.

Xazax - 2013-11-02 19:51:28

Moja dziewczyna nie jest dostosowana do takich wypraw :)

janjuz - 2013-11-03 15:45:03

Kot Pierwszy Dumny

Miałem jakieś cztery lata gdy otrzymałem niespodziewany prezent. W czasie pobytu na wspaniałym letnisku we Włodzimierzowi pod Przygłowem dostałem kociaka. Miało to jakieś dwa, może trzy miesiące, było szare od góry i całkiem białe od spodu. Przez środek grzbietu przebiegała ciemna pręga. Opory mojej matki, w stylu:” a cóż my zrobimy z kotem w blokach?” udało mi się przełamać, ojciec oporów nie wyraził; dom to nie jego sprawa. Najgorzej było z Baśką bowiem przypięła się do MOJEGO kotka jak rzep do psiego ogona.

Gospodarz naszego letniska, pan Kłys, stwierdził, że to kotka. Matka nadała jej imię Mika i tak już pozostało, pomimo, że kotka okazała się całkiem dorodnym kocurem. Kocurem zresztą charakternym i chadzającym własnymi drogami. Już po tygodniu pobytu wraz z nami w willi „Leśniczanka” Mika znał swoje miejsce w szyku; mnie i moją siostrę terroryzował pazurkami, do matki się łasił nieprzytomnie (zwłaszcza gdy zbliżał się posiłek), a ojca starannie omijał. Przynajmniej w dzień. W nocy bowiem wystawione spod kołdry palce ojca stanowiły dla kociaka niesamowitą przynętę, jeden skok, jeden chwyt zębami, ojciec w pionie a kota nie ma!

Po zakończeniu letniska kot oczywiście pojechał z nami do Łodzi. Kocisko zaaklimatyzowało się błyskawicznie. Każdego wieczora stał pod  drzwiami i miauczał. Matka otwierała drzwi a kot pruł po schodach z trzeciego piętra do piwnicy. Wracał około drugiej nad ranem i robił alarm pod drzwiami. Gdy głośne miauczenie nie dawało rezultatu, skakał na klamkę aż do skutku, robiąc przy tym niemiłosierny hałas. W końcu matka zdecydowała, że nie będzie zamykać drzwi na klucz bo kot budzi sąsiadów! Kot bezbłędnie odgadł jej zamiary i od następnej nocy nie głosił swego powrotu tylko od razu susem na klamkę otwierał sobie drzwi. Należało wtedy wstać i zamknąć bo tej umiejętności kocisko nie zamierzało się uczyć.

Mika rósł i stawał się potężnym, ciężkim kocurem, wyraźnie dominującym w naszej rodzinie. Kiedy matka kroiła dlań mięsko nie łasił się, nie prosił tylko wbijał jej pazury w łydkę by zmusić do pośpiechu. Czasem oberwał za to siatką lub ścierką lecz zwyczaju i tak nie zmienił. Tylko Baśka miała prawo brać go pod pachę gdy szła spać. Zasypiali razem lecz po chwili kot się budził i wyłaził z jej pokoju. Codzienny obowiązek wykonał i zamierzał wyjść do piwnicy. Oczywiście wyjeżdżał z nami na letnisko co roku. Co roku do willi „Leśniczanka” we Włodzimierzowie.

Miałem chyba siedem lat gdy Mika, właśnie we Włodzimierzowi, dał mojej matce lekcję pod tytułem: „kto tu rządzi”.

W willi Leśniczanka mieliśmy co roku ten sam pokój. Na piętrze pokój z balkonem. Co wieczór z parteru dobiegał głos hrabiego Sokołowskiego: -„Paani Maario! Kaawa czeeka!” – hrabia Janusz był najlepszym kumplem naszej dziecinnej gromady, a było nas całkiem sporo.

Do krawędzi naszego balkonu dochodziły gałęzie pobliskiej sosny, na której wróble i sikory urzędowały z niesamowitym harmidrem. Ciągłe to świergolenie przerastało odporność nerwową Miki. Któregoś dnia nie wytrzymał i jednym, celnym susem wpadł na gałąź, schwytał wróbla i natychmiast wrócił na balkon, by tam dokonać mordu. Przerażony, lecz jeszcze żywy, wróbel darł dziób wniebogłosy. Hałas ten poruszył do żywego moją matkę, która wpadła na balkon jak furia i celnym uderzeniem mokrej ścierki trzasnęła Mikę w łeb. Ten, zaskoczony i zdumiony napaścią, otworzył pysk. Wróblowi było tego dość by wydostać się na wolność i wydrzeć niechybnej śmierci. Mały pyskacz nie uciekł jednak daleko. Siadł na gałęzi sosny, w bezpiecznej odległości od kota, i zaczął drzeć dziób. Pyskował tak, jakby właśnie w tej chwili odzierano go z piór!

Wściekłe kocisko odwróciło się tyłem do matki, stuliło uszy po głowie i tylko szalonym ruchem ogona bijącego wściekle o boki, dawało upust swej złości.

Wieczorem kot zniknął.

Na drugi dzień się nie pojawił. Baśka patrzyła na matkę jak na morderczynię a ja uganiałem się po lesie z czeredą dzieciaków i szukałem kota. Nawet ojciec uznał, że matka przesadziła!

Trzeci dzień mijał a kota nie było.

Ani chybi, obraził się i uciekł od nas!

Trzeciej nocy obudził mnie pisk! Kot wrócił! Miał coś żywego w pysku! Chyba nietoperz! Wlazł z tym nietoperzem pod łóżko matki! Zamordował go! Pisk nietoperza był straszny! Przerażona matka bała się wstać by choćby światło zapalić!

Pierwsze, co ujrzeliśmy rano, to widok kota, spokojnie się wylegującego na balkonie. Pod łóżkiem matki były jakieś drobne kosteczki.

Odegrał się!

Dumny Mika przechadzał się po balkonie a żaden wrzeszczący wróbel nie był w stanie go zdenerwować! Pokazał, że on tu rządzi!
…..
Po kilku latach Mika zjadł trutkę na szczury, szczodrze wysypaną w piwnicy. Został opłakany przez całą rodzinę i pochowany pod moim klonem.

janjuz - 2013-11-03 15:49:43

To taki mały wspominek. A co się tyczy Norwegii. MASZ PECHA!!!! No chyba, że dziewczyna pójdzie w ślady mojej żony (tyle, że to było 20 lat po ślubie) i pozwoli wziąć udział w wyjeździe samców ;) 
Może to zrobić całkiem bezpiecznie bowiem Norweżki .... brrrrr. zgiń, przepadnij, maro nieczysta :cry

Xazax - 2013-11-04 16:01:13

https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/580556_540493109377465_1698276098_n.jpg
Mroczne Bractwo - Skyrim #10
http://www.youtube.com/watch?v=ZIZ3C3CQ … e=youtu.be

janjuz - 2013-11-04 17:27:51

Może okażę się dość brutalny, ale... Nie zgadzam się z Tario!!! Jeżeli ktoś wejdzie na nasze forum, jak by ono nie wyglądało na pierwszy rzut oka, i coś przeczyta, coś napisze, pogada i będzie dalej tu wpadał to WSPANIALE. Jeśli natomiast tylko wpadnie i szata graficzna go odstręczy, to ... pies go drapał. najwyraźniej i tak nie miał zbyt wiele do powiedzenia, natomiast to, co my mamy do powiedzenia wcale go nie interesowało. Nie zależy mi na takim towarzyszu podróży. Chcę wymieniać się myślami, opiniami, twórczością (o ile tak można to nazwać) z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, chcę móc wierzyć, że to co robię jest dla kogoś ważne i że szata graficzna strony tytułowej ma z tym niewiele wspólnego.
Rozumiem argumentację dotyczącą pierwszego kontaktu (praktykowałem marketing przez 20 lat, więc wartość pierwszego spojrzenia znam) ale za tym pierwszym kontaktem musi iść treść, która skłoni do drugiego kontaktu. Jeżeli za piękną fasadą gość znajdzie tylko stek bzdur lub kolejny fanklub Justina Biebera to ta piękna fasada nie pomoże.
Mówi się, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Może i prawda, ale chyba nie w odniesieniu do platform wymiany myśli i opinii.

Xazax - 2013-11-04 18:14:22

Janku to może takim argumentem Cię namówię. Czemu nie popracować nad szatą graficzną skoro... Można? Czemu nie dodać temu forum małego plusika?
To nic nie kosztuje. Czemu nie?
Twój poprzedni awatar i sygnatura zawierały to co miały zawierać i spełniały swoją rolę, to dlaczego je zmieniliśmy? Bo można. Teraz jest ładniej, treść zachowana. Wszyscy zadowoleni.
"Jeżeli za piękną fasadą gość znajdzie tylko stek bzdur lub kolejny fanklub Justina Biebera to ta piękna fasada nie pomoże."
Argument bardzo chybiony... Porównujesz nasze forum do steku bzdur i fanklubu Bibera? Co się zmieni jeśli zmienimy szatę? Nic. Treść pozostanie, my pozostaniemy, nasze tematy, nasze dyskusje, recenzje, opisy.

janjuz - 2013-11-04 18:39:55

Apage satanas! Ja miałbym porównywać NASZE forum do fanklubu JB!??!! To był tylko argument na rzecz wyższości treści nad formą!!!

Do zmiany szaty graficznej forum nie musisz mnie namawiać, lubię zmiany... tylko, że za mało w tym temacie jestem oblatany, by rzecz choćby dyskutować. Wolałbym się skupiać dalej nad rozpoczętą (przez CIEBIE ;)  ) budową strony poświęconej DL (i nie tylko).

A tak by the way, piszesz (chi,chi,chi) "co się zmieni jeśli zmienimy szatę? Nic" koniec cytatu. Gdyby nic się miało nie zmieniać to zmiana jest zbędna, ale zmiana szaty to jest zmiana, to znaczy, że coś nowego gościom proponujesz - tylko co?

janjuz - 2013-11-05 20:04:53

Xazax!
Napisał mi się mały tekścik, który może być początkiem, zaczynem, małymi drożdżami, w Twojej stronce. Myślę o pozycji "Dragonlance" w menu głównym. Co byś powiedział na takie cóś?


Co to jest Dragonlance®?
   Powiedzieć by można, że jest to marka wydawnictwa „Wizards of the Coast” wydającego powieści i gry oparte o fantastyczne światy typu D&D. Można, tylko to kompletnie nie satysfakcjonuje fanów Dragonlance.
   Dla nas Dragonlance jest światem. Jest naszym drugim światem (choć dla co poniektórych może i tym pierwszym), jest światem spotkań z magią, wyobraźnią, walką, przyjaźnią, miłością i nienawiścią, czasem wrogością, czasem ze złem zwalczającym dobro, a czasem z dobrem co zło zwycięża. Jest światem, w którym możemy spotkać SMOKI. Możemy rozmawiać z elfami i unikać rozmów z kenderami. Możemy użyć wynalazków gnomów (o ile nam życie niemiłe) lub wznieść topór w walce z minotaurami. Tu możemy pogadać z krasnoludami lub pomilczeć wspólnie elfami. Możemy żyć w podziemnych komnatach krasnoludów lub w zielonych, żywych domostwach elfów.
   A możemy po prostu usiąść w Gospodzie Ostatni Dom, gdzie zawsze czeka stolik w ciemnym kącie, i przy kuflu zacnego piwa zagryzanego korzennymi ziemniaczkami gadać z przyjaciółmi do późnej nocy.
   Wydawać by się mogło, że Ansalon, najważniejszy kontynent Krynnu – świata Dragonlance – to świat sam w sobie, znany i opisany. Tymczasem dowiadujemy się, że na kontynencie Adlatum dzieje się coś, o czym nie mieliśmy pojęcia. Warto by się i tam wybrać.
   Zapraszamy do podróży w czasie, w przestrzeni i wyobraźni. Cały świat Krynnu zna tylko jedno ograniczenie – wyobraźnia tych, co ten świat tworzą, tych, co o nim czytają i tych, co o nim marzą.
   Nie bójmy się marzyć. To przecież jest nasz świat a profani, co wierzą tylko w mędrca szkiełko i oko… a niech ich krasnolud żlebowy kopnie! Nic tu po nich. Piszcie, twórzcie, nagrywajcie filmy i śpiewajcie pieśni.
   KRYNN CZEKA NA WAS!!!!

Xazax - 2013-11-05 20:55:50

Mam pare pomysłów co zrobić z tym tekstem :)
Szczegóły wkrótce

janjuz - 2013-11-06 21:27:48

Uwolniony od kretyńskiego (ale dochodowego) tłumaczenia mogłem wreszcie puścić w ruch te kilka szarych komórek jakie mi jeszcze po łbie się tłuką i wymyśliłem!!! Na Twojej stronie będziemy redagować czasopismo, nie piszę gazetę bo nie mam pojęcia jaką nam się ew. uda osiągnąć częstotliwość.  W wiadomościach masz artykuł wstępny, pracuję nad innymi rubrykami, działami i artykułami.

Xazax - 2013-11-06 22:01:14

Dobry pomysł, ale musimy się zastanowić nad strukturą takiego pisemka...
To nie takie łatwe jak się wydaje :P

janjuz - 2013-11-06 22:04:00

To jest trudniejsze niż komukolwiek do łba przyjść może, ale... jest szablon w dlnexus :) , można skorzystać z ich systemu lub przygotować coś podobnego.
Najtrudniejsze będzie i tak zebranie "zespołu redakcyjnego" oraz znalezienie odpowiedniej liczby "ałtoruf" ;)

Xazax - 2013-11-06 22:42:50

Zadanie zdecydowanie nie na naszą aktualną formę i kondycje...

Arvina - 2013-11-11 20:05:54

Witajcie. Mam wiadomość. Nie wiem czy smutną czy obojętną dla was, ale czuje się zmuszona z szacunku dla was powiedzieć, że z powodu spraw osobistych będę musiała opuścić forum. Nie wiem na jaki czas, nie wiem czy jeszcze w ogóle się tu pojawię. W każdym razie nie żegnam się jeszcze ostatecznie. Dobrze się z wami rozmawia i pracuje i mam nadzieje, że jeszcze kiedyś stworzę coś z wami. Póki co pozdrawiam i trzymajcie się ciepło.

janjuz - 2013-11-11 20:15:39

Szok!

janjuz - 2013-11-18 20:05:00

Kurier Abanasinii – Wydanie specjalne – Numer 1/2013
(nieregularnik wielorasowy)

Artykuł wstępny
Redaktor Naczelny to jedna z najważniejszych postaci każdej, wydawanej szeroko gazety, czasopisma czy innego periodyku. Najważniejsza przynajmniej dla tych, którym jakiś artykuł dokuczył, dopiekł, zalazł za skórę czy wbił szpilę w… siedzenie. Najważniejszym zadaniem osobnika dotkliwie dotkniętego jest wtedy poznanie Redaktora. Najpierw oczywiście wyłącznie z imienia, może rasy a czasem i wyznania (choć to ostatnie ma znaczenie tylko dla sposobu wybrania rodzaju pomsty). Następnie należy takiego Redaktora poznać osobiście, niekoniecznie nawet z nim rozmawiać, wystarczy tylko, by ktoś wskazał osobnikowi szczerze dotkniętemu osobę Redaktora. Wystarczy to, by za taką osobą udać się chyłkiem i wybadać, gdzie też osobnik taki zamieszkuje, jakich ma sąsiadów, czy trzyma na łańcuchu ostrego psa, jaki płot otacza jego domostwo, dlaczego furtka jest wciąż umazana nieczystościami. Jednym słowem; poznać mnóstwo pożytecznych informacji, pożytecznych dla osobnika szczerze dotkniętego.
    Kiedy już osobnik taki wie wszystko, co jak mniema jest mu potrzebne, może już przystąpić do opracowania PLANU. Szatańskiego planu zemsty i odwetu na nikczemniku, co dobre imię osobnika szczerze dotkniętego powalał, zbrukał i na pośmiewisko wydał.
    Najczęściej spotykaną formą odwetu jest obrzucenie domostwa Redaktora materiałami co nieco cuchnącymi. Idealnie nadają się do tego jajka. Należy tylko uważać na dwie sprawy – po pierwsze jajka muszą mieć pierwszą świeżość dawno już minioną, najlepiej o jakiś rok, lepiej o dwa, po drugie jajka takiego NIE WOLNO uszkodzić we własnej kieszeni, okazuje się, że jest to broń dość obosieczna. Przeróżne śmieci i smrodliwe odpadki (nawet z opróżnionego w tym celu wychodka) też się dobrze nadają.
    Po przeczytaniu opisu takich przygotowań nikt już chyba się nie dziwi, że Redaktor Naczelny to tylko figura najęta do zbierania cięgów w plecy, kopniaków w rzyć i razów w pysk. Dlatego też nikt nie chce być takim Redaktorem. Chyba, że honorarium jest odpowiednio wysokie a bezpieczeństwo osobiste jakoś tam zapewnione.
    Funkcja Redaktora to nieustające pasmo przygód związanych z uciekaniem, ściganiem, przekupywaniem, pożyczaniem itd. itp. Czy można się więc dziwić, że najlepszymi Redaktorami są kenderzy? Przecież Redaktor wcale nie pisze, on tylko wciąż ma przeróżne przygody!
Pisze do czasopisma zupełnie ktoś inny, utajony, zamaskowany, nierozpoznawalny. Często ktoś, za kogo i grosza byś nie dał a tu proszę… redaktor rzeczywisty. Ten naprawdę wie, co w trawie piszczy. Wie, gdzie się udać by przygodę przeżyć. Wie, dlaczego ziemniaczki Otika są bardziej rumiane z jednej strony niż z drugiej. Wie, jak się robi krasnoludzką gorzałkę ale jeszcze lepiej wie KTO ją robi i gdzie. Wie dobrze, kto podwędził młot z kuźni Fireforge’a i dlaczego ten młot spadł na stopę małomistrza Toede, gdy przechodził w pobliżu kender zwany Ryżą Pałą (jego prawdziwego imienia nie poznano nigdy (choć redaktor rzeczywisty pewnie i to wie)).
Jednym słowem: Redaktor to fasada do walenia jak w bęben a redaktor to mózg pisma.
Jestem Redaktorem Naczelnym. Rzeczywisty pozwolił mi to machnąć i teraz każe szybko uciekać bo już tu zmierza kilku osobników szczerze dotkniętych. A więc zmykam!!!
Acha!!!!! Byłbym zapomniał… a może już wspominałem… redakcja wciąż potrzebuje korespondentów, rysowników, wścibskich osobników i w ogóle osób pragnących przeżyć jak najwięcej przygód (choćby miały one sporo wspólnego z przygodami Redaktora).

Redaktor Naczelny (podpis celowo nieczytelny)














Z ostatniej chwili !!!
Północną odnogą Rzeki Białego Gniewu, płynącej granicą Qualinesti i wpadająca do Nowego Morza w New Port, ruszyły na tarło ogromne ilości łososi! Jak zwykle widok takiej masy ryb wywołał zrozumiały zachwyt zapalonych wędkarzy z Gateway. Jedynym problemem okazał się fakt, że zachwyt ten wyrażają również członkowie plemienia Que-Teh, żyjącego na drugim brzegu rzeki. Obie strony uważają, że ryba należy do nich.
Dopiero po opatrzeniu sporej ilości rannych i poobijanych miłośników połowów łososi strony dostrzegły, nie po raz pierwszy zresztą, że ryby wystarczy dla wszystkich. Już miano zgodnie zacząć poławiać, gdy wędkarzy pogodziły spore ilości niedźwiedzi schodzące do bystrzyn rzeki z gór okalających Dolinę Kiri.
Wygląda na to, że spór własnościowy mocno się zaostrzy. Najgorszym jednak dla wędkarzy faktem jest to, że niedźwiedzie nie biorą udziału w sporze lecz spokojnie żrą ryby! Posłano po najlepszych myśliwych i sytuacja powinna ulec uspokojeniu. Jak co roku.
Z Thorbardinu, szlakiem przez Skullcap, Pax Tharkas i Qualinost, dotarła do Haven krasnoludzka karawana ze sporymi ilościami towarów. Wyroby z żelaza, brązu, drewna, skór a nawet drogocennej stali zapowiadają prawdziwe ożywienie handlowe podczas Jesiennego Targu. Żałować należy, że do pozostałych miejsc Abanasinii towary te dotrą o wiele później i w o wiele wyższych cenach. Na mocy traktatów krasnoludzkie karawany nie mogą zagłębiać się do Mrocznej Puszczy, a tą musiałyby przejść żeby dojść do Solace.
Z Solace donoszą, że jesień już nadchodzi ogromnymi krokami. Oto wszystkie liście legendarnych vallenów całkiem poczerwieniały. Za oknami Gospody Ostatni Dom musi się rozpościerać niemal ognisty widok!
Na wodach jeziora Crystalmir odbyły się doroczne, jesienne zawody wioślarskie. Wiosłowano tym razem w baliach pralniczych a za wiosła służyły chochle kucharskie. W poprzednim sezonie zwycięstwo przypadło załodze złożonej z samych kenderów. Trzeba zaznaczyć, że dzieże piekarzy są jednak lżejsze od balii. Tym razem jednak zwycięska osada nie pojawiła się na starcie. Powiadają, że wyruszyli w świat opanowani gorączką podróży.  Świat już drży ze strachu. Sześciu kenderów w jednej grupie!!!
Podczas ich nieobecności o zwycięstwo walczyły w zasadzie trzy załogi, reszta spokojnie piła piwo. Załoga gnomów odpadła dość szybko bowiem napęd chochli za pomocą latających ryb kompletnie się nie sprawdził (są smaczne a w jeziorze jest dużo szczupaków). Pasjonującą walkę na finiszu stoczyła załoga krasnoludów przeciwko załodze goblinów. O ile jednak tym pierwszym nie udało się dotrzeć do mety z powodu przeciążenia balii i jej zatopienia (żaden z krasnoludów więcej na wodę ponoć nie wypłynie) to załogę goblinów dopadł kryzys przywództwa i miast wiosłować (a może chochlować?) zaczęli się niemiłosiernie tłuc. Jedyny jaki pozostał w balii po tym kryzysie nie mógł dopłynąć bo kręcił się w kółko wiosłując jedną chochlą.
Tym sposobem wyścig tegoroczny nie został rozstrzygnięty.
Grupka śmiałków wyruszyła w stronę Mrocznej Puszczy. Nabożeństwa żałobnego nie będzie, bo kto by tam durniów żałował.

janjuz - 2013-11-20 21:26:40

Witaj Xazax,
Obejrzałem sobie twój film pt. "Co u Xaza?" no i teraz rozumiem dlaczego tak rzadko tu wpadasz. Po prostu, jak każdy kender, znalazłeś inną, nowszą, lepszą, bardziej interesującą, frapującą, itp. pasję. Z zadowoleniem :) wysłuchałem "zaganiania" do odwiedzenia forum oraz obietnicy pracy nad stronką, też chciałbym ją bardziej rozwinąć ale wiedzy troszkę brak.
"Bohaterowie Burzy" - ostry tytuł, ciekaw jestem Twoich pierwszych filmów nt tej gry.

Xazax - 2013-11-20 22:19:19

Heroes of the Storm :)
Zapraszam do zapowiedzi bardziej rozwiniętej merytorycznie :)
http://www.youtube.com/watch?v=Gzy4wuzHjik

janjuz - 2013-11-21 10:40:56

Cześć Xazax,
Obejrzałem, oczywiście, i lecę z odpowiedzią.
Po pierwsze :)  tak gładko wygolonego Xazaxa to jeszcze nie widziałem ;)

No i bardziej merytorycznie:  ponieważ, jak wiesz, nie jestem graczem to z dużą frajdą posłuchałem tekstu o historii rozwoju gry, o jej zaletach (dla co poniektórych to mogą być wady - np. szybkość gry). Generalnie dowiedziałem się ile jeszcze nie wiem. Nazwy gier, ich akronimy; DOTA, LoL itp. - to dla mnie nieznany świat. Opowiedziałeś to jednak na tyle fajnie, że chyba zacznę ten światek bliżej poznawać, NIE GRAĆ, poznawać.
Jako facetowi co nieco uporządkowanemu bardzo mi się spodobało, że całość mówki masz w konspekcie na jakiejś kartce. Poza tym sądzę, że tekst ten już powtarzałeś przed lustrem (nb. wspaniała metoda treningowa przed wystąpieniem publicznym) bo nie zauważyłem chwil zawahania, braku słów, zgubienia wątku itp. Jeżeli jeszcze uda Ci się troszkę zwolnić temp, niewiele, ciut ciut, to będzie doskonale.

CZekam na ciągi dalsze.

Xazax - 2013-11-21 14:52:07

Nie ćwiczyłem tego w żaden sposób... A na kartce były jedynie podpunkty typu "historia" "czym jest" "Bohaterowie" nazwy map i pierwsze rozwiniecie nazwy AOS.
Oczywiście będę się starać wzmocnić dykcję :)
Póki co mam do nagrania program w którym będę odpowiadał na pytania widzów. zebralem już ich sporo i również tu możecie pytać.
Nie tylko o gry ale i o życie przeszłość, pytania mądre, pytania głupie... Tutaj poprzedni odcinek
https://www.youtube.com/watch?v=Utlntp7oA6U

janjuz - 2013-11-21 15:47:32

Pytania mądre, pytania głupie...

Podobno nie ma głupich pytań, tylko odpowiedzi są czasem durnowate.

No a skoro tego nie ćwiczyłeś, to... kapelusz z głowy!!

Xazax - 2013-11-21 18:42:41

Zapraszam do odpowiedzi na pytania!
http://www.youtube.com/watch?v=FWWkHlz6 … e=youtu.be
Oczywiscie mozecie zadawac pytania do kolejnego odcinka

janjuz - 2013-11-23 18:09:16

Cześć Xaz,
Właśnie obejrzałem film o zapowiedzi gry Shadow of Mordor.
Najpierw uwaga techniczna: wolę, gdy okno z twoją twarzą jest większe, lepiej cię widać 
    i druga uwaga: świetnie dobrana muzyka w tle (albo fajny przypadek – Enya-May it Be oraz urywki Howarda Shore’a, dobre.

Teraz merytorycznie: fascynuje mnie możliwość, że gra może się UCZYĆ. Toż to wstęp do sztucznej inteligencji, może jeszcze trochę ograniczonej ale zawsze jakiejś. Ciekawe! Poza tym fabuła gry, oparta jak przypuszczam na pomyśle wysłania do boju samotnego Dunedaina przeciw Mordorowi, o ile tylko nie zamieni się w zręcznościówkę-rąbankę, może być fajna. Ciekaw jestem opinii gdy gra będzie już grywalna, czyli co najmniej wersja beta.
Jako totalnie zakręcony tolkienista mógłbym nawet dać się namówić na jakąś gierkę w Śródziemiu   ;)

Xazax - 2013-11-23 19:20:49

Mogę ich parę przedstawić w video, dziś nagrałem też trzy kolejne filmy o Mrocznym Bractwie w Skyrim. Pojawią się na dniach :)

Xazax - 2013-11-24 16:29:45

http://www.youtube.com/watch?v=yj-4G-9V … e=youtu.be
"Nie opuszczę Cię aż do śmierci" - Skyrim #11
Zapraszam na film :)

janjuz - 2013-11-24 18:05:19

Filmik, jakby powiedział mój syn, SPOKO! Ja powiem, że zaczynam się wciągać w fabułę gry, chociaż raczej traktuję to jak coś w rodzaju filmu fantasy. Całkiem to niezłe a klimaty nieco mroczne zachęcają do dalszego oglądania.

Xazax - 2013-11-24 18:21:28

Mam nagrane dwa kolejne więc myślę żeten wątek doprowadze do końca :)

janjuz - 2013-11-25 10:51:59

Ostatnio wpadłem na szatański pomysł. Tłumaczę powoli książkę i jednocześnie ją ilustruję. Nie jestem oczywiście autorem ilustracji, ja tylko dobieram grafiki z dlnexus i innych źródeł by pasowały, no mniej więcej, do treści tekstu.
Grothork pytał, w czym może pomóc. Nie rozumiem - pomysłów trochę jest, wystarczy się włączyć. Na przykład zostać korespondentem gazety "Kurier Abanasinii" i przesyłać propozycje tekstów, może uda nam się wydać pisemko. W tej chwili, po napisaniu wstępniaka i kilku wiadomości z ostatniej chwili pracuję nad działem spraw zagranicznych  :)
Może ktoś zabrałby się za sprawy gospodarcze, rubrykę kryminalną, kronikę towarzyską, ogłoszenia drobne itd. ?

Xazax - 2013-11-25 13:02:01

Dziś wrzucam bardzo ciekawy odcinek Batman : Arkham Orgins, jutro natomiast czeka was Heartstone
Na kolejne dni mam już gotowe też odcinki Skyrima
http://www.youtube.com/watch?v=kM7qn7GO … e=youtu.be

Łódzki port Gier już polubiany :)

janjuz - 2013-11-25 13:13:07

W imieniu syna dziękuję za polubienie ŁPG!

janjuz - 2013-11-25 13:27:25

Muszę stwierdzić, że poczucie humoru Jokera odpowiada mi bardziej niż łomotliwa sprawność Batmana.

Xazax - 2013-11-26 11:01:46

Moje Wrażenia z Heartstone : Heroes of Warcraft BETA
http://www.youtube.com/watch?v=5ogiET4m … e=youtu.be

Żeby nie być gołosłownym renderuje się Skyrim na wieczór

janjuz - 2013-11-26 13:03:18

No więc jedno... karcianki to nie mój świat. Niby gra jak gra, ale za dużo tu sztuczności. Wolę jednak czytać :)

Xazax - 2013-11-26 23:01:18

Lista Komendanta czyli Skyrim #12
https://www.youtube.com/watch?v=09IjaItLOzo

Xazax - 2013-11-29 12:10:14

Janku przetułmaczyłbyś ?
http://www.youtube.com/watch?v=gvxF5FO1 … e=youtu.be
Jest to wskazówka do odnalezienia miejsca w którym Skyrim oddaje hołd Władcy pierścieni

janjuz - 2013-11-29 12:41:18

Popróbujemy!

janjuz - 2013-11-29 13:21:17

Troszkę to potrwa bo tekst jest szybko przewijany i nie nadążam! Jak wyświetlę to z 50 razy to chyba się uda!
Mam też nadzieję, że skrobniesz coś do gazety.

janjuz - 2013-11-29 20:25:24

Nabiedziliśmy nieco z Najlepszą z Żon (anglistka) bo parę razy straciłem wątek. Paskudna składnia, jakby ktoś chciał się wzorować na staroangielskim, ale w wersji dla nastolatków.


Pominiki Ysmiru

Napisał:
Wysoki kapłan Celebrand

Na tych stronach spisano krótką historię tworzenia dwóch, wielkich pomników Talosu leży w południowych rejonach Whiterum Hold. Pomniki Ysmiru, co naprawdę oznacza „Pomniki Smoka Północy” są znacznie częściej zwane „Ysmir”. Patrzcie na te dwa cudowne okazy mistrzostwa twarzą zwróceni do osady Riverwood leżącej Whiterum Hold. Tam zwróćcie twarz na południe i idźcie ścieżką do Strażniczych Głazów. A wtedy ujrzycie, że Pomnik Wschodni spogląda ponad klifem. Od ziemi mierząc, oba wysokie są na ponad sto stóp. Wpatrują się w Jezioro Ilinalta jakby strzegły ziem za plecami.
A teraz streszczenie historii pomników zbudowanych na cześć największego człowieka jaki kroczył ziemiami Tamriel. Spisano na podstawie relacji wielu kobiet i mężczyzn, którzy na wiele sposobów byli zaangażowani w ideę.

Po śmierci Tibera Septima w roku 3E 38 lud Skyrim wymógł na swych przywódcach postawienie wiecznego pomnika wielkiemu Imperatorowi. Zdecydowano, że nie jeden, lecz dwa identyczne, gigantyczne pomniki powstaną jako wieczna pamiątka wielkiego człowieka. Po długich debatach ludu Skyrim zdecydowano w końcu, że będą one zbudowane na południowej granicy Whiterum Hold, nad brzegami Białej Rzeki. Wąwóz o dwóch pionowych ścianach spoglądających na siebie z obu stron rzeki wybrano jako miejsce, gdzie pomniki powstaną.

Długą pracę rozpoczęto w roku 3E 40. Wielu ludzi, tak młodych jak i starych, pracowało niestrudzenie rzeźbiąc szczegóły własnymi rękami. Gdy komuś się zmarło, w jego miejsce wstępowali synowie. Nie wiązała nikogo przysięga ani też nie nałożono na nikogo obowiązków, każdy robił tyle ile tylko pragnął. Nigdy nie zabrakło chętnych bo tak wielkim było honorem włączyć się w wielki cel. Mówi się też, że osada Riverwood powstała jako kolonia budujących „Ysmir” i ich rodzin.

W roku 3E 77 „Ysmir” ukończono. W wielkiej ceremonii, trwającej siedem dni i siedem nocy, został odkryty. Dla ochrony „Ysmiru” przed szkodą samotny Szarobrody o imieniu Silranhil pobłogosławił oba pomniki niepowtarzalnym thu-um i na każdym wyrył słowa.

„Oto stoi Ysmir, którego nie może uszkodzić ręka człowieka ani żadne narzędzie Bogów, poza wiatrem samym.
Niech ich spojrzenie napełni strachem serca tych co szkody pragną Skyrim a dusze Synów Skyrim niech napełni odwagą!”

Do dnia dzisiejszego ochrona Silranhila spełnia swe zadanie i szkód żadnych nie odniósł tylko wiatr napełnił wiekiem jego oblicze. Co bardziej zagorzali wyznawcy Talosa sądzą również, że kiedy „Ysmir” w końcu ulegnie wiatrom, rozpocznie się upadek Tamrielu. Inni wszak uważają, że oznacza to zmartwychwstanie samego Talosa, który ponownie zjednoczy wszystkie ziemie.

Ja sam uważam, że thu-um, jakiego użył Silranhil odwołał się do Talosa, który teraz chroni pomniki by uhonorować tych, którzy je stworzyli. Jedno jest pewne; każdy podróżny na ziemiach Skyrim powinien nawiedzić te dwa cuda kreacji i podziwiać cud ich spojrzeń. Ośmielam się też żądać, by nikogo tknąć nie było można nim zachód słońca, kąpiący twarz Imperatora w karminowym przypływie, przejdzie nietknięty w przeszłość. Widok to cudowny i jeden z tyhc, co chronić należy dopóki ludzie po Ziemi chodzą.

janjuz - 2013-11-30 13:14:55

Koszmar i tragedia! Załamka totalna! Degrengolada zupełna! O tempora, o mores! Tfu, na psa urok, psiajuchy! Zgiń, przepadnij, maro nieczysta!

I dlaczegóż tak serdecznie wszystko wokół pozdrawiam?
Otóż, zadowolony z tłumaczenia Kenderówka, a wręcz zachwycony korektą, postanowiłem rzecz wydrukować co też szybciutko uczyniłem. Maszynka wypluła 235 stron formatu A5, równiutko wykończone, złożone, tylko dawać do oprawy. Takiego cudeńka nie będę bindował (zresztą troszkę za grube na bindownicę) tylko oprawiał profesjonalnie w zakładzie introligatorskim. Znalazłem takich w Zduńskiej Woli sztuk RAZ! Poszedłem tamże, odstałem w kolejce dziewcząt nadobnych oprawiających prace licencjackie i rozmawiam z facetem z obsługi:
- Witam, chciałem książkę oprawić.
- Oprawimy, proszę o książkę.
- Tutaj mam.
- Ooo. Luźne kartki? Ile tego?
- 235 kart - odpowiadam uprzejmie.
- A ja się męczyłam jak 40 uściubać - wtrąciło się dziewczę blond.
- ZA GRUBA! Nie damy rady - odparł facet.
   Dziewczyna chyba nie uważała się za zbyt grubą (nie była) bo spojrzała na faceta nieprzyjaźnie. Jak to blondynka.
- Więc co - pytam - do Łodzi mam jechać?
- Pan spróbuje w Sieradzu (tutaj podał adres)
   Pojechałem do Sieradza. Pod wskazanym adresem siedział dziadek ledwie na oczy widzący, chyba był starszy ode mnie.
- Panie!!! - zawołał na widok kartek - Od 15 lat książki nie oprawiałem! Teraz tylko binda i binda! Nawet prasy już nie mam a  gilotynkę sprzedałem Nie da rady. Tylko w Łodzi (tu padł adres).
   Wychodzi na to, że książkami nikt się już nie przejmuje. Luźne kartki się zbinduje, zaczyta i na śmietnik.
A POSZLI W KIBINI MAT' Z TAKIMI OBYCZAJAMI!

Xazax - 2013-12-01 13:29:14

Zapraszam do kolejnego :)
https://www.youtube.com/watch?v=Sw5E8esSB9g

Xazax - 2013-12-03 16:33:50

I zaś :)
http://www.youtube.com/watch?v=_MUfuMnt … e=youtu.be

janjuz - 2013-12-03 17:27:19

Aaaaa! Dobre. Klimacik trzyma.

Xazax - 2013-12-05 16:28:44

Kolejny Skyrim o Tytule  " Płonące Sanktuarium"
http://www.youtube.com/watch?v=-hqOgeeB … e=youtu.be

janjuz - 2013-12-05 17:31:34

No i się wyjaśniło. Mam nadzieję, że książki napisane na tej bazie będą równie dobre!

Xazax - 2013-12-16 12:37:56

Zaczynamy nową przygodę! Tym razem całkiem inny klimat, lecz fabuła skomplikowana niezmiernie!
http://www.youtube.com/watch?v=BHbL8WFAtTk

Xazax - 2013-12-17 11:16:28

Eksplorujemy Rapture w odcinku pt. Elektryzujące zbliżenie
http://www.youtube.com/watch?v=fnYMWRq2 … e=youtu.be

Xazax - 2013-12-21 16:33:46

Nowe Star Warsy,Pytanie do was, Zmiany na Yt i święta u Czubaki... Q&A #3
Może zadacie coś ciekawego żeby odcinki były ciekawsze?
http://www.youtube.com/watch?v=ze3W2kC9 … e=youtu.be

Xazax - 2013-12-26 21:00:38

Mroczne bractwo powraca :)
http://www.youtube.com/watch?v=jfXBbUia … e=youtu.be

Xazax - 2013-12-28 13:40:12

Dla tych którzy lubią rozpracowywać charaktery postaci, fantastyczne dialogi, tajemniczy i fantastyczny klimat oraz podejmowanie moralnych decyzji.
Story of Jack
http://www.youtube.com/watch?v=014E018C … e=youtu.be

janjuz - 2013-12-29 15:18:05

Obie dodane pozycje są mojego autorstwa więc troszkę głupio mi się wypowiadać na ich temat. Mam natomiast ciągle nadzieję, że zdołamy skompletować zespół redakcyjny gazety. Przecież to tylko troszkę fantazji, poczucia humoru i pewnej lekkości pióra i... poleci. Martwi mnie tylko fakt, że póki co piszemy tu tylko my dwaj, znaczy Xazax i ja, a pozostali nawet jak tu wejdą to tylko popatrzą i ... nic. Poza tym przybyło trochę amatorów e-booków, i wspaniale, to też potrzebne. Moja osobista liczba pobrań Trylogii Elfich Uchodźców oraz Kenderówka wynosi już 256!

Poprawka! Już 260!

Xazax - 2014-02-16 12:27:08

Tak więc ostatni odcinek głównego wątku : http://www.youtube.com/watch?v=VPQefplY … e=youtu.be
I teraz od was zależy czy rozcągamy przygody w Skyrim czy zajmujemy się Lego władca pierścieni gruntownie :)

janjuz - 2014-02-16 13:52:32

A dałbyś radę oba? Co? Proszę :)

janjuz - 2014-02-16 13:59:33

Te klimaty mediewalne! ten głos Fronczewskiego! Xazax! jeżeli masz jeszcze coś ze Skyrim, to... czekam.

Xazax - 2014-02-16 14:08:25

Może się uda :)

Xazax - 2014-04-11 13:15:13

żyjemy?

Remmy - 2014-04-14 23:52:47

Ja czuję się zobowiązana zaznaczyć; owszem, żyję! :D

Vanthanoris - 2014-04-19 12:41:01

Ja również.

janjuz - 2014-04-19 20:30:44

Ja również żyję. Jeszcze! Aktualnie zagłębiony w tłumaczeniach jestem (oczywiście, z DL) to wpadam tu rzadziutko. Poprawię się  - obiecuję.

Panek - 2014-07-17 18:03:43

Witam wszystkich. Jak pisałem ostatnio Jankowi przypadkiem odkryłem wasze forum/stronę kiedy poszukiwałem (mocno zaniepokojony) kiedy będą wydane jakieś nowe książki z DL. Czytając dowiedziałem się że już prawdopodobnie nigdy i dzięki temu znalazłem wspaniałą trylogie elfów i Kenderówek (podziękowania dla Janka). I znów się wspaniale poczułem wracają do tego świata kiedy będąc trochę młodszym spędzało się mnóstwo czasu grając w rpg. Super że jesteście i mam nadzieję że teraz częściej będziemy wymieniali się spostrzeżeniami ...
Pozdrawiam.

janjuz - 2014-12-03 20:28:35

No i tak się zastanawiam czy brać się za kolejną książkę. Odzew na forum jest jednak niewielki.

Xazax - 2014-12-16 23:03:51

Znów wracamy?

janjuz - 2014-12-17 09:54:43

Żyję nadzieją, że samego mnie tu nie zostawicie.

janjuz - 2015-10-30 16:36:21

Siedzę tu sobie... O niczym dumam... Cienkie piwko popijam (a czasem łyk Otikowej)... I czekam... A może Otik przyniesie ziemniaczków?... A może ktoś zagada?...

janjuz - 2015-11-08 09:36:51

Nie ma to nic wspólnego z Dragonlance, lecz...
W dniu wczorajszym Najlepsza z Żon wyciągnęła mnie do kina na "Spectre" czyli nowego Bonda. Po wyjściu stwierdziła, ku mojej wielkiej satysfakcji bo ja akurat Bonda nie lubię, "Jestem nieco rozczarowana".
LUDZIE!!!! Idźta do kina na SPECTRE jeśli kochacie
a. bezsensowną nawalankę każdego z każdym,
b. jakikolwiek brak treści (przynajmniej sensownej) w filmie,
c. amerykańską kopię brytyjskiego humoru (ciężar słonia)
d. efekty specjalne poganiane efektami bardzo specjalnymi,
e. sceny erotyczne (dwie) o finezji mamuta,

Najbardziej mnie ciekawi, jaką kasę trzeba było zapłacić Monice Belluci za bezsensowną, nic nie wnoszącą, źle zagraną i fatalnie napisaną epizodyczną rólkę erotyczną, w której Craig wykazuje zdolność do seksu robotycznego.

BRRRRRRR!!!!

janjuz - 2015-12-01 15:55:57

Zupełnie nie nasze klimaty, ale:
   Po raz pierwszy od bardzo dawna postanowiłem wrócić (kolejny raz) do Szekspira. Okazja nadarzyła się całkiem sposobna i nęcąca albowiem Multikino i British Counsil prowadzą wspaniałą akcję promującą kulturę brytyjską w Polsce. Mianowicie najlepsze spektakle teatralne i nie tylko (balet, opera) są rejestrowane w trakcie spektaklu i potem odtwarzane np. w Silver Screenie. Tą metodą mogłem zobaczyć jak sam Benedict Cumberbatch gra Hamleta (!) w National Theatre of London. Ludzie!!!!!!!!!! Będzie to jeszcze powtarzane (w Łodzi 17.12) więc gnać w te pędy bo bilety. Głos Smauga/Sherlocka i tekst Szekspira, gra aktorska (i to nie tylko Benedicta), inscenizacja! Takiej uczty nie przeżyłem od dawna a "Hamleta" widziałem ze cztery razy. Wbiło mnię w fotel i nie puszcza, wciąż to słyszę i wciąż to widzę.

NAMAWIAM!!!!!!!!

janjuz - 2016-03-16 23:01:50

Witaj Saskia. (ten zgrabny nick to na cześć Rembrandta?)

Wydaje mi się, że masz czasem ochotę pogadać o interesujących Cię sprawach z zakresu Dragonlance (a może i nie tylko?) a więc bez krępacji - to forum nie należy już do najżywszych ale jednak przynajmniej jeden stary krasnolud się tu szwenda i codziennie przy tym stoliku siada. No i zawsze jest chętny na pogaduszki.
   Masz rację co do jednego - aktywności temu forum brak już od pewnego czasu. Niestety, tak już jest z młodymi ludźmi: zapalą się do czegoś, rozhulają i rozkołyszą, potem troszkę ostygną, jeszcze chwilka i zaczną się nudzić po czym... jedni powiedzą "do widzenia" a inni nawet i tego nie potrafią. Forum założył (a przynajmniej był głównym ojcem założycielem) facet o nicku Raistlin. Sporo postów pisał, dużo czytał, wiele miał do powiedzenia i... znudziło mu się. Działa w klubie piłkarskim w Krakowie. Inny aktywista to Xazax - czytelnik, że ho, ho! Po dłuższej tu obecności przeszedł na pozycje gracza komputerowego. Chyba się nawet z tego trochę utrzymuje.

   Takie forum jak nasze żyje tak długo jak długo jest tu ktoś gotowy do nawiązania kontaktu, do rozmowy na tematy jakie nurtują większość ludzi namiętnie czytających książki. Ja do takich książkoholików niewątpliwie należę. Jeśli chodzi Dragonlance to wszystko, co wyszło po polsku pyszni mi się na półce a i po angielsku jest ze 20 pozycji. Poza tym cała reszta siedzi w plikach pdf.
   Podzielam Twoją opinię co do e-booków. Czytam je gdy nie mam innego wyjścia. A i to czasami najpierw rzucę pdf na drukarkę i dopiero biorę się za czytanie.

  Na zakończenie - odwiedzaj, czytaj, pisz a wtedy może znajdą się jeszcze inni i to forum nie upadnie jak wiele, wiel przed nim. (To już 7 forum z fantasy na jakim jestem zalogowany). Więc tymczasem...

saskia - 2016-03-20 22:09:00

Więc tymczasem... Witaj dzielny i samotny krasnoludzie :D
Ah ci ludzie, powariowali :D Ogólnie nigdy nie miałam tak, że zapałam miłością do konkretnej rzeczy i z nią kończę, bo pojawią się inne albo mi się znudzi, owszem istnieją dzieła, o których pamiętać nie chcę, ale to tylko skrajne przypadki i jak wpadnę w jakiś konkretny świat to jak kamień w wodę. Zresztą jak już wspominałam mam już trochę lat z Wiedźminem i nigdy nawet mi się nie śniło porzucać te uniwersum, ale jak dojdzie jeszcze jedno nikt się nie obrazi :D
Co do twórczości Rembrandta... znam i cenię sobie bardzo, tym bardziej że sama poszłam w kierunku rysunku/malarstwa. Idzie mi to dość opornie głównie ze względu na brak motywacji i trochę pewności w tym co robię, ale robię :D nie lenię się pod tym względem, bo lenistwo to rzecz okropna, najokropniejsza ze wszystkich możliwych. A co do Saskii... to wyszło całkiem przypadkiem, na forum Wiedźmina mam nick Saskia od Saskii smokobójczyni i szczerze ze względu na specyfikę tego forum (mowa tu o fantasy) myślałam, że nick jest już zajęty, a tu taka niespodzianka.
Zawsze mi się wydaje, że najgorszej jest, kiedy ojciec porzuci swoje dziecko.
Ja jak na razie poluję powolutku na książki, żeby nie przesadzić z przekroczeniem mego i tak małego budżetu, ale z pewnością za niedługi czas i na mojej półce będą leżeć książki z serii Dragonlance, ale jednak preferuję język polski, najpiękniejszy język do czytania :D

janjuz - 2016-03-20 22:50:27

Witam przy Stoliku,
Najpierw może o tych ludziach, co to itd... jest przywilejem młodości ciągłe poszukiwanie. W latach dawno już minionych nie byłem inny - sport (i to kilka dyscyplin; od strzelectwa przez judo do żeglarstwa), teatr (nawet ze skromnymi sukcesami), technika, chemia, literatura. I tak wsiąkłem w książki a potem objawił mi się Lem; przeczytałem wszystko, potem Strugaccy, Vonnegut, Ursula Leguin i... poleciało! W roku 72 wdepnął em w Tolkiena i jestem wdepnięty do dziś. Od 1996 roku siedzę w Dragonlance i już się z Krynnu nie wydostanę. Był po drodze Sapkowski, jest Dukaj i Pilipiuk ale to dla mnie tylko przerywniki. I tak wracam do Gospody Ostatni Dom i tutaj waruję przy Stoliku.
Życzę owocnych poszukiwań książek z DL bowiem niestety wydawnictwo nas nie rozpieszcza i nie dość, że sadzi niemałe ceny to na domiar złego chyba już całkiem o tej sadze zapomniało, a może jesteśmy zbyt małym rynkiem, tylko małą nieopłacalną niszą?
A co do języków; nie ze wszystkim się mogę zgodzić, uwierz Władca Pierścieni jest słabszy nie Lord of the Rings. Czytałem i to i tamto. Wiem.

saskia - 2016-03-22 02:49:46

Nie do końca się z tym zgodzę. ;P Przywilej może i jest, ale są ludzie, którzy od początku swego istnienia raczej nie lubią zmian jak np. ja i są z reguły nudni :P ot taki nudny i żałosny przywilej.

Przywiązałam się zresztą nie bez powodu do książek, to pewien czynnik wymusił to ode mnie w pewnym etapie mojego życia.
Widziałam na allegro książki, wiem, że jest duża ich ilość, które z niewiadomych dla mnie przyczyn ludzie sprzedają a, że ja jestem zwolenniczką teorii – masz książkę to ją czytaj – nie obrażam się za kupno książki używanej o ile jest w miarę dobrym stanie tzn. otworzysz i się nie rozleci. Także nie jest tak źle mogło być gorzej
Nie wiem nic na temat tego, że Władca Pierścieni jest słabszy od Lord of the Rings, bo czytałam tylko wersję polską i jakby to powiedzieć... chyba za żadne skarby nie wróciłabym ponownie. Niestety, ale świat Tolkiena był dla mnie piękny w dzieciństwie, kiedy to zamiast czytać Kubusia Puchatka czytało się Władcę Pierścieni, potem to piękno mi zbrzydło.

janjuz - 2016-03-22 08:32:22

Co kto lubi!
Czytając Tolkiena po raz pierwszy odczytałem TYLKO warstwę przygodową - była świetna!
Gdy czytałem po raz drugi - dotarła do warstwa bardziej ludzka, taka warstwa myśli quasi-społecznej,
Gdy czytam teraz (a przynajmniej raz do roku to robię) - znajduję nieprzebrane ilości poezji, filozofii, humanizmu. Niektórzy również odnajdują tam wiarę - jak powiedziałem na początku - co kto lubi.
Porównanie Władcy z LotR w oryginale było tylko przykładem. Tak się składa, że jestem praktycznie dwujęzyczny (przynajmniej w piśmie) więc czytam namiętnie w języku angielskim. Jako przykład podam dwie pozycje:
1. Harry Potter - po polsku dziwaczna bajeczka siedmiokrotnie powtórzonej przygody, zmieniają się tylko atrybuty. Po angielsku bajeczka przepełniona brytyjskim poczuciem humoru z lekkim powiewem sarkazmu. Sprawa niemal nieprzetłumaczalna.
2. Terry Pratchett - po polsku (tu ukłon do pasa dla Piotra Cholewy za genialne tłumaczenie) znakomita seria satyryczna w sztafażu fantasy; po angielsku - znakomita seria fantasy o zabarwieniu satyrycznym, komediowym, politycznym, światopoglądowym i... magicznym.
   Tłumaczenie ma to do siebie, że wieloznaczności raczej nie przeniesie, bowiem są one różne w różnych językach. Tu już kłania się cała socjologia i historia kultury. Ale to temat na długie zimowe wieczory.

Co do książek używanych :) Połowa mojej kolekcji z DL po polsku i 100% po angielsku - to książki używane, wyszperane czasem w antykwariatach, czasem na rynku u bukinistów a czasem na allegro.
A jak takie książki pachną! (Bo ja najpierw książkę wącham)

saskia - 2016-03-27 20:58:19

Nooo zrzuciłam tę cholerną pracę, która była najgorszą rzeczą w moim życiu. Teraz będę miała czas nadrobić całe forum i wypowiedzieć się w innych tematach, no i będę miała czas nadrobić książki!! A to najpiękniejsze ze wszystkiego xD i będę mogła rysować więcej i będzie mnie na to stać mam nadzieję xD Chyba, że moja wena powie mi stanowcze nie!
W ogóle życzę wam wszystkim wesołego jajka, bo może akurat ktoś tu wejdzie i rzuci jednak okiem oprócz ciebie janjuz :D

janjuz - 2016-03-27 21:05:09

Wszedł już Vanthanoris, lecz było to dużo wcześniej. W ogóle to zauważam wzmożony ruch na forum (nie jakiś gigantyczny, tylko wzmożony) gdy tylko opublikuję kolejny rozdział tłumaczenia :) , fatum jakieś czy co?

saskia - 2016-03-27 21:26:42

Po prostu może wiedzą, czekają albo nie wiem, zauważyłam, że jest temat o ożywianiu forum zaraz do niego zerknę sobie :D
Swoją drogą zamówiłam książki :D

Aaaaa i jeszcze miałam o coś zapytać.. kojarzy waćpan rosyjski musical o Dragonlance? :D

janjuz - 2016-03-27 22:10:42

Nieeeee! O niczym takowym osobie mojej nie wiadomo! A oglądalny był aby?

saskia - 2016-03-27 22:15:03

No proszę Cię milordzie w 39 piosenkach jest historia z Legend wyśpiewana. Ruski ciężki język do śpiewania, ale ci powiem, że wyszło im nawet fajnie. Crysania to najpiękniejsza kobieta na świecie. Z tego co się orientuję to jest trzech aktorów do roli Raistlina i dwie aktorki do Crysanii. Zaraz poszukam linka do filmiku trwającego godzinę, nie jest to cały spektakl tylko sklejka, a to dlatego, że w tamtym okresie nie był jeszcze tak popularny. Może pojawi się coś nowego po kwietniu, bo wiem, że mają zaplanowane spektakle w Sankt Petersburgu.

janjuz - 2016-03-27 22:17:40

Czekam na link!

saskia - 2016-03-27 22:17:58

https://www.youtube.com/watch?v=F1nnNX_R-jM HYC masz xD

janjuz - 2016-03-27 22:19:08

Zaraz sprawdzam!

janjuz - 2016-03-27 22:27:57

Wszedłem na chwilkę i posłuchałem. Zapowiada się interesująco. Na całe szczęście śpiewacy maja (co dość powszechne w Rosji) znakomitą dykcję, więc jest szansa na zrozumienie całości. Mój rosyjski już nieco zardzewiał, lecz i tak w spór się wdam bowiem język ten jest jakby stworzony do śpiewu. On śpiewa się sam! Rzecz tylko w dobrym doborze tekstu i muzyki, no i oczywiście śpiewający musi być prawdziwym mistrzem.

saskia - 2016-03-27 22:43:47

No i właśnie dlatego piszę, że język rosyjski jest ciężki do śpiewania :p Jest stworzony do śpiewania tak jak cały naród jest stworzony do czynienia sztuki, bowiem mają taką krew, która wzbogaca ich o piękne talenty i gdzie nie spojrzę na stronę rysowników, widzę pełno obrazów, które zapierają mi dech w piersiach i oczywiście autor jest Rosjaninem :) Ciężko jest komuś kto uczył się rosyjskiego zaśpiewać tak jak prawdziwy Rosjanin, oni sami muszą wkładać w to wiele pracy i nauki, łatwo nie jest, ale masz rację, że on sam się śpiewa więc to zawsze wychodzi na plus :). Ja sama nie wierzę w to, że kiedyś osiągnę tak doskonałą dykcję jak oni :P
Ogólnie Ci powiem, że miałam już styczność z głosem jednego z nich i szczerze byłam zauroczona, nie wiedziałam, że nasze drogi po sieci internetowej znowu się zejdą xD


A jakbyś jednak miał problem z czymś to są piosenki umieszczone na necie z angielskim tłumaczeniem, wraz z alternatywnym zakończeniem, którego jeszcze nie znalazłam, ale będę szukać xD

janjuz - 2016-03-28 18:46:44

Wysłuchałem wszystkich 42 piosenek (a właściwie pieśni). O ile zrozumiałem tekst rosyjski to oddają one w pełni sedno, samo jądro Legend. Tytuł zresztą wyraźnie sugeruje - Posliednieje ispitananije - czyli ostatnia próba. Bardzo przemawiająca, dość mroczna muzyka. Dobre teksty, świetni pieśniarze. Żałuję tylko, że sam tego wypatrzyłem wcześniej. Chyba będę do tego wracał, i to nie raz.

saskia - 2016-03-28 19:44:44

To i ja będę wracać razem z tobą, bo liczę na nowe nagrania po kwietniu. Mam nadzieję, że jakieś będą, mogę nawet zapłacić, bo warto, a oni jako artyści też zarobić muszą :D Zresztą zasłużyli całym serduchem!!!

janjuz - 2016-03-28 22:14:52

Pytanko mam takie; czy rysujesz coś z fantasy? a może nawet z DL? a może byś coś opublikowała? albo chociaż podesłała link do swoich prac

saskia - 2016-03-28 22:32:54

Prowadzę jedno konto na DA, ale jest ono tak aktualne jak zeszłoroczny śnieg, którego prawie nie było :) Planuje je reaktywować, bo ostatnimi czasy zakupiłam nowe materiały i z wiosną wróciła mi dawna chęć i wena. Więcej z Wiedźmina, ale już za niedługo zaczynam Dragonlance, mam już nawet pomysł na obraz, moment przelotu Kitiary nad Palanthas. Obrazek z avatara jest mój, jeśli kojarzysz Caranthira z gry Wiedźmin 3 jeśli nie to, to właśnie on :) Chciałabym jeszcze skończyć Eredina, Avallac'ha i Auberona, wielką trójcę. Potem napewno pojawi się nasz shalafi, ogólnie nie mogę się doczekać, widziałam na stronie internetowej Raistlina tak idealnego, że oblała mnie fala gorąca. Jak znajdę to wstawię do tematu z obrazami :D

Xazax - 2016-03-28 23:04:44

Hej wszystkim, dawno mnie nie bylo! Ostatnio nie Mialem kompa przez dwa miechy, i przycislo mnie do czytania troszkę :) Przeczytałem kilka książek o ktorych juz niebawem wam opowiem w odpowiednich działach. Teraz juz mam komputer ale postanowiłem wiecej czasu poświęcić na książki bo wróciło do mnie trochę tej pięknej magii. Na codzień ? Praca a po pracy granie glownie w Diablo bo na tejgrze sie moj kanał opiera od ostatniego czasu. Mysle o tym czy nie wrócić z moja seria skierowana dla naszego forum, kilku fajnych ludzi tu zawitalo a mi sie świetnie gralo wiedząc ze pokazuje moj swiat ludziom którzy go nie znaja. Glownie w osobie Janka :) Moze nawet poprowadze kilka audycji live z Wiedzmina albo jakichś tolkienowskich gier. Nie wiem, a co tam u was ?

saskia - 2016-03-28 23:11:33

U lala, a w którą część Diablo grasz? I Wiedźmina tak polecam, bo jest na topie xD a po za tym lubię to i nawet kibicować Ci będę :D

Xazax - 2016-03-28 23:20:48

Aktualnie w Diablo 3 gram i prowadzę o tej grze kanał. Wiedzminy tez wszystkie skonczylem, teraz czekam na dodatek z Tuissant.
Moge od siebie zaoferować stworzenie nowej strony od podstaw tylko musimy sie zastanowić czym ta strona by byla

janjuz - 2016-03-30 12:56:46

Saskia,
Znam wszystko cokolwiek złego powiedziano o statystykach wszelakich (np. mój kot i ja mamy statystycznie po trzy nogi) ale jednak...
Na naszym forum, żeby daleko nie szukać, jest zarejestrowanych 621 użytkowników, 6% tej liczby to około 37 sztuk czytających ze ze zrozumieniem. Z tej liczby gdzieś 10-15% jest tzw czytelników aktywnych, czyli takich co poszukują metody wypowiedzi na temat tego, co przeczytali. Bądźmy optymistami - pełne 15% z 37 to maksimum 6 osób.

Sześć osób z 621 może stanowić aktywne jądro naszego forum! Jeżeli to cię nie smuci... to dziwne co najmniej. Pragnę zauważyć, że maksymalna liczba userów na forum wynosiła historycznie 7 sztuk. Przerażające!

Należy jednak się z takim stanem pogodzić i... robić swoje.

saskia - 2016-03-30 23:00:52

A nie pomyślałeś o tym, że to forum zwyczajnie w świecie może nie zachęcać do wypowiadania się? Najłatwiej jest zrzucić na ludzi i ich tak jakby debilizm i opierać się wyłącznie na statystykach. To, że ktoś nie ma czasu, żeby zaglądać na forum, bo ma pasje, rodziny i inne ciekawe rzeczy do roboty, nie znaczy, że nie umie czytać ze zrozumieniem i nie skupia się na tym, co czyta :) Nie każdy ma tyle czasu co my mój drogi. Zresztą sam musiałeś to zauważyć, bo z czego co pamiętam byłeś już na kilu forach, które upadły. Dzisiejszy pęd sprawia, że mamy co raz mniej czasu dla siebie i nie jest to równoznaczne z tym, że czytać nie umiemy i nie pojmujemy co czytamy. Forum umiera, ludzie co raz mniej się wypowiadają, daty ostatnich postów nie zachęcają do pisania i tak robi się błędne koło... jak uroboros.
W ogóle na dobrą sprawę chyba nie powinno się mówić, że na forum na którym jest xxx liczba użytkowników xx czyta ze zrozumieniem :) Jakbym ja tak zrobiła na jednym z forum, na którym jest większa liczba osób zostałabym porządnie zlinczowana.. szczególnie za hasło "ale statystki mówią" xD
A może po prostu nie mam takiego problemu, żeby przyglądać się statystykom i na ich podstawie opiniować ludzi. Nie obraź się, ale na dobrą sprawę powinieneś się cieszyć jakby było więcej osób, nawet takich, które czytać umieją mniej (według statystyk oczywiście). W końcu chyba zależy nam na tym, żeby te forum odżyło :)

janjuz - 2016-03-31 09:14:30

Najbardziej by mnie ucieszyło gdyby na tym forum było dyskutantów bez liku. Wtedy forum by żyło życiem intensywnym i z całą pewnością byłoby znacznie bardziej ciekawe. Co do zrzucania na ludzki debilizm; całkiem się nie rozumiemy :). Ja nikomu nie zarzucam braku umiejętności myślenia, martwi mnie tylko, że ludzie wchodzą na forum, coś tam przejrzą, jak mawiał nasz Shalafi - coś tam zdownloadują, i ... to wszystko.
   Czytając pewnie niektóre posty zauważyłaś z pewnością, że umiejętność wyrażania myśli w wypowiedziach dłuższych niż jednozdaniowe do częstych nie należy. Nie robię z tego nikomu, broń Boże, zarzutu. Niestety, takie paskudne dla mnie czasy nastały, że SMS, chat, GG czy inna zaraza komunikacyjna wypiera wypowiedzi zawierające rozumowanie. Wypowiadamy się emotikonami, skrótami typu OMG lub WTF jakby niosły one jakieś znaczenia tymczasem niosą tylko emocje.
Co do czytania ze zrozumieniem - upieram się przy swoim. I to nie tylko ze względów statystycznych. Ja po prostu mam paskudny zwyczaj słuchania i czytania wypowiedzi a następnie doszukiwania się w nich sensu. Zwróć, proszę, baczniejszą uwagę (o ile nerwy Ci na to pozwolą) na jakąkolwiek rozmowę dziennikarza z jakimkolwiek politykiem. Toż z 80 % tych rozmów to gadka typu - chłop sobie, baba sobie! Oni się nie komunikują! Oni wygłaszają kwestię za nic mając wypowiedź interlokutora. Nie rozumieją się. Nie tylko zresztą w rozmowie bezpośredniej - oni nie rozumieją tekstów pisanych jakie wypadło im przeczytać. I to ma być elita?
   W dawnych czasach uczono mnie, że logika jest podstawą nie tylko nauk ścisłych, lecz również i większości nauk humanistycznych - historii, prawa, filologii.
O tempora, o mores!
   W dzisiejszych dyskusjach przewagę uzyskuje nie ten, którego argumentacja jest lepsza, lecz ten kto adwersarza do głosu nie dopuści, zagada i przerwie każdą próbę wypowiedzi.
   Tak na zakończenie: należysz jak widzę do owych może 2% czytających, którym się chce coś odpowiedzieć, chce się mieć własne zdanie. Podobną dyskusję mieliśmy na tym forum chyba w 2012 roku. jak myślisz, ile osób wzięło w niej udział? Odpowiem za ciebie; 3-4, reszta milczała. Szkoda.

saskia - 2016-04-03 00:52:00

Co do polityków i dziennikarzy...
Mi się wydaję, że oni po prostu tak mają. Widzisz polityka i dziennikarstwo to w większości przekrzykiwanie siebie i kłamanie. Jedno krzyczy, drugie próbuje przekrzyczeć, bo jego racja jest mojsza niż twojsza. Te kobiety, które czytają wiadomości ze wspaniałego ekranu zapewne nawet ich nie pamiętają kilka godzin później, bo one są nauczone ładnie czytać i rzadko mrugać :)
Jeśli znowu chodzi o gg i inne tego typu komunikatory...
Zauważam ogromny problem :) Czasami szczerze nie mam ochoty z nikim rozmawiać, bo wiem jak ten ktoś pisze i męczy mnie to. Np. koleżanka wysyła mi słowo po słowie zamiast napisać wszystko w jednej dłuższej wypowiedzi, wyobrażasz sobie jak to irytuje?
A jeszcze gorzej jak dochodzi do tego, że koleżanka siedzi ze mną gdzieś w kawiarni i zamiast ze mną gadać gapi się w telefon, a ja mogę jej zwracać uwagę i nic to nie daje. Tzn dało... nie odzywamy się do siebie :)
Forum jak najbardziej jest po to, żeby wyrażać własne zdanie na dany temat nikogo przy tym nie obrażając, więc nie widzę problemu, żeby dyskutować, może inni bali się w tym czasie wyrazić własne zdanie, ale w takim razie co oni robią na co dzień?

janjuz - 2016-04-03 08:38:53

Tak, tak, tak. Moje słowa! My words exactly! Wyrażać myśl a nie chwilowe odczucia! Uzasadniać opinię a nie walić w interlokutora!
Pan Jan Onufry Zagłoba tak ongiś imć Longinusa splantował; A wiesz w-pan czym się człek od zwierza różni? Oto rozumem i mową!
A więc używajmy rozumu i komunikujmy się mową, nie emotikonami, nie ekranem smartfona (mało nie napisałem "srajfona"). Najbardziej lubię czytać posty długie, każące mi myśleć i prowokujące do odpowiedzi. Kiedyś korespondowałem z nauczycielką polskiego z mojego macierzystego liceum. Oczywiście nie mogła mnie znać jako ucznia, była młodsza ode mnie o dwadzieścia parę lat. Dyskutowaliśmy na forum szkolnym i była ta dyskusja oczywiście widoczna dla uczniów. Najpierw dziwili się, że można pisać post na parę stron a potem stwierdzali, że... nic nie kumają. Na zjeździe szkolnym poznałem kobietę osobiście, przyznała, że od czasu naszej korespondencji uczniowe bardzo się podciągnęli, lecz ogólni to mają na lekcjach przerąbane.
I, niestety, tak być musi. jak mawiał marszałek Woroszyłow "im więcej potu na ćwiczeniach tym mniej krwi w boju". Przyda im się. Mnie tak po prostu nauczyły dwie polonistki; jedna w podstawówce a druga w liceum.
Właściwie czasami nie wiem po co ja kończyłem Politechnikę skoro i tak wylądowałem w słoworóbstwie? A może wtedy matematyka były mi bliższa? No, nie pamiętam. Dzięki matmie za to potrafię pilnować słowa i wypowiedź budować logicznie (choć akurat ten post temu przeczy) :)
Dziś cyba na tyle; tłumaczenie się samo nie zrobi.

janjuz - 2016-09-03 15:55:42

Coś zupełnie z innej beczki. Oto, jako dziadek dwójki chłopaków nieco już dorastających, poznaję radości dziadkowania. Jak kiedyś powiedział mi mój syn - Dziadek nie jest od zabawy i sortu, lecz od tego, żeby był i mądrze gadał
Ostatnio próbki gadania dają jednak wnuki.

Teksty moich wnuków.

Tak się złożyło w tym roku, że syn z synową zaplanowali na wakacje generalny remont mieszkania wraz z poważną przebudową wnętrz. Oznaczało to oczywiście, że zamieszkiwanie w takich pomieszczeniach z dwójką bardzo dynamicznych chłopaków w wieku 7 i 9 lat jest kompletnie niemożliwe. Część wakacji chłopcy spędzili na wspólnym wyjeździe z rodzicami, lecz kiedy urlopy się pokończyły chłopaków zesłano do dziadków, czytaj: do nas, na cały miesiąc.
Chłopaki w tym wieku charakteryzują się kilkoma cechami, które są raczej wspólne dla całego tego podgatunku:
1.    Bolesna szczerość i mówienie prawdy w najokrutniejszy sposób
2.    Nieustanna ruchliwość powodująca straszliwe spalanie
3.    Wynikający z p.2 kosmiczny apetyt
Poza kilkoma incydentami bytowymi związanymi z ich temperamentem miesięczny pobyt zaowocował również kilkoma tekstami godnymi uwiecznienia.
Tutaj należą się czytelnikowi słowa krótkiego objaśnienia. Otóż moje wnuki są miłośnikami mojej kuchni a w szczególności;
a)    Chleba razowego pieczonego w domu przeze mnie,
b)    Zup w dość wąskim wyborze: rosół, pomidorowa, a w szczególności zalewajka na grzybach i kiełbasie.
c)    Mieszanka, którą na ich potrzeby nazwałem risotto: ryż, mięso rosołowe, pieczarki, zielony groszek, marchewka.
Najważniejsze natomiast jest to, że moja synowa a matka tych dwóch nie jest bynajmniej mistrzynią kulinarną. Coś tam oczywiście upichci, lecz zupy są poza jej zasięgiem. A zalewajka w szczególności. Wzięła ode mnie przepis i już kilka prób zawiodło; najpierw (wg zeznań chłopców, wyszedł jeden glut, potem raczej super glue a za trzecim razem kwaśna woda). Rzecz oczywista, że chłopcy indagowani w kwestii preferowanego menu unisono zawołali już pierwszego dnia – ZALEWAJKA! Zrobiłem więc zalewajkę.
Chłopcy zjedli na obiad po dwa talerze zupy i byli już całkiem zadowoleni, lecz przezornie zapytali czy starczy zupy na kolację. Wiedząc wcześniej czym to wszystko pachnie ugotowałem niezły kociołek więc na kolację sporo tego zostało.
Nadeszła pora kolacji, chłopcy zmietli po jeszcze dwa talerze, dopytali czy jeszcze jest, było więc zjedli resztę. Żona, rozbawiona obrazem wnuków wyskrobujących talerz po trzeciej dolewce, stwierdziła ze śmiechem.
- Musieliście mocno cierpieć jak się mamie zalewajka nie udała!
Na co młodszy, Kuba, odezwał się głosem ponurym jak kondukt pogrzebowy w listopadowym deszczu:
- NO, SMUUUTNO BYŁO…

*****

Kolejnego wesołego dnia siedzieliśmy przy stole zastawionym, jak to na dziadków przystało, suto i obfito i dyskutowaliśmy czego to chłopcy nie jedzą a co jadają. Jakoś tak wyszło, że jak jeden coś lubi to drugi całkiem nie i odwrotnie. Generalnie chłopcom pasują zupy chociaż też nie wszystkie.
- Dlaczego zupy? – pytam.
- A bo mama ich nie gotuje. Zupy to albo u was, albo u drugich dziadków.
- A mama wcale? Tak nic a nic? – dopytuję.
- Noo, kiedyś próbowała – odparł starszy.
- A jaką zupę próbowała? – pytam zaciekawiony.
- My nie wiemy – odparł – Nieważne, tak czy siak, niejadalne.

*****
Nikt tak nie potrafi wkopać i wcisnąć w glebę jak własny brat, którego szczerość, otwartość i gadatliwość nie mają granic.
Otóż dyskutujemy z chłopcami na temat ich zajęć pozaszkolnych, sportowych i rozrywkowych. Wychodzi na to, że chłopaki całkiem sporo czasu spędzają na placu zabaw w towarzystwie rówieśników. Uśmiechamy się zadowoleni gdy nagle starszy wypala:
- I tam się Kuba zakochał…
- A wcale, że nie!!!! – ostro zaprotestował oskarżony.
- Tylko, że ona ma 15 lat! – kontynuował starszy.
- Kłamiesz! – wrzeszczał młodszy.
- To co się tak ciągle gapisz na jej tyłek? – chytrze sparował starszy.
Padliśmy.
*****
Chłopaki uwielbiają placki ziemniaczane. Ja zresztą również. Ostatnim razem, jak żona wykonała 36 placków na cztery osoby to chłopcy zjedli (ja oczywiście też, lecz dużo mniej), oblizali się, powiedzieli, że są najedzeni (tu żona odetchnęła z ulgą), lecz… jeszcze kilka by się przydało!
Tym razem placków było powyżej czterdziestu. Chłopaki zajadali aż im się uszy trzęsły. Nie dali rady! Zostało jeszcze 8 sztuk, gdy starszy stwierdził ponuro:
- Chyba już nie dam rady.
Na to młodszy, ciągle jeszcze pałaszując, stwierdził głosem aż ociekającym ironią:
- Janek, nie kłam.
Janka zamurowało, my ryknęliśmy śmiechem a wnuk… zmieścił jeszcze 2 placki.
*****
Najgorsze przyszło, gdy rodzice przyjechali po odbiór własnych, nieźle już po dziadkowemu odpasionych, pociech. Siedzimy przy stole, menu ustalone przez chłopaków, cisza wokoło bowiem wszyscy młócą aż miło. Chłopaki nagle zaczynają opowiadać jak to jedli u dziadków i bili rekordy w ilości pochłoniętego jadła. Mój syn słucha tego cierpliwie, lecz nagle odzywa się głosem pełnym powagi ojcowskiej:
- No, chłopaki, przygotujcie się na chude lata!
*****

Chainekken - 2016-09-03 22:22:00

Wakacje bez wizyty u dziadków to nie wakacje :) Wesoło miałeś. Trzeba doceniać takie chwile, rodzina jest tym co czyni nasze życie pięknym. Ale muszę zauważyć, że w rekonstrukcji ich dialogów wyszedł z ciebie prawdziwy pisarz :D

Arvina - 2016-09-04 20:58:52

Te twoje wnuki to będą w przyszłości niezłe ananasy XD Oby im tylko ta inteligencja, humor i apetyt pozostały. Ale przy takim dziadku chyba nie trzeba się o to martwić ;)

Xazax - 2016-09-23 19:38:03

Witam wszystkich :)

janjuz - 2016-09-23 22:29:26

Cześć Xaz! Może tak już na dłużej tu zawitasz czy też dalej gry Cię będą odciągały od Krynnu? A propos - Warcrafta już przeczytałem, niedługo zamieszczę coś w rodzaju opinii.

Xazax - 2016-09-24 00:01:57

Przeczytałeś najpierw dzień Smoka czy od razu tom 1szy Wojny Starożytnych ?

janjuz - 2016-09-24 11:37:57

Najpierw Dzień Smoka a potem... trzy tomy Wojny Starożytnych. Teraz na tapecie Diakow ale to inna bajka. Czytałem go wcześniej, teraz sobie tylko przypominam.

Xazax - 2016-09-25 17:06:41

Szyyyybko czytasz :)

janjuz - 2016-09-25 17:16:40

Wiesz, rzeczywiście szybko. A na dodatek ja mam sporo wolnego czasu, właściwie to mam za dużo wolnego czasu. Na domiar wszystkiego Richard Knaak pisze w sposób bardzo dynamiczny, jego książki się po prostu szybko czyta. Spróbuj w tym tempie czytać Tolkiena - nie da się, to jest zupełnie inna dynamika tekstu. Poza tym - książki Knaaka, zwłaszcza Warcraft, to czysta akcja. Mnie osobiście brakuje tutaj jakiejś głębszej refleksji czy analizy sytuacji. Weź na przykład relację pomiędzy Rhoninem a elfką Vereesą - niby obojętność, towarzystwo z poczucia obowiązku a potem w trzy zdania załatwiona sprawa powstania ich związku. A związki międzyrasowe najprawdopodobniej, przynajmniej tak było w DL, do łatwych nie należą. Generalnie książka powstała albo jako scenariusz do gry takiej bardziej nawalankowej, albo też została spisana na kanwie istniejącej już, dość krwawej gierki.
Podsumowując: sprawnie napisane czytadło - idealna sprawa na dłuższą podróż, lecz głębszych treści nie ma co szukać. W skali 1-6 dałbym 3+, niezłe ale d... nie urywa.

janjuz - 2016-09-25 21:58:58

Wpadła mi w ucho (oraz niecierpliwe łapy) krasnoludzka muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=FxchcNLWpH4

Jakie macie o niej zdanie?

Xazax - 2016-09-25 23:18:06

Trylogię całą też już przeczytałeś ?

janjuz - 2016-09-26 09:09:19

Jasne! Wojna, wojna, wojna!

janjuz - 2016-11-16 12:16:44

Ależ się wpakowałem!!! Poszedłem na całość i wykupiłem 2-letni abonament w Legimi. Mam teraz nowy czytnik, lepsze to od tableta, lżejszy i nie męczy oczu, oraz dostęp za darmo lub po sporo niższych cenach do tysięcy e-booków. Moja wydajność tłumaczeniowa spada drastycznie, lecz po prostu nie mogę się oderwać od kolejnych pozycji. Polecam!!!

janjuz - 2016-12-01 13:54:32

Wracam tu do wpisu Chainekkena w chatboxie dotyczącego opisów w tomie "Północ-Południe" Meekhańskiego Pogranicza.
   Dla pokolenia wychowanego na szeroko pojętym obrazie - film, telewizja, gry komputerowe - kreowanie przez twórcę wyobrażonego świata jest kwestią dobrze dobranego i zorganizowanego obrazu. Przykładem może tu być Cameron ze swoim "Avatarem", Jackson z "LotR" czy chociażby autorzy "Warcrafta". Mój problem polega na tym, że zostałem wychowany w kulturze słowa, za czasów mojego dzieciństwa telewizja dopiero raczkowała i nadawała dwa razy w tygodniu po trzy godziny! Na dodatek były to głównie wiadomości, rolniczy kwadrans i od czas do czasu radziecki lub czeski film czarno-biały. W kinach filmy zmieniano rzadko i była to rozrywka niezbyt tania. A i repertuar... patrz telewizja. Pozostawał teatr - zbyt młody jeszcze byłem, boisko - czasem od rana do wieczora, spotkania z kumplami - często, i wreszcie - KSIĄŻKA! Początkowo, co chyba zrozumiałe, czytałem głównie to co "rzadko" napisane - akcja i dialogi. Potem jednak wtopiłem się w poszukiwanie wyobrażonego przez autora obrazu. A tu już bez opisu ani rusz. Ukraińskie stepy i Dzikie Pola zaistniały w mojej wyobraźni bowiem Sienkiewicz potrafił je opisać, bezludna wyspa Robinsona jest żywa bowiem Defoe potrafił ją opisać a już Śródziemie aż tętni życiem w mojej głowie bowiem opisy Tolkiena to majstersztyk. Można co prawda i w tym przesadzić - vide "Nad Niemnem" czyli jak mawiano za moich czasów "Zielnik" Orzeszkowej.
Nasz przyjaciel z forum, Xazax, podrzucił mi kilka książek z "Warcrafta". Sam film też obejrzałem. Nie dziwę się, że jeżeli ktokolwiek najpierw grał w Warcrafta a potem obejrzał fim to książkę chwyta i ją rozumie. Ja graczem nie jestem. Film obejrzałem, lecz treść była dla mnie zbyt poszatkowana, przeczytałem więc książki przysłane przez Xaza a na dodatek wziąłem z Legimi jeszcze trzy pozycje autorstwa Golden oraz Kinga - jak dla mnie wszystkie te książki opowiadają film wychodząc z założenia, że obraz świata masz już utrwalony czy to z gry, czy to z filmu. Zero opisu - ani świata, ani relacji między poszczególnymi osobnikami tylko akcja, bitwa i magia. Sorry, nie tak mnie uczono, to nie jest literatura, to jest tylko scenopis.

Robert Wegner w "Opowieściach z meekhańskiego pogranicza" utrzymał się moim zdaniem we wspaniałej równowadze - opisy są tu po to, by świat czytelnikowi przybliżyć lecz by go tym opisem nie znudzić. Pobudzić do działania wyobraźnię, lecz od dalszej lektury nie odstręczyć. W opowiadaniu "Gdybym miała brata" doszedł chyba do perfekcji - opis świata, relacje i obyczaje oraz akcja - równowaga idealna! A tłumaczenie wręcz doskonałe!
Osobiście polecam i do czytania zachęcam. Warto.

Chainekken - 2016-12-01 15:46:37

Mnie w opowieściach najbardziej pociąga złożoność bohaterów, ich rys psychologiczny ( nie żeby tego elementu brakowało w cyklu. Opowiadania z południa są pod tym względem niesamowite)  Jeśli chodzi o kreację świata, to tutaj potrzebna jest chyba pewna dojrzałość czytelnicza, cierpliwość i niesamowita wyobraźnia. Mam nadzieję że z czasem ją w sobie wyrobię i nauczę się to doceniać :) Natomiast pamiętam, że opowiadanie o góralach zawierało opis bitwy trwającej przez kilkanaście(-dziesiąt, nie pamiętam dokładnie) stron, i tam o mało sam nie poległem :P. Co do samego cyklu, oczywiście że warto przeczytać! Historie są niesamowite, a jeśli ktoś, tak jak Janek, uwielbia zagłębić się w wykreowany świat, będzie w siódmym niebie. Cały cykl zebrał świetne oceny na różnych forach. A co do tłumaczenia, to wszystkie opowiadania były napisane w naszym pięknym, ojczystym języku, Janku :D Nazwisko autora może trochę mylące, ale to Polak. CO jest chyba kolejnym powodem, dla którego warto to przeczytać. Nie wiem jak uważacie, ale wg mnie bardzo mało jest dobrej polskiej fantastyki.

janjuz - 2016-12-01 15:54:01

A byłem pewny, że to obce! No, no. Wspaniały autor nam się objawił, niech mnie.

Xazax - 2017-02-20 07:49:34

Możliwe że masz rację z tymi opisami świata ;) Może dlatego tak bardzo lubisz Tolkiena bo on to przesadzał z opisami.
Świat Warcrafta jest budowany od 1994 roku kiedy to wyszła pierwsza gra z tego uniwersum, po niej przyszło jeszcze 13 gier 32 książki 10 komiksów i 10 mang ( to chyba też komiksy)
Autorzy widocznie wychodzą z założenia że ludzie biorący w ręce ich dzieło już znają podstawy uniwersum i nie trudzą się opisami. Całość jako uniwersum jest niesamowicie rozbudowane i sam choć gram w to od wielu lat nadal nie znam wszystkich wątków... ba nawet gubię się u podstaw, dlatego tak bardzo to lubię. Uwielbiam takie uniwersa gdzie jest mnóstwo bardzo ciekawych postaci i wątków oraz to że jest to nadal rozbudowywane. Nie czytam dzieł tolkiena bo mają one swój koniec a koniec to najsmutniejsza rzecz dla mnie, Dragonlance czytałem z myślą tego że będziemy nadal dostawać książki od pierwszych autorów a tu dupa. Na ten moment zasysam wiedzę o Gwiezdnych Wojnach oraz o Warcrafcie bo ilość dzieł jest ogromna i nadal rośnie.

Z ciekawośći Janku jakie jeszcze trzy książki przeczytałeś ? Bo mam zamiar kupić jakąś niedługo i nie mogę się zdecydować, niestety większość jest po Angielsku co tworzy pewną przeszkodę

janjuz - 2017-02-20 08:39:01

Ostatnio wyczytuję zbiory zawarte w katalogach Legimi. Jest to koszmarna pułapka! Zainwestowałem 55 zl/miesi + 1 zl za czytnik i teraz za friko mam dostęp do ok 17000 tytułów. Zgroza! Ostatnio więc przeczytałem (po raz wtóry) wszystkie książki z cyklu "Gry Endera" Orsona ScottCarda, poza tym - Piotr Cholewa, Forta,  Gambit , Inwit. Z i jeszcze Ziemiański - cały cykl Achaja i cykl Pomnik Cesarzowej Achai. Evan Currie - Odyssey One. Jack Campbell - cykl Starka. Miszczuk - Noc Kupały. Sanderson - Cienie Tożsamości, Żałobne Opaski, Stop Prawa, Elantris. Neil Gaiman - Dymy i Lustra, Chłopaki Anansiego. Peter Brett - Tron z Czaszek i jeszcze kilka, tyle, że wywaliłem bo nie były warte poświęconego im czasu.

Xazax - 2017-02-20 08:41:45

Chodziło mi o książki z Warcrafta

janjuz - 2017-02-20 12:31:01

Nie, nic nowego nie dopadłem. Tylko te, które są w Legimi oferowane. Muszę jednak powiedzieć, że po ich przeczytaniu stwierdzam - Knaak pisał to lepiej, choć i tak mnie nie wciągnął.

janjuz - 2017-02-22 15:52:39

Cześć Xazax,

Poniżej masz przetłumaczony tekst o Tal Rasha, chociaż w Wordzie lepiej wygląda.



•    Diablo
o    Classes
o    Spells
o    Walkthrough
o    Quests
o    Diablo: Hellfire
•    Diablo II
•    Diablo III
•    General information
•    On the Wiki

  Contribute 
Tal Rasha
8,581 STRON
THIS WIKI
Add New Page
  Edit   Talk1  Share
Tal Rasha

Tytuł
Strażnik Baala

Płeć
Męska
Rasa
Człowiek

Przynależność
Horadrim
Klasa
Mag
Zajęcie
Przywódca Horadrim (oprzednio)
Status
Martwy
Występowanie
Diablo II
Diablo III (tylko wspomniany)
Book of Cain (tylko wspomniany)
Tal Rasha był potężnym magiem Horadric oraz pierwotnym przywódcą zakonu. Stał się żywicielem/gospodarzem Baala, Pana Zniszczenia.
Spis treści
[show]
Biografia Edit
Polowanie na Trzech Edit
   Horadrimowie zostali utworzeni na rozkaz archanioła Tyraela a dostali zadanie polowania na trójkę Pierwotnego Zła, jacy zostali wygnani do Sanktuariu. Tal Rasha został ustanowiony przywódcą grupy. Włącznie z odpowiedzialnością za wprowadzanie rekrutów.
   Z Trzech Braci Baal był drugim z Pierwotnego Zła, który szukał schronienia w mieście Lut Gholein przez trzy dni. Tal Rasha nakazał Horadrimom zaczekać, by niewinni nie wpadłi w krzyżowy ogień. Horadrimowie na koniec zmierzyli się z Baalem po ty, gdy opuścił on miast.
  Różnie mówi się o tym co zaszło później. Najważniejsze zapiski mówią, że w czasie walk atak Baala roztrzaskał święty kamień dusz, w którym tenże miał zostać uwięziony. Jednakże Tal Rasha, przygaszony szalejącym władcą demonów, zdołał zebrać największe odłamki kamienia dusz i w nich usidlić esencję demona. Inne źródła twierdzą, że to niezdolność do prawidłowego posługiwania się kamieniem w bitwie przez Zoltuna Kulle ( kolejny członek Horadrimów) doprowadziła do jego strzaskania. Niezależnie od wszystkiego, Baal został uwięziony, lecz podzielony kamień nie mógł opanowywać jego esencji na zawsze. A nie było dość czasu by go przetworzyć.

Baal tuż przed uwięzieniem w ciele Tal Rasha via strzaskany kamień dusz
   Relacje różnią się czy to Tal Raha czy też Kulle to zasugerował, że ciało ludzkie może pomieścić esencję demona złączenie ciał z odłamkami kamienia. Oznacza to niestety, że gospodarz będzie już na wieczność pozostawiony sobie, by zmagać się z demonem. Chwilę później Tal Rasha wystąpił jako ochotnik. W tym momencie pojawił się Tyreal prowadząc Horadrimów do starej komnaty pogrzebowej. Kamień wiążący pokryty runami zbudowano. Tal Rasha rozkazał swym braciom by go doń łańcuchami przykuto. Magowie z żalem na to patrzyli, lecz Tyrael wcisnął odłamki kamienia duszy w serce Tal Rasha i tak przypieczętował jego los. Horadrimowie z żalem zapieczętowali komnatę i odeszli.
   Przed tym zapieczętowaniem jednak Tal Rasha większość swych mocy zmagazynował w źródle.

Dziedzictwo przeklętych
„Legendy słyszałem o Grobie Tal Rasha, lecz sądziłem, że to tylko stare bajędy do straszenia małych dzieci” – Atma(src)
   Przez całe stulecia Tal Rasha był pozostawiony w walce z duchem Baala. Legendy o grobie rozchodziły się szeroko. Horazon zdołał go znaleźć i zapisać umiejscowienie.

Uwolnienie zniszczenia
„Gdy Tal Rasha zdecydował o zamknięciu w ciele duszy Baala, wiedział, że jego przeznaczeniem jest wieczne zmaganie z potęgą większego Zła. Rozejrzyj się wokół siebie i sam siebie spytaj: Czy ta bitwa została wygrana czy też przegrana?” – Lysander (src)
  Grób Tal Rasha został w końcu odnaleziony przez Diablo, który pod przebraniem Mrocznego Włóczęgi poszukiwał sposobu by uwolnić Baala. Przez ten czas esencje Tal Rasha został pochłonięta przez Baala co dało też Panu Zniszczenia wgląd w wiedzę Horadrimów. Diablo, jako Włóczęga, wszedł do Grobowca, lecz tam zmierzył się z Tyraelem. Gdy tych dwoje walczyło, Baal przywołał towarzysza Włóczęgi, Mariusa, i błagał go o uwolnienie. Maris był zmuszony to zrobić więc wyciągnął kamień dusz z piersi Tal Rasha. Uwolniło to Baala, który od tej chwili panował nad ciałem Tal Rasha. Zanim Baal dotarł do Mount Arreat z formy duchowej Tal Rasha nie pozostało już nic a forma fizyczna uległa zniszczeniu gdy zniszczono Kamień Światów.
W grze Edit
Diablo II Edit
  Odzienie Tal Rasha to zestaw rzeczy możliwych do uzyskania w Diablo II. W Akcie II – Wielkie Mumie oraz ich wariacjach można usłyszeć jęki „Tala Rasha”.

Diablo III Edit
  Elementy Tal Rasha to zestaw rzeczy jakie można uzyskać w Diablo III. Jednym z nich jest receptura Kostki Kanai a Archiwum Tal Rasha wzięło od niej nazwę.

Cechy osobowości  Edit
   Tal Rasha był jednym z najpotężniejszych magów jacy kiedykolwiek żyli. Ubierał się w odzież subtelną i potężną, podobnie jak reszta Horadrimów, lecz w znacznie większym stopniu. Fara  opowiada się za tym, że akt próby zapieczętowania Baala był bezinteresowny, lecz być może szaleńczy.

www.zerzen.pun.pl