DragonLance Forum

Forum dla fanów DragonLance, książek fantasy oraz RPG.

#1 2013-10-22 17:30:23

 Raistlin

Shalafi

8930444
Skąd: Myślenice
Zarejestrowany: 2010-08-01
Posty: 1157
WWW

Mary Kirchoff - Kenderówek


"Stajenny ma swój humor i kopie psa. Mag ma swoje humory i znika miasteczko."

http://www.smoczalanca.pun.pl/_fora/smoczalanca/gallery/2_1327707076.jpg

Offline

 

#2 2013-10-22 17:40:16

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Błagam o jakieś opinie, choćby i okrutne, na temat tłumaczenia!!!


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#3 2013-10-22 19:59:09

 Arvina

Księżniczka Mithrilowej Hali

Zarejestrowany: 2012-11-08
Posty: 154

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Już Ci mówiłam,że moim zdaniem tłumaczenie jest genialne. Nie ma się czego czepiać, jakość Twojego przekładu niczym nie różni się od tłumaczeń zawodowców. Powiem więcej - Twój styl jest o wiele lepszy od niektórych przekładów ludzi, którzy podobną robotą zajmują się na co dzień. Dlatego najwyższe wyrazy szacunku za wykonaną pracę i oby tak dalej (może nawet w dalszej współpracy ;P)

Offline

 

#4 2013-10-22 20:49:02

pikolo75

Zwykły obywatel

Zarejestrowany: 2012-09-29
Posty: 1

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

To jest " Kenderówek PRELUDIA    Część II " Gdzie znajdę część 1 ?

Offline

 

#5 2013-10-22 20:52:33

 Arvina

Księżniczka Mithrilowej Hali

Zarejestrowany: 2012-11-08
Posty: 154

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Nie są jeszcze przetłumaczone. Nie musisz się martwić, że czytasz historię wyjętą z całości, bo każda część jest o czymś innym

Offline

 

#6 2013-10-22 20:52:37

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Arvino!
   Zastanawiam się tylko nad tym, co teraz na warsztat tłumacza capnąć a nie nad tym, czy dalej współpracować z Tobą czy nie! Mój dotychczasowy korektor, magister filologii polskiej, jest zachwycony literaturą bardziej mainstreamową a sci-fi ma w absolutnej pogardzie. Poza tym chyba ma jakieś osobiste problemy bo od pół roku niczego nie sprawdził. Ostatni tom Trylogii nie został wcale skorygowany! Nic to, jest już w sieci i nawet go pobierają.
   Muszę stwierdzić, że ciągnie mnie troszkę do zamknięcia epopei elfów. Potrzeba do tego przetłumaczenia dwóch pozycji; the Lioness (Lwica) Nancy V. Berberick oraz the Dark Thane (Mroczny Than) Jeffa Crooka. Czeka jednak również Amber & Blood z Mrocznego Ucznia oraz parę innych. Nie bardzo wiem, co wybrać.
   Być może trzeba dać sobie trochę przerwy i skupić się np. na stronie budowanej przez Xazaxa, albo tłumaczeniu krótszych form z fanfiction.net, albo dokończyć weszcie opowiadanie o krasnoludzie (konspekt gotów, tylko pisać nie bardzo miałem kiedy).

   W każdym razie, gdy tylko COŚ przetłumaczę to MASZ ROBOTĘ!!!!!!


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#7 2013-10-22 20:55:22

 Arvina

Księżniczka Mithrilowej Hali

Zarejestrowany: 2012-11-08
Posty: 154

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Pierwsza prawdziwa praca w życiu... To kiedy wypłata? Żartuje, jestem chętna do współpracy

Offline

 

#8 2013-10-22 21:01:54

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Wspaniale! Jak tylko będę wiedział, co brać na tapetę to Cię poproszę do współpracy. A może byś coś podpowiedziała?


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#9 2013-10-22 21:05:22

 Arvina

Księżniczka Mithrilowej Hali

Zarejestrowany: 2012-11-08
Posty: 154

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Już kiedyś mówiłam, że chętnie przeczytam wszystko, w czym występuje Raistlin. Ale jeśli chcesz kontynuować ciąg o elfach, to historia Lwicy wydaje się wielce ciekawa.

Offline

 

#10 2013-10-22 21:23:30

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Z historii Raistlina mam tylko "Dragons of the Hourglass Mage" z cyklu Utraconych Kronik. Cykl zaczęła pani Dorota Żywno "smokami Krasnoludzkich Podziemi". Nie sądzę, żebym był w stanie z nią konkurować, chyba zresztą sama próba byłaby nieelegancka, niemiła i niecelowa.
   Poniżej zamieszczam listę pozycji do wyboru.
1. Covenant of the Forge - Dan Parkinson  (Trylogia krasnoludzkich narodów tom 1)
2. Survivors - Dan Willis  (Kowadło Czasu )
3. Lake of Death - Jean Raabe (Wiek śmiertelnych)
4. Prisoner of Haven - Nancy V. Berberick (Wiek śmiertelnych)
5. Conundrum - Jeff Crook (Wiek śmiertelnych)
6. Forest King - Paul B. Thompson (Kowadło Czasu)
7. Renegade Wizards - Lucien Soulban ( Kowadło Czasu)
8. Seventh Sentinel - Mary Kirchoff (Obrońcy Magii)
9. Fistandantilus Reborn - Douglas Niles (Utracone Legedy)
10. Wizards Conclave - Douglas Niles (Wiek śmiertelnych)
11. Dark Thane - Jeff Crook (Wiek śmiertelnych)
12. Lioness - Nancy V. Berberick (Wiek śmiertelnych)
13. Flint, the King - Mary Kirchoff, Douglas Niles (Preludia)
14. Kinslayer Wars - Douglas Niles (Trylogia elfich narodów)
15. Cataclysm - red. Wiess, Hickman (Opowiadania)

Poza tym mam jeszcze "Dragons of Highlord Skies"Wie&Hickman ale i to chyba trzeba zostawić pani Żywno.

A poza tym WYBIERAJ.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#11 2013-10-22 21:25:53

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Acha! Jest jeszcze "Amber & Blood". Nie podałem powyżej, bo mam tylko wersję elektroniczną.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#12 2013-10-22 21:35:43

 Arvina

Księżniczka Mithrilowej Hali

Zarejestrowany: 2012-11-08
Posty: 154

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Interesują mnie pozycje 7,8,9,10 i 15, czyli wszystkie związane z magami i opowiadania, bo te można publikować nawet po jednym ku uciesze gawiedzi

Offline

 

#13 2013-10-22 21:44:16

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Dobra! Przyjrzę się im bliżej. Może faktycznie opowiadania byłyby fajnym przerywnikiem po "poważnej" robocie? Muszę się w nie lepiej wczytać. Z pozostałych najlepszy jest "Fistandantilus" ale i inne są niczego sobie.
Za parę dni rzucę propozycję.
Na razie zmykam.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#14 2013-10-22 21:45:48

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Tylko jeszcze zapraszam do Gospody, coś tam skrobnąłem przy Stoliku.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#15 2013-10-24 18:52:53

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Jeśli chodzi o powiadania w tomie "Catalysm" to moje uczucia są dość mieszane. Niektóre z nich są bardzo fajne (wg mnie), inne średnie a inne całkiem od rzeczy. A na dodatek jedno jest pisane wierszem (!) i kompletnie nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić chcąc zmieścić w jakimś normalnym czasie. Przyjrzę się bliżej opowieściom o magach.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#16 2013-10-28 09:00:45

Xazax

Mistrz podziemi

Zarejestrowany: 2011-08-24
Posty: 773

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Mogę poprosić jakiś dłuższy kawałek "Kenderówka" ? Jakiś początkowy fragment (nie mam programu żeby otworzyć tego pliku)


"Żaden zwykly śmiertelnik nie mógl stać przed tymi przerażającymi, spowitymi w calun wrotami i nie oszaleć z nienazwanej grozy. żaden zwykly śmiertelnik nie móglby przejść nietknięty między strażniczymi dębami.
lecz Raistlin stal tam. stal tam spokojnie, bez strachu... "

Offline

 

#17 2013-10-28 09:52:58

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 665

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Kenderówek jest zapisany w Word 97-2003.

Ale oczywiście zaraz przesyłam.

Prolog
   Późne popołudnie w Solace. W Gospodzie Ostatni Dom panował spokój. Trójka przyjaciół zasiadała wokół ulubionego stołu, w kąciku, tuż obok kominka. Omawiali plany i zamiary. 
- Jak sądzisz, Tas? Gdzie się najpierw udasz?
    Mówiący te słowa Tanis Półelf wsparł podbródek dłonią a łokieć oparł o ciemny, dębowy blat starego stołu. Było mu całkiem dobrze.
   Po drugiej stronie stołu siedział jego przyjaciel, Tasslehoff Burrfoot, kender. Tuż obok Tasa siedział trzeci z druhów, brodaty krasnolud, Flint Fireforge.
   Smakowity zapach dymu dotarł do nosa kendera. Przebył drogę wzdłuż wszystkich czterdziestu ośmiu cali dziecięcej postaci, licząc od palców nóg odzianych w błękitne nogawice aż do czubka kitki rudych włosów na głowie. Znajomy, smakowity zapach poprawił mu humor. Kender był ździebko smutnawy: za chwilę miał się pożegnać z najbliższymi przyjaciółmi. I to na pięć lat. A to jest bardzo długo. Grupka dobrych przyjaciół, cała siódemka, właśnie podjęła decyzję o czasowym rozstaniu. Mają się spotkać za pięć lat. Z dokładnością co do jednego dnia. Tylko sprawdzą wszystkie pogłoski o zbliżającej się wojnie. I  rozwiążą własne problemy.
- Nie myślałem jeszcze zbyt wiele, dokąd to miałbym pójść – niezbyt przytomnie odezwał się kender – Myślę, że tam gdzie mnie wiatr zawieje.
   Podniósł do ust i odwrócił pusty już dzban. Odczekał aż ostatnia kropla smakowitej piany ześlizgnęła się na wyczekujące wargi. W końcu spadła wydając głośny dźwięk –„plop”.
   Zamlaskał z satysfakcją. Wytarł usta brzegiem rękawa obramowanego futerkiem. Zezował w stronę ciemnej lady ze szpuntami. Spojrzał na Tanisa.
- Przecież przyjaciele na całym Krynnie oczekują, że ich odwiedzę!
   Tas odepchnął puste naczynie na brzeg stołu. Chciał jeszcze pić.
   Oczy Flinta, skryte pod krzaczastymi brwiami, zaiskrzyły z podejrzaną wesołością.
- Idę o zakład, że już nie mogą się doczekać! No i założę się, że są teraz okropnie zajęci! Właśnie wymyślają zamki odporne na kenderów!
   Krasnolud usiłował ukryć szeroko uśmiechnięte usta pod wielką bulwą nosa i wiechciowatymi wąsami. Zdradzały go jednak drgające w parkosyzmach śmiechu, mięsiste policzki. Nawet Tanis, zawsze zaprowadzający zgodę między druhami, nie mógł sobie ze śmiechem poradzić i w końcu skrył twarz w dłoniach.
- Och, NAPRAWDĘ tak sądzisz?! – poważnie odezwał się Tasslehoff.
   Kiedy tylko się śmiał, młodą twarz przecinało mu tysiące cieniutkich zmarszczek. Wyglądał wtedy jak nadtłuczona ale nie roztrzaskana tafla szkła. Gęsta sieć zmarszczek była cechą charakterystyczną ich rasy. Większość obcych miała kłopot, gdy chcieli określić wiek kendera tylko na podstawie wyglądu.
- W dzisiejszych czasach zamki są doprawdy do niczego – nie dają żadnej ochrony! Nie pojmuję, jak można cokolwiek nimi zabezpieczać.
- Nikt nawet nie usiłuje, gdy jakiś kender jest w pobliżu – mruknął Flint.
   Z ostrzegawczego wyrazu twarzy Tanisa mógł wyczytać, że czułe ucho elfa dosłyszało jego pomruk. Z jakiegoś powodu Tanis zawsze starał się bronić kendera przed bezsensownymi zniewagami Flinta, pomimo, że Tas tak naprawdę nigdy nie czuł się nimi obrażony.
   Grube paluchy Flinta zniknęły nagle pod wiechciem wąsów wyglądem przypominających miotłę  do zamiatania. Krasnolud gwizdnął ostro i głośno. W gospodzie nie było ruchu, więc już po chwili ukazała się adoptowana córka gospodarza. Dziewczynka cała składała się z zaróżowionych policzków, zaciekawionych oczu i krótko przyciętej burzy ciemnych, kręconych włosów. Przez okna powiało ciepłym powietrzem. Szczeliny okien były naprawdę spore a za kilka tygodni pewnie całe okna zostaną przesłonięte zdwojonym pergaminem dla ochrony przed chłodem. Nieoczekiwanie ciepłą pogodę Flint nazywał „ostatnim tańcem lata”. I pewnie miał racje. W każdym razie ciepła atmosfera końca lata i gorące powietrze z kuchni spowodowały, że włosy dziewczyny były przyklejone do czoła a szara tunika kleiła się do pleców.
- Tak, panie? – spytała gorliwie.
   W głosie dziewczyny nie było jeszcze słychać dźwięków znużenia, tak zwykłych wśród doświadczonych życiem posługaczek. Flint pomyślał ze smutkiem, że za kilka lat, kiedy tylko impertynencje i niechciane zainteresowanie zbyt wielu mężczyzn ją zmęczy…
- Tika, nieprawdaż? – upewnił się co do imienia po czym szeroko się do niej uśmiechnął – Tak więc, Tiko, potrzebuję jeszcze dwóch…
   Tanis szybko dokończył kufel i popchnął go przed siebie.
- Jeszcze trzy kufle Otikowego ale. Na mój rachunek – dodał.
- Natychmiast, panie – smukła sylwetka Tiki dygnęła i zręcznie pomknęła pomiędzy ciasno ustawionymi stołami. Prosto w kierunku baru.
   Gospodę Ostatni Dom zbudowano na planie litery L. Miała niskie sklepienie przez co dawała przytulne schronienie małym grupom gości. Niekiedy jednak, przy większym ruchu, było tu doprawdy ciasno. Ściany zbudowano z grubych, ciemnych bali i uszczelniono cienką warstwą mieszanki smoły i żywicy. Mieszanka wydzielała charakterystyczny zapach, dla stałych bywalców stanowił on dodatkową, przyjemną atrakcję. Całą salę wypełniały nieduże, okrągłe stoliki choć Otik dodał jeden długi stół z ławami, by zachęcić gości do dłuższych biesiad i pogawędek.
   Pełna hałasu i krzątaniny kuchnia była umiejscowiona w stopie litery L. O każdej porze dobiegał stamtąd kuszący zapach opiekanych i przyprawianych ziemniaków Otika, dźwięki rondli i pokrzykiwanie kuchcików.
   Pod jednym względem gospoda była niezwykła. Została zbudowana między potężnymi konarami vallenów, dostojnych i szybko rosnących gigantycznych drzew, które rozrastały się w całej okolicy Solace. Tak naprawdę to, pominąwszy stajnie i parę innych budynków, całe miasteczko było rozlokowane wysoko w gałęziach drzew. Wioska była przepiękna. I mimo swej urody była również dobrze przygotowana do obrony. Nie przypominała żadnej znanej osady. Spiralne schodki i mosty z drewna okręcały się wokół pni drzew, wznosiły wysoko i tam tworzyły ścieżki i przejścia między drzewami. Łączyły rodziny, przyjaciół, warsztaty.
   Gdy Tika wróciła z zamówionymi trunkami trójka przyjaciół, siedząc wciąż w pobliżu kominka, pozostawała w głębokiej zadumie. Oczy młódki błądziły po zamyślonej, atrakcyjnej twarzy Tanisa. Ciemne, szeroko rozstawione i tajemnicze oczy. Kości policzkowe jakby w marmurze rzeźbione. Grube, falami spadające i niby beztrosko nieuczesane włosy. Kiedy jednak wzrok dziewczyny ześlizgnął się na szczupły, muskularny tors widoczny nawet poprzez koszulę, jej ręce stały się jakby niezręczne i rozchlapały odrobinę ale na stół.
- Och, najmocniej przepraszam… to z tego gorąca! – mamrotała, jednocześnie starając się wytrzeć rozlane piwo rąbkiem fartuszka.
- Nic się nie stało – zapewnił ją Tas – To doprawdy tylko kropelka. Tak naprawdę to jestem pod wielkim wrażeniem, że w ogóle trafiłaś w stół biorąc pod uwagę jak gapiłaś się na…
- Dziękujemy ci, Tiko – zagrzmiał Flint, zagłuszając zbyt szczerego kendera.
   Tika, zaczerwieniona po same uszy, z ulgą umknęła do kuchni.
- Tas, nie powinieneś wprawiać dziewczyny w takie zakłopotanie – huczał basowo Flint.
- Zakłopotanie? Kto? Kogo masz na myśli? Och, Tika! – Tas nareszcie połapał się, o co też chodzi Flintowi – To doprawdy nie moja wina, że napełniła kufle po same brzegi a poza tym – wzruszył ramionami – lubię dziewczynę.
   Tas z powagą zaczerpnął palcami piany z kufla i uważnie podniósł ją do ust. Flin wywrócił oczami z niesmakiem.
- Czasami w twojej głowie nie da się doszukać ani źdźbła zdrowego rozsądku. Nie powinieneś dawać jej do zrozumienia, że gapiła się na Tanisa.
   Tas wyglądał na głęboko zdumionego.
- Przecież dziewczyny zawsze gapią się na Tanisa! Widziałeś może, jakie spojrzenia rzucała mu Kitiara? Czasami sam widok mnie kłopotał! Kit tak naprawdę nigdy nie wyglądała na zawstydzoną. Ciekawe czemu…
- Uhm, hmm – Tanis odchrząknął głośno i się zaczerwienił – Czy moglibyście przestać gadać na mój temat tak, jakby mnie tu w ogóle nie było?
   Wyprostował się, przybrał zasadniczy wyraz twarzy i obrócił w stronę kompletnie nie zmieszanego niczym kendera.
- Tas, Flint ma na myśli…
   Tanis szukał właściwych słów, mogących cokolwiek wyperswadować kenderowi.
    W końcu, widząc przed sobą zaciekawioną, radośnie skupioną i nic nie rozumiejącą, dziecinną twarz kendera, westchnął i zrezygnował.
- Aaa, i tak nie ma to znaczenia.
- No więc, Tanisie – Flint usilnie starał się zmienić temat – Dotąd nie powiedziałeś, w jaką stronę ty zamierzasz się udać.
   Z głębi kieszeni skórzanej kamizelki, którą upierał się nosić przy każdej pogodzie, wyciągnął kawałek drewna i ostry, składany scyzoryk. Krasnolud wygodnie oparł plecy o ławę i zaczął rzeźbić delikatne detale malutkiej figurki kaczki.
   Tanis potarł dokładnie ogolony podbródek i, zamyślony, wpatrywał się w tańczące na kominku płomienie.
- Nie wiem doprawdy… Myślałem, że może zabłądzę w stronę Qualinostu – wymruczał niby niezobowiązująco, lecz oczy, wciąż utkwione w płomieniach, błyszczały.
   Flint podniósł głowę i rzucił mu znaczące spojrzenie. Początki Tanisa na tym świecie nie należały do łatwych. Urodził się jako owoc gwałtu na pięknej elfce. Ojcem był człowiek, jakiś wojownik. Podczas narodzin Tanisa jego matka umarła. Dziecko pół-krwi elfie było wychowywane przez brata matki. Wuj traktował go jak własnego syna, ale mimo to Tanis nigdy nie czuł się dobrze ani pomiędzy ludźmi, ani pomiędzy elfami. Kiedy tylko podrósł mieszane pochodzenie stało się jeszcze bardziej widoczne. Był niższy od większości ludzi i wyższy niż większość elfów. Wtedy po raz pierwszy odczuł pogorszenie w stosunkach z elfią rodziną. Odnosiło się to do każdego poza Lauraną. Jej dziewczęce zauroczenie nie było mu tak całkiem obojętne, lecz spowodowało widoczny wzrost napięcia pomiędzy Tanisem z jednej strony, a jego wujem i braćmi Laurany z drugiej.
   Tak więc odszedł. Dręczyła go jakaś wewnętrzna pustka. Na dodatek sumienie mówiło mu wyraźnie – kiedyś będzie trzeba stanąć twarzą w twarz z wujem. Z Lauraną także. Sytuację komplikował drobny fakt, że wuj nie był pospolitym elfem. Był Mówcą Słońca, przywódcą wszystkich elfów w Qualinestii.
   Flint wyczuł zmianę nastroju druha. Wyciągnął ramię i poklepał go po barku.
- Pamiętaj, chłopcze. Tu zawsze znajdziesz dom – mruknął.
   Tanis odwrócił wzrok od płomieni. Rzucił Flintowi spojrzenie, uśmiechnął się, ale ten uśmiech nie odbijał się w zamyślonych oczach.
- Wiem.
   To miało być wesołe pożegnanie a Tanis nie miał ochoty na rozpamiętywanie Qualinostu. Nie teraz. Roześmiał się serdecznie i zawołał do Flinta:
- Na ile zdołałem cię poznać, Flincie Fireforge, spędzisz te pięć lat strugając kawał drewna przy jakimś kominku!
   Flint odciął kolejną strużynę.
- I co byłoby w tym złego? – spytał z oburzeniem w głosie.
   Słysząc go, Tanis miał już pewność, że trafił w dziesiątkę, jeśli chodzi chęci krasnoluda.
- Nic, oczywiście, tylko, że po godzinie albo i mniej byłoby to strasznie nudne – wtrącił Tasslehoff i przegarniając płonące na kominku szczapy posłał w powietrze garść iskier – A wiesz co, Flint, właściwie to mógłbym zostać trochę z tobą, dotrzymać ci towarzystwa i…
- I nic z tego! – uciął krótko Flint groźnie patrząc na kendera – Nie potrzebuję, żeby jakiś pustogłowy kender plątał mi się pod nogami! Nie wpadło ci może do tej łepetyny, że ja chciałbym się ponudzić, jak tylko wy dzieciaki przestaniecie bałaganić wokół mnie?!
   Określenie „dzieciaki” wyraźnie rozbawiło Tanisa. Licząc ludzką rachubą czasu dobiegał setki, chociaż wyglądał na dwadzieścia. No, Flint też nie zaliczał się do młodzików. Miał ponad sto czterdzieści lat co, przełożone na wiek ludzki, oznaczało późną pięćdziesiątkę. 
   Posiwiały krasnolud jeszcze nie skończył marudzenia.
- Raistlin wiecznie zamyślony, Sturm stoicko bohaterski, Kitiara w wiecznych zapasach z Caramonem, albo w innych zapasach z Tanisem…
   Tu Tanis zarobił od rozbawionego Flinta przyjacielskiego kuksańca pod żebro.
Tas odchylił krzesło i wyciągnął nogi na brzeg stołu.
- Myślicie, że Sturm ma jakąś szansę na odnalezienie ojca w Solamnii? – zapytał, przypomniawszy sobie nagle przyjaciół.
  Sturm Brightblade i Kitiara Uth-Matar opuścili Solace wczesnym rankiem. Ruszyli na północ, w stronę Solamnii. Sturm poszukiwał ojca, którego musiał opuścić jeszcze jako dziecko, a Kitiara wyruszyła z nim w poszukiwaniu kolejnych przygód.
- Jeżeli tylko Sir Brightblade żyje to Sturm go odnajdzie. Jestem tego pewny – stwierdził Tanis – Zwłaszcza mając Kit u boku.
   Na kominku ostro zatrzeszczał ogień rzucając żarzący się węgielek wprost na lewą nogę Tasa. Zerwał się z głośnym okrzykiem i zaczął podskakiwać jak oszalały.
- Auć! Ouć! To Kit po to pojechała? Szukać ojca Sturma? – wołał, jednocześnie klepiąc się wściekle po przypalającej się nogawicy.
   Szalone akrobacje kendera nie poruszyły Tanisa. Odpowiedział poważnie.
- Nie sądzę, żeby Kit wiedziała, czego tak naprawdę poszukuje.
   Węgielek zgasł wreszcie. Tas przepchnął palec przez czarno obrzeżoną dziurę wypaloną w błękitnej nogawicy.
- No cóż, cokolwiek to jest to ona to znajdzie. Tego jestem pewien – powiedział – Ona jest taka…
- Ambitna? – podpowiedział Tanis.
- Zamierzałem powiedzieć, że zdecydowana – dokończył zmyślny kender.
- Ooo, rzeczywiście, jest – odpowiedział Tanis z wiele mówiącym uśmiechem.
- Trochę się boję o tych jej głupich braciszków – mamrotał Flint – chociaż doprawdy nie mam pojęcia, dlaczego mnie to obchodzi. A poza tym, mówcie co chcecie, ale Raistlin jest zbyt młody na jakieś magiczne próby w Wieży Wielkiej Magii. Jeszcze się zabije. No, a wtedy co pocznie biedaczysko Caramon.
   Bliźniacy, Raistlin i Caramon Majere – przyrodni bracia Kitiary – wyruszyli trochę wcześniej.  Wątły adept magii, Raistlin, zamierzał podjąć bardzo niebezpieczny test w Wieży Wielkiej Magii w Wayreth. Caramon natomiast, bardzo krzepki braciszek, uparł się mu towarzyszyć. Dla ochrony.
   Tasslehoff wyglądał na głęboko zamyślonego.
- To chyba wygląda dokładnie na odwrót – mruknął cicho – Nie mam pojęcia co bez Caramona zrobiłby Raistlin. No chyba, że będzie już martwy.
- Rodzina…- odparł Tanis, wyraźnie błądząc myślami gdzieś daleko.
- To jest to! – wrzasnął Tas podrywając się na równe nogi – To właśnie zrobię! Odwiedzę rodzinkę! Ouups! Tylko pojęcia nie mam gdzie ich szukać.
- Nie wiesz gdzie mogą być? – Flint spojrzał znad swej dłubaniny –A twoi rodzice?
- Naprawdę nie wiem. Ostatnio nic o nich nie słyszałem
- Słuchaj – rzekł Tanis, powoli pociągają ciemne ale – skąd w takim razie możesz wiedzieć, że oni w ogóle jeszcze żyją?
- Przypuszczam – zastanawiał się Tas – że ktoś by mi powiedział gdyby zmarli.
- Tylko, że jeśli ty nie masz pojęcia, gdzie oni mogą być to w jaki sposób ktoś ma ciebie odnaleźć, by powiedzieć, że umarł ktoś, kogo miejsce pobytu jest nieznane? – Flint aż prychnął z zażenowanie – No, tylko mnie posłuchajcie. Przecież zaczynam gadać jak jakiś… kender.
   Tas był już zbyt zajęty wyliczaniem rozległej rodziny, by mógł słuchać kogokolwiek.
- No, więc jest Wuj Remo Lockpick, kuzyn wuja mojego ojca. No, tak sądzę. Ma wspaniałą kolekcję kluczy – wielkie klucze, małe klucze, ciężkie, nawet zrobione z błękitnych klejnotów wielkości twojej głowy.
   Tutaj Tas podrapał się w brodę.
- Do czego może być potrzebny taki klucz?
   Flint i Tanis byli zdumieni. Po co klucze kenderowi? Przy ich lekkich, zwinnych palcach i zdolnościach włamywaczy? Obaj jednak woleli zachować milczenie.
- Jest jeszcze Wuj Wilfire – kontynuował zamyślony Tas – tyle, że dawno już nikt go nie widział…och, ja go chyba nigdy nie widziałem.
   Pociągnął trochę ale i gadał dalej.
- Mój ulubiony wuj to brat mojej matki  - rzekł Tas, szczęśliwy, że go sobie przypomniał – Nazywa się Furrfoot, nie Burrfoot. Wyobrażacie sobie, jak to denerwuje rodzinę na każdym pikniku? Tak czy inaczej, Wuj Trapspringer przyłączył się do naszej rodziny, gdy jego narzeczona zmarła w czasie podróży księżycowej. Mamy zwyczaj tak nazywać podróż poślubną w czasie miesiąca miodowego. No, w każdym razie wuj uznał ją za zmarłą.
- Jak to, „uznał za zmarłą” – zawołał Tanis – przecież to tragedia.
- Och, to bardzo romantyczna historia! Zwłaszcza jak opowiada ją wujek Trapspringer!
   Podniósł kufel prosząc o ponowne napełnienie. Wyraźnie szykował się do długiej opowieści.
- Wersję skróconą, jeśli wiesz, co mam na myśli! – ostrzegł go Flint – Nie mam zamiaru tu siedzieć i słuchać twoich opowiastek do czasu powrotu całej reszty. Czyli przez pięć lat!
   Tasslehoff wywrócił oczami.
- Baardzo zabawne, Flint. Nigdy nie opowiadałem ci pięcioletniej historii. Chociaż wiesz, znam kilka takich…
- Wiecie – ciągnął, jakby nikt mu nigdy nie przerywał – Wujek Trapspringer i jego narzeczona nie mieli ochoty na wyjazd byle gdzie w podróż księżycową. I dokładnie tam pojechali. A w każdym razie, próbowali.
   Można było spokojnie oskarżyć Tasa o tępotę.
- Więc dokąd pojechali? – spytał Flint udając wielką cierpliwość.
  Szybko pożałował tego pytania.
- No nie, Flint, nie słuchałeś uważnie. Dokąd można pojechać w podróży księżycowej. Oczywiście, że na księżyc! I w tym cały problem.
   Oczy Tanisa niebezpiecznie się zwęziły.
- Pojechali na księżyc?
- Nie -  poprawił go Tas – ale z pewnością próbowali. Na Targu Wiosennym w Kenderówku kupili magiczną miksturę. Każde wypiło połowę zawartości buteleczki, zamknęło oczy i, dokładnie jak kazał sprzedawca, mocno myśleli o księżycu. Tylko, że kiedy Wujek Trapspringer otworzył oczy to wciąż był na targu a narzeczonej nie było! Tylko suknia ślubna leżała obok na ziemi – oczy Tasa niebezpiecznie zaszły mgiełką – O bogowie! Ta historia sprawia, że smutnieję. Czy nie przypuszczacie, że wujek nie pomyślał o księżycu wystarczająco mocno?
- Że zbyt dobrze nie myślał to pewne. Tylko nie o księżyc tu chodzi – parsknął Flint wytrzepując mnóstwo drewnianych wiórków z brody – Ona się zwyczajnie zorientowała w co wdepnęła i zwiała gdy tylko przymknął oczy. Jak na kendera to niezwykła przenikliwość.
- Wujek Trapspringer twierdzi, że musiała już umrzeć – stwierdził Tas – bo jeśli nie, to już dawno by go odnalazła. Ja jednak myślę, że ona teraz właśnie siedzi gdzieś na Lunitari. Założę się, że jest tam strasznie samotna. Ciekawe, jak my stamtąd wyglądamy?
- Jeśli tam jest to przynajmniej nigdy nie zgłodnieje – odparł Flint – Przecież każdy wie, że księżyc jest zrobiony z czerwonego sera!
   Krasnolud wytężał całą siłę woli byle tylko się nie roześmiać.
- Ooo, nie jestem pewien – trzeźwo stwierdził Tas – Nie mam pojęcia z czego jest zrobiony Lunitari ale ser nie wydaje mi się prawdopodobny. Coś czerwonego, to oczywiste. Ale nigdy coś tak miękkiego i prozaicznego jak ser…
   Flint ryknął głośnym śmiechem.
   Monolog Tasa został gwałtownie przerwany. Ciężkie, dębowe drzwi gospody zostały gwałtownie otworzone, a potem zamknięte z takim hukiem, że nawet do baru zaczęły spadać jesienne liście vallenów. W wejściu ukazała się najbardziej niezwykła z żywych istot, jakie trójka przyjaciół kiedykolwiek widziała. Kobieta, a sądząc z pewnej prostokątności sylwetki, krasnoludka. Najbardziej zmysłowa krasnoludka na świecie. Jedwabna bluzka w malinowym kolorze ciasno opinała pokaźnych rozmiarów biust, naciągający kolorowe lamówki. Kanarkowo żółty, pleciony pasek ze skóry zaciskał wąską talię. Purpurowe spodnie, ciasno opinające nogi wpuściła w skórzane, wysokie buty kolorem odpowiadające bluzce. Zarówno usta jak i policzki jaśniały jaskrawo nienaturalnym odcieniem jabłka granatu. Dokładnie jak i włosy. Ponad tą niezwykłą postacią widniał, modnie przekrzywiony, niewielki purpurowo różowy kapelusz z piórami.
- No. Nareszcie dotarliśmy – westchnęła z zadowoleniem i rozejrzała się po gospodzie.
   Oparła dłonie na biodrach i przyjęła iście imperatorską pozę. Uznała widać, że tak wyda się wyższa. W gospodzie wszystko ucichło. Nawet rondle w kuchni przestały podzwaniać.
- Woodrow, choć tutaj! – zawołała przez ramię.
- Tak, psze pani – odezwał się nieco zdenerwowany głos.
   Zza jej pleców wysunął się młody człowiek. Obszedł ostrożnie wyniosłą postać, jakby czynił wszystko, by nie naruszyć jej dostojności. Włosy miał koloru suchej słomy. Jakby wyblakłej od słońca. A na dodatek równo, jakby pod garnek, przycięte wokół głowy. Nos jastrzębi i krzepki, jak zresztą krzepką i wysoką miał całą postać. Ubrany był dość dziwnie. Nosił szare, pikowane nogawice i kaftan o długich rękawach. Kaftan podbijany, taki jak nosi się pod kolczugę. Nogawice, wyraźnie nie pierwszej młodości, były wyblakłe i znoszone. Nadgarstki młodego człowieka wystawały z rękawów dobrze ponad cal.
- Nie mów do mnie „pani” – łagodnie go złajała – Czuję się wtedy strasznie stara. A zapewniam cię – tu rzuciła wyraźnie uwodzicielskie spojrzenie – aż taka stara nie jestem.
   Młody mężczyzna nazywany Woodrowem wściekle się zarumienił.
- Tak, psze pani – wyjąkał.
   Popatrzyła nań chwilkę i przelotnym dotknięciem pogłaskała po policzku.
- Taki młody… ale zawsze lubiłam młodych.
   Gwałtownie się obróciła i ostro rozejrzała po izbie. Za ladą baru, w fartuchu, siedział Otik.
- Hej-ho! – zawołała machając rękami w jego kierunku.
   Otika najpierw zamurowało. Po chwili jednak pognał do niej.
- Ktoś wyglądający tak ważnie i dystyngowanie jak ty  – wymruczała – musi być władcą za tym barem.
   Potężne cielsko Otika wyprostowało się jednym szarpnięciem. Uśmiechał się przy tym uśmiechem zakochanego durnia.
- Tak, pani, w rzeczy samej. Czy mogę w czymś być pomocny? Jakiś pokój? Obiad? W całym Solace… ach, co ja mówię, na całym Ansalonie nie ma lepszego jedzenia – wyjąkał.
- Jestem przekonana – odparła gładko – lecz być może później. Tak naprawdę to szukam kogoś. Pewnego kendera. Nazywa się Tasslehoff Burrfoot. Powiedziano mi, że tutaj mogę go znaleźć.
   Trójka towarzyszy z uwagą obserwowała całe przedstawienie. Na dźwięk swego imienia podekscytowany Tas zerwał się na nogi i pognał w stronę krasnoludki.
- To ja! Ja jestem Tasslehoff Burrfoot! Wygrałem coś może? Czy przywiozłaś mi wygraną? – zamilkł na sekundę trafiony nową myślą – A może coś straciłem? A może ty straciłaś?
- Możne tak powiedzieć – odpowiedziała zmysłowa krasnoludka, jednocześnie uważnie lustrując dziecinną postać kendera – Nie mam pojęcia, o co tyle hałasu.
   Mruknęła tajemniczo i niespodziewanie chwyciła ramię Tasa. Chwyt miała doprawdy mocny.
- Będziesz musiał ze mną pojechać, a troszkę mi się śpieszy – powiedziała, kierując się jednocześnie w stronę drzwi.
   Tas nie miał pojęcia, o co chodzi. Oto był wleczony przez obcą mu istotę jak kawał zwykłego drewna. Nagle zaparł się piętami w podłogę.
- No chodźże – strofowała go kobieta – Nie mam dla ciebie zbyt dużo czasu.
   I dalej wlokła go w stronę drzwi.
- Czekajże! – wrzasnął Tas – Kim ty jesteś? Dokąd mnie ciągniesz? Nie jesteś ani trochę uprzejma!
   Nagła akcja krasnoludki poderwała Tanisa i Flinta zza stołu. Po chwili już się do niej zbliżali wyraźnie stając w obronie Tasa.
   Obca coś sobie nagle przypomniała.
- Oupss! Wybacz, zapomniałam najważniejszego – tu nastroiła gardło do tonu jak najbardziej urzędowego – Tasslehoffie Burrfoot, jesteś aresztowany pod zarzutem złamanie przepisów sekcji trzynaście-jeden-dziwętnaście, rozdział czterdzieści siedem, paragraf dziesięć, punkt któryś tam, Kenderskiego Kodeksu Zachowania.
   Ostro szarpnęła go za rękę i poprowadziła do drzwi.
- Z pewnością brzmi całkiem serio – ponuro zgodził się Tas – Ale co to znaczy?
- To znaczy, że nie dotrzymałeś obietnicy zawarcia małżeństwa. Masz poważne kłopoty, panie Burrhead.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#18 2013-11-21 21:31:57

 Raistlin

Shalafi

8930444
Skąd: Myślenice
Zarejestrowany: 2010-08-01
Posty: 1157
WWW

Re: Mary Kirchoff - Kenderówek

Wersja dla tych którzy nie mają zainstalowanego Worda, spróbuj Xaz, powinno działać

http://przeklej.net/down/87024395637746 … 4bd2c.html


"Stajenny ma swój humor i kopie psa. Mag ma swoje humory i znika miasteczko."

http://www.smoczalanca.pun.pl/_fora/smoczalanca/gallery/2_1327707076.jpg

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
zaproszenie-weselne.eu czarter Grecja Meble pracownicze Warszawa psycholog Piła