DragonLance Forum

Forum dla fanów DragonLance, książek fantasy oraz RPG.

#21 2018-07-07 13:46:59

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 693

Re: Bracia Majere

Raistlin podniósł swą szklankę brandy, lecz omal je nie upuścił z powodu drżącej dłoni. Odstawił ją i gwałtownie spojrzał na planszę gry. Patrzył na swego czempiona. Na jego oczach zmieniał się on w zdeformowaną postać odrażającego, nieumarłego wojownika. Mag usiadł. Obawiał się, że własne nogi mogą go nie utrzymać.
- Twoja propozycja jest kusząca…
- A więc akceptujesz?
   Shavas uklękła przy krześle maga. Położyła dłonie na dłoniach czarodzieja i z uśmiechem patrzyła w klepsydrowe oczy. Wyglądała na zupełnie pewną zwycięstwa. Raistlin potrząsnął głową.
- Nie mogę.
- Dlaczego? Przecież oferuję ci wszystko! Szansa na władzę wraz ze mną. Moc wykucia własnego przeznaczenia. Samą siebie!
   Mag nic nie odpowiadał. Patrzył na planszę i na zniszczonego czempiona. Shavas wstała powoli i z godnością.
- Pragniesz mnie! Nie możesz się tego wyprzeć!
   Nie patrząc nawet na nią odpowiedział.
- Że cię pragnę, pani, wyprzeć się nie mogę. Mogę jednak wyprzeć się swych pragnień.
- A więc jesteś głupcem!
- Być może – odparł Raistlin przyciszonym głosem – Być może. Grę jednak wygrałem.
   Sięgnął ręką i zdjął figurę Mrocznej Królowej z planszy. Z odrazą cisnął ją w ogień. Natychmiast też odczuł jak gniew kobiety narasta i go otacza, jak pali bardziej od płomieni ognia.
- Ty? Ty nic nie wygrałeś? – zawołała – Nic, tylko własną destrukcję!
   Wokół jej palców ukazały się pociski błyskawic a jej nagie ciało otoczyła zimna, męcząca poświata. Długie włosy uniosły się wokół głowy jak kręcące się węże. Oczy zniknęły tonąc w głębokich studniach czerni. Raistlin wstał opierając się wciąż na Lasce Magiusa.
- Ta mizerna zabawka cię nie ocali! Umrzesz od… - głos kobiety załamał się i przeszedł w krzyk przerażenia – Co się dzieje?
- Magia, jaką wezwałaś rośnie poza granice twych możliwości kontroli – odparł Raistlin.
- Pomóż mi! – krzyczała Shavas.
   Z nieba strzeliła czarna błyskawica i otoczyła nagie ciało kobiety. Sięgnęła w stronę Raistlina, lecz jej ręce zaczęły nagle więdnąć, ciało zaczęło odpadać od kości.
- Nie mogę – odparł mag – Jestem przyczyną twego zniszczenia!
   Shavas więdła w agonii.
- Któregoś dnia upadniesz! Któregoś dnia Mroczna Królowa będzie cię miała!
- Nie – odparł Raistlin – Niezależnie od wszystkiego, zawsze będę należał do siebie.
   Ciało kobiety powoli się rozpadało. W końcu pozostał tylko stosik popiołu na dywanie w bibliotece. W jego środku leżał naszyjnik: ognisty opal lśniący drwiną z życia.
   Raistlin stał nieruchomo. Patrzył jak pył Shavas wiruje poszukując wciąż życia. Podszedł, wzniósł Laskę Magiusa i opuścił ją z miażdżącą siła na naszyjnik. Ognisty opal eksplodował.
   Sięgnął ręką i złapał książkę. Nasączył jej stronice brandy i cisnął w ogień. Grzbiet księgi poczerniał i zaczął się zwijać gdy płomienie pożerały złote słowa – Bracia Majere.
   Raistlin wpakował koniec laski w ogień i przytrzymał aż węgle jasno go rozpaliły. Płomieniem laski dotknął zasłon, mebli i, na sam koniec, planszy do gry. Płomienie zatrzaskały. Powietrze wypełnił dym.
   Raistlin postukał końcem laski o podłogę i zdusił płomień na jej końcu. Czarne drewno pozostało gładkie, zimne i nienaruszone.
   Mag odwrócił się i wyszedł z płonącego domu.

Epilog

   Caramon stał za południową bramą Mereklar, poza białymi murami miasta.
- … no i kobieta pośpieszyła z powrotem do domu, przecząc i wymachując ramionami – Earwig zamachał ilustrując własną opowieść – Następnego dnia ktoś zapukał do drzwi. Wiesz kto to był?
   Katherine potrząsnęła głową.
- Nie. Kto?
- Hoopak Dizzy’ego!
   Earwig upadł i zaczął tarzać się ze śmiechu w niekontrolowanym wybuchu radości. Katerine stała zaciskając usta.
- Nie łapiesz tego? – spytał po chwili Earwig siadając wyprostowany na ziemi.
   Katerine wzniosła oczy do nieba, ten gest miała powtarzać doprawdy często. Młoda kobieta była ubrana w skórzane nogawice oraz długą, koźlą tunikę. Stopy okrywały jej małe, pięknie wykonane mokasyny. Na plecach miała swój plecak. A w dłoni dzierżyła niewielki zwój drucików – prezent otrzymany ongiś od Earwiga. Podrzuciła go w powietrze. Chwytając zwój w locie Katerine kątem oka popatrzyła na kendera. Earwig się wykrzywił i mrugnął do niej. Ta dwójka dzieliła pewien sekret, tajemnicę, która miała ich poprowadzić, a przynajmniej taką żywił nadzieję kender, do kolejnej, cudownej przygody. Caramon zaszurał stopami.
- Chciałbym, żebyś zmienił zdanie i dalej z nami podróżował. Przynajmniej aż do Gospody Czarny Kot.
- Nie mogę – odparł Earwig i omal nie wybuchł z podniecenia – Jesteśmy teraz na Bardzo Ważnej Misji. Widzisz, jeśli chodzi o ten drucik…
   Katerine klepnęła go w plecy.
- Cśśś – powiedziała – To jest również Bardzo Tajna Misja.
- To prawda – powiedział Earwig i potarł pierścień na palcu – Cóż, bywaj Caramonie, bywaj Raistlinie. To była fantastyczna zabawa!
   Raistlin miał już coś powiedzieć, lecz miast tego zaczął ciężko kaszleć. Złapał się za pierś i oparł o laskę dla podtrzymania równowagi. Caramon z troską popatrzył na brata.
- Jesteś pewien, że dasz radę to zrobić?
- A ty jesteś pewien, że dasz radę?
   Raistlin rzucił bratu zjadliwe spojrzenie. Caramon był obandażowany, szedł sztywno i krzywił się z bólu. Mag otarł białą chustką usta, chustkę ubarwiły ślady krwi.
- Jeśli już musisz wiedzieć – szepnął mag – To wcale nie pragnę spędzać w mieście kolejnej nocy.
   Caramon rzucił okiem dokoła. Brama miejska była pusta, nie strzeżona. Na ulicach kłębili się ludzie goniący od drzwi do drzwi. Każdy relacjonował własną wersję przerażających wydarzeń, jakie rozegrały się tej nocy. Miasto było pogrążone w chaosie, przywódcy zginęli. Plotki głosiły, że przepadli walcząc u boku Władcy Kotów chroniąc miasto przed jakimś wielkim złem. Mury Mereklar wiedziały lepiej, lecz tylko nieliczni zauważyli nowe płaskorzeźby na ich powierzchni.
   Kotka niosąca w pyszczku nowo narodzone kocię przebiegła obok na cichych łapkach. Przeprowadzała rodzinkę z dziczy do miasta, gdzie koty są mile widziane. Paru mieszczuchów na ten widok przyklękło i zaczęło modły.
- Wciąż uważam, że powinniśmy pożegnać się z Lady Shavas – powiedział Caramon.
   Raistlin popatrzył wstecz w stronę centrum Mereklar. Cienki słup dymu wciąż jeszcze snuł się w powietrzu.
- Nie – odparł z głębin kaptura.
   Widząc, że Caramon zamierza dalej naciskać, delikatnie położył dłoń na jego ramieniu.
- Chodź. Musimy iść.
- Och, patrz, Raist!
   Earwig wyciągnął lekarstwo maga – torebkę śmierdzących ziół – z sakwy u pasa.
- Zgubiłeś to. Naprawdę! – powiedział kender szeroko otwierając oczy.
- Nie zgubiłem, Earwig – odparł Raistlin – Ja to wyrzuci… przerwał i dodał – To znaczy… zatrzymaj sobie, jeśli chcesz.
- Mogę? O rany, dzięki!
- Dziękuję, Earwig. Byłeś bardzo pomocny – powiedział Raistlin.
   Mag podniósł wzrok i wbił oczy w dziewczynę.
Opiekuj się nim.
   Takie słowa same ukształtowały się w jej umyśle. Zaskoczona dziewczyna skinęła głową.
- Będę – przyrzekła.
- Cóż, do zobaczenia, Earwig – powiedział Caramon – Powodzenia w przygodach.
   Bracia ruszyli drogą w jednym kierunku a Katerine i Earwig w drugim. Szli teraz wzdłuż ongiś pustych murów Mereklar gdy nagle Earwig stanął i zaczął się po prostu gapić.
- Wow! – rzekł zachwycony.
   Łzy napłynęły mu do oczu gdy dłonią przesunął po płaskorzeźbie wyobrażającej kendera odważnie siedzącego na tyle powozu i wjeżdżającego do Otchłani. A kolejna rzeźba ukazywała kenderskiego bohatera zabijającego demona. A na trzeciej kender z gracją pakuje rękę do śmiertelnie groźnego pudła…
- Hej, Caramon, Raistlin! – wrzasną podniecony Earwig.
   Bliźniacy – teraz już tylko niewielkie sylwetki w oddali – obrócili się jak na komendę. Obydwaj wyglądali na smutnych, zmęczonych i obolałych.
- Nic takiego – cicho powiedział kender a głośno zawołał – Bywajcie! Pozdrówcie ode mnie Kuzyna Tasa!

   Wędrówka do Czarnego Kota była długa i dla obu braci bardzo męcząca. Często musieli zatrzymywać i odpoczywać. Około południa Raistlin zszedł zszedł ze ścieżki i wszedł do lasu. Caramon, jak zazwyczaj, zatrzymał się i chciał na niego poczekać, lecz Raistlin oberzał się i gestem go przywołał.
- Chodź, Caramon.
- Pewnie. Coś nie tak? – zapytał troskliwie.
- Musimy pogadać.
   Caramon poczuł narastający chłód. Wojownik obudził się rano z głębokiego, nawiedzanego koszmarami snu w swoim łóżku w Barnstoke Hall. Brat siedział obok i pilnował jego odpoczynku, opatrywał rany a potem tylko powiedział, że już po wszystkim i już czas opuścić Mereklar.
- A więc miasto jest bezpieczne? – spytał wtedy Caramon.
- Później wszystko ci opowiem, bracie! – odparł Raistlin – Gdy tylko poczuję, że nadszedł czas.
   Ten czas najwidoczniej nadszedł. Bracia opuścili drogę i ostrożnie przedzierali się przez zarośla lasu. Raistlin poruszał się powoli, jego siły wyraźnie gasły. Caramon krzywił się przy każdym kroku.
- Ramię cię boli? – spytał Raistlin.
- Pali, jak ogniem – przyznał Caramon.
- Zmienię ci opatrunki.
   Smukłe dłonie maga, tak delikatne gdy tego chciał, ostrożnie pracowały wokół ran Caramona. Przemywały chłodną wodą ze strumienia. Nakładały maść ziołową pomysłu Raistlina na całą zakażoną powierzchnię. Caramon westchnął z ulgą czują  jak balsam gasi ból ramienia.
   Raistlin przysiadł nad brzegiem strumienia długo spoglądał w strumień przepływającej wody. Caramon czekał trwożliwie. Nigdy jeszcze nie widział brata tak wycofanego, tak cichego i zadumanego.
- Shavas nie żyje – odezwał się nagle Raistlin.
- Co? – Caramon aż sapnął – Martwa! Jak…
- Ja ją zabiłem.
   Caramon wydał zduszony jęk. Raistlin popatrzył na brata. Bliźniak patrzył nań z przerażeniem. Wyraz twarzy Caramona był już mu znany. Raistlin widział go już wcześniej – w Wieży Wielkiej Magii. Usta maga wygięły się gorzko.
- Chyba powinienem wyjaśnić…
- Tak, chyba powinieneś! – szorstko odezwał się Caramon.
- Zacznę więc od samego początku. Od chwili wygnania Mroczna królowa poszukiwała sposobu powrotu na Krynn. Brakowało jej mocy by dokonać tego samodzielnie, więc podjęła grę na uwolnienie mocy Wielkiego Oka. W tym celu wysłała swych agentów do Mereklar. Bogowie równowagi zostali oszukani przez Takhisis i jej kohorty i zbudowali miasto nie wiedząc w tamtym czasie, że wykuwają wejście z Otchłani do naszego świata.
   Bogowie dobra odkryli jednak ten plan i zbudowali trzy bramy miejskie w taki sposób, że zostałyby one zamknięte gdyby siły zła chciały przez nie uciec. Na dodatek, by naprawić własny błąd przy planach Królowej, Władca Kotów zaoferował usługi własne i całego podległego mu rodzaju, by strzec miasta. To jednak, bracie, jest inna historia, na opowiedzenie której nie mam ani oddechu ani woli.
- Agenci? – Caramon sceptycznie popatrzył na brata – A któż był agentem Mrocznej Królowej w Mereklar?
- Dziewięciu członków rady…
- Ależ ich było dziesięciu – przerwał Caramon.
- … I Lady Shavas – zimno skończył Raistlin.
   Caramon wstał i gniewnie popatrzył na brata.
- Siedź spokojnie, Caramonie, i słuchaj!
   Przeszyty spojrzeniem złotych oczu Raistlina Caramon się poddał i niechętnie usiadł.
- Członkowie rady to w rzeczywistości były demony z Otchłani, które zamordowały prawdziwych radnych, zajęły ich miejsca i przybrały ich wygląd. Lady Shavas zaś… - raistlin się zawahał.
- Kim była? – głucho naciskał Caramon.
- Była… złą czarownicą – skłamał mag odwracając wzrok od brata i spoglądając w wodę – A teraz łańcuch zdarzeń na ile byłem w stanie go zrekonstruować.
- Demony nadeszły do Mereklar i, obawiając się przepowiedni, natychmiast zaczęły pozbywać się z miasta kotów. Redukowały ich liczbę powoli, w nadziei że nie wzbudzą podejrzeń, lecz to nie zadziałało. Lud miasta się wzburzył i zażądał działań. By móc podtrzymać fikcję rządów, agenci Królowej Mroku zostali zmuszeni okazać zainteresowanie sprawą i zostali też zainspirowani do wynajęcia kogoś, kto rozwiąże zagadkę. Dlatego też wydali to ogłoszenie o nagrodzie.
- I dlatego Lord Manion próbował nas zabić! – zawołał caramon, którego podejrzliwość powoli kruszała pod ciężarem słów brata.
- Tak. Zamach jednak zawiódł i dotarliśmy do Gospody Czarny Kot gdzie ujawniliśmy chęć podróży do Mereklar. Demony teraz zaczęły się obawiać, że otwarte, zwykłe morderstwo może wywołać panikę – a nawet rewoltę - w mieście. Radna Shavas musiała udać, jak bardzo cieszy ją nasz widok. Musiała wręcz zrobić widowisko z faktu zaoferowania nam pracy. Nie wierzę, żeby musiała się obawiać któregokolwiek z nas – Raistlin dodał kwaśno – Wiedziała dobrze, że ma nas obu w ręku.
   Twarz Caramona płonęła. Zniżył głowę i posępnie ciskał w wodę kawałki kory.
- Dalej.
- Shavas zdołała nawet uzyskać kontrolę nad kenderem. Złapała go w pułapkę pierścienia. Zmieniło go to w szpiega i w końcu wpakowało pod wpływ samej Królowej mroku. Kiedy byliśmy w Gospodzie Czarny Kot zobaczyłem magiczną linię płynącą do Mereklar. Odkryłem takie trzy, razem czyniły trójkąt zbiegający się w domu radnej. Nie rozumiałem ich znaczenia zanim nie doszliśmy do jaskini martwego czarodzieja. Było to zresztą zaaranżowane przez Władcę Kotów. Jako pół-bóg nie miał prawa interweniować bezpośrednio, lecz zdołał i tak doprowadzić nas do prawdy. Mam takie przeczucie – tu Raistlin lekko się uśmiechnął, że Bast nie zawsze przestrzega wszystkich reguł. Nawet tych, zesłanych z niebios.
- Martwy czarodziej pokazał mi to, co musiałem wiedzieć – zarówno o Mereklar jak i o Shavas.
- Przecież nic o niej nie powiedział! – zaprotestował Caramon.
- Powiedział. Do mnie.
- A dlaczegóż by miał? W jakim celu?
- Żeby się zemścić, pomścić własną śmierć. Widzisz, bracie, to Shavas go zabiła. Był dla niej ogromnym zagrożeniem. Znał prawdę. „Maska ciała” – Raistlin westchnął – Widziałem ją rzeczywistą, gdy pierwszy raz się spotkaliśmy. Widziałem…
   Przerwał i zadrżał.
- Co?
   Raistlin uważnie popatrzył na brata, westchnął i odwrócił wzrok.
- To bez znaczenia, co widziałem. Nie mógłbyś tego zrozumieć. W każdym razie, poznałem prawdę i wiedziałem kim ona jest. Wiedziałem, kiedy tylko próbowała cię zabić…
- Nie wierzę w to! – Caramon z uporem potrząsał głową.
- Przestań się tak głupio upierać! Tylko ona wiedziała, że będziemy wracać do gospody dokładnie o tej godzinie w nocy. Wysłała zabójcę przed nami. Czekał już na nas w pokoju.
- Tylko, że on próbował zabić tylko mnie!
- Abyś już nigdy nie był obok mnie, jako ochrona.
- Och, więc twierdzisz, że ona chciała tylko ciebie? – kpił Caramon.
- Tak, lecz nie w sposób jaki sobie wyobrażasz. Chciała… duszy. Mojej duszy.
   Raistlin wymówił te słowa szeptem. Caramon natomiast, widząc napiętą twarz brata, nie zdołał powstrzymać dreszczu. Wbrew swej woli, zaczynał wierzyć.
- Kiedy zamach na ciebie zawiódł – kontynuował mag – Shavas cię uwiodła i w ten sposób zlikwidowała zagrożenie z twojej strony. Mnie chciała schwytać w magiczną pułapkę. To jednak też zawiodło. Nie bardzo jej to obeszło bowiem święcie wierzyła, że ja też wpadnę w jej czar, podobnie ja i ty. A potem uderzy i zniszczy.
- Rozwścieczony mordem na swym ludzie, pojawił się Władca Kotów. Znał prawdziwą naturę demonów, lecz nie wiedział, po co się tu zjawiły. Usiłował z nich wyciągnąć informacje. Gdy to zawiodło, zaczął je zabijać. Jednego po drugim. Miał nadzieję, że przerazi pozostałych i uświadomi zagrożenie pozostałym mieszczanom.
- Co się stało później – wszystko o bramie, demony próbujące wejść do świata, ich upadek – to znasz bracie, byłeś częścią przyczyny ich niepowodzenia – Raistlin ucichł.
- Shavas – cicho naciskał Caramon.
- Tak, Shavas. Wiedziałem, że trzeba ją powstrzymać. Była niezmiernie potężna. Gdyby miała swobodę działania to z pewnością zabezpieczyłaby wejście Królowej Mroku. Ty, kender i pewni nawet Władca Kotów, musielibyście zginąć. Przygotowałem więc truciznę. Wziąłem ją ze sobą idąc do jej domu i zaprawiłem tym brandy. Żaeby natomiast rozwiać wszelki podejrzenia piłem tą bandy razem z nią.
   Caramon wstrzymał oddech, zacisnął pięści żeby powstrzymać drżenie. Nie mógł uwierzyć w straszliw spokój brata. Dziko patrzył na Raistlina.
- Ale ty przecież nie… ty nie…
- Umrę? Nie, trucizna na mnie nie podziałała. Widzisz bracie, byłem w końcu w stanie rozkazywać mocy Wielkiego Oka. Odkryłem truciznę, którą poprowadziłem moc Oka i zniszczyłem Shavas.
- Nie rozumiem! – Caramon ukrył głowę w dłoniach.
- To proste – Raistlin zaczął jak nauczyciel wobec niezbyt rozgarniętego ucznia – Jeżeli skłonić użytkownika magii do wypicia tej trucizny, to ona spowoduje przepełnienie otoczenia energią magiczną i wpłynie na czarodzieja. Gdy odrzuciłem ofertę sojuszu z Mroczną Królową Shavas rzuciła zaklęcie w koim kierunku by mnie zniszczyć. Zamiast tego, zniszczyła siebie.
- Skoro jednak ty piłeś truciznę – wahał się niedowierzająco Caramon.
- Tak – potwierdził Raistlin – Gdybym próbował rzucić to ono zniszczyłoby mnie w jednej chwili. Byłem bezbronny. Nie było innego sposobu… nie było.
- Nie mogę uwierzyć – mówił Caramon tonem, który jasno świadczył, że już uwierzył – Była tak piękna! Tak młoda!
   Raistlin zaczął kaszleć. Spoglądał zza chustki, za którą ukrył twarz. Patrzył na brata z cienia swego kaptura.
   Mógłbym powiedzieć ci prawdę. Mógłbym powiedzieć ci, że była liszem. Mógłbym powiedzieć ci, że była tu jeszcze przed Kataklizmem. Mógłbym powiedzieć ci, że była radną Mereklar od samego początku. Że przybierała jedną postać, potem inną. Mógłbym ci powiedzieć, że jej życie zamknięte było w tym opalu, że on dawał jej obraz młodości, obraz piękna. Mógłbym powiedzieć ci, że usta, które całowałeś były w rzeczywistości gnijący i rozpadającym się mięsem…
- tak, mój bracie – rzekł Raistlin sięgając ramieniem do Caramona – Była bardzo piękna.
   Wielki mężczyzna podniósł głowę i spojrzał na brata z zaskoczeniem. Gorączkowo, jakby bojąc się odrzucenia, położył rękę na dłoni brata.
- Tak mi przykro.
   Raistlin wplótł palce w dłoń brata i trzymał mocno. Bracia w ciszy siedzieli i długo wpatrywali się w wody przepływającego strumienia.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#22 2018-07-08 22:26:44

 Chainekken

Giermek

Skąd: Lublin
Zarejestrowany: 2014-11-11
Posty: 42

Re: Bracia Majere

Fajna, klimatyczna historia. Zazwyczaj z obawą i sceptycznie podchodzę do książek z uniwersum Dragonlance, które nie są pisane przez Weis i Hickmana, ale Kevin Stein dał radę. Powieść podobała mi się o tyle, że niemal do samego końca nie wiedziałem o co tu do licha chodzi, kto jest tym złym itd. Stein całkowicie udźwignął też ciężar pisania o moim ulubionym bohaterze, czyli Raistlinie. Ukazał w nim to, za co go uwielbiamy, czyli walkę ze swoimi słabościami, kontrolowanie swoich popędów, zachcianek, odnajdywanie mocy w słabości, bezgraniczną wiarę w siebie, no i oczywiście ciężki, zgryźliwy charakter. Dzięki Janku za twój czas, tłumaczenie jak zawsze świetne, czytało się bardzo przyjemnie. Czas na odpoczynek, a potem... kolejna historia czeka na opowiedzenie

Offline

 

#23 2018-07-08 22:43:27

 janjuz

Wielki Mistrz

Call me!
Skąd: Zduńska Wola
Zarejestrowany: 2012-10-02
Posty: 693

Re: Bracia Majere

Dzięki za opinię!  Osobiście mam troszkę uwag do autora za zbyt spolegliwe potraktowanie postaci Raistlina wobec Caramona. Weisi Hickman traktują rzecz bardziej obcesowo. Co prawda, mówimy tu o czasach, gdy Raist tylko młodym magiem więc sprawy mogły i tak wyglądać. Co do innych autorów: uważam, że największą zaletą sagi DL jest to, że z założenia ma ona wielu autorów. Dzięki temu mamy świetne pozycje Mary Kirchoff czy Douglasa Nilesa, że o Richardzie Knaaku nie wspomnę.
Co do kolejnych historii... odpocznę, wnukami się zajmę i zacznie mnie nosić. Na tapetę chyba wybiorę "Rivervinda" Zobaczymy.


https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1238722_626203917419553_1235611245_n.jpg

Offline

 

#24 2018-09-01 18:12:54

evabv

Zwykły obywatel

Zarejestrowany: 2017-09-02
Posty: 2

Re: Bracia Majere

Ogromne podziekowania i niskie ukłony za wspaniałe tłumaczenie i dostarczenie kolejnej porcji radochy z czytania, Pozdrawiam

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
private money lenders interest rates przedszkole Piła prace ziemne Złotów transport ziemi Piła